#RusYRap

Autow/Awtor: YA’AN
Źródło/Krenycia: BRATSKŁAD na FB

Ok. Zaczyname zatom prohulku czerez ‪#‎rusyrap‬
Bude toto wyhladało tak: kawalczyk do odsłuchania i pare słiw komentaria od nia, cyli od awtora.

01. #BESIDA
Jak uz jem dade wspomynał: praci nad tym projektom zaczał jem w maju 2015. Wyhladaly ony tak:
-tekst
-bit (a barżej lem joho surowa pętla (loop))
-nahrania demo (w chyży)
-tekst do ewntualnoj korekty dla Olena Duć,
-wokal demo do producenta
-aranż pidkładu
-zminy w teksti (po poprawkach Oleny – tak sztoby zachowaty tiachłist rymiw, ale i w zahali podopysywałem dost duże nowych riczy…)
-nahrania w studio CRE:8 (super sprawa) (za konsolom Tom S. Ray Audio Mastering)
-gitary od Michal Smoter
-scratche i cuty od Paweł Kostecki i DJ Bart
-edycja wokaliw zo studio, gitar i scratchiw (w chyży)
-mix (Tom S. Ray AudioMastering)
-poprawky
-mastering tiłosty (Tom S. Ray Audio Mastering)
-w medże czasi okładka, kotru ostateczni zrobyła Natalia Małecka (i barz sia z toho tiszu)!
Taka była procedura powstawania toho materyjału. Toto powynno pozwolyty Wam na blyższe wyobrazinia sobi, dlaczoho napysał jem skorszej, że zaniało mi to 90% wszystkych weczeriw i 95% wszystkych weekendiw z ostatnich 13dcetcioch misiaciw… 😉

Ok. Sam numer ‪#‎besida‬, kotryj otwerat projekt, nazwał jem na samym poczatku ‪#‎dobrYden‬ i od wse mał win byty perszym kawalczykom na płatni.
Bit pidosłał nøi2er, kotryj w perwistnym zamiri mał ostaty sia producentom tiłoho projetu, ale, jak wydno, skinczyło sia kus inaksze 🙂

Sam tekst ne je nyczym specjalnym, ne ma druhoho dna any prekaziw „pidporohowych” (a może mat? Hmmm. 🙂 ).
Ot „Prypomynam Synu Ty besidu Twoich Didiw…”. Pry okazji prypomynam o nia samym, o Bratskładi i o tym, że lemkiwskij rap ne skinczył sia w 2005, ale tyrwat i maje sia, jak wydno, tiłkom dobri.
Jest tam tiż, po kusiczky, nakieruwania na dalszu narracyju wo nastupnych kawalczykach. Prynajmij jak chodyt o „duchowist” i tak zwany „teoryi spyskowy”. Inczyma słowy: Idealnyj numer na poczatok. No może kus za tiazkij bit (tak jem dumał w trakti składania płatni), ale w kincy uznał jem, że to dobri, bo ne ma jak to od razu rozichaty Was walcom, a piźnijsze dopero tłumaczyty „szto i jak” .

———————

02. ‪#‎Vatra‬
Druhi kawalczyk na krużku. Tekst napysał jem dokładni 16cetoho czerwcia 2015 (ponad rik nazad). Oryginalni nahrał jem ho pid pidkład nøi2er‚a, ale ostateczni wybrał jem bit od Drumma Records.
Jak napysał jem tot kawalczyk, to uż jem znał, że choczu zrobyty płatniu „temotycznu” i znał jem tiż, szto bude jej motywom perewodnim, złuczajuczym ju w jednu, dołhu opowist.

Kawalczyk cofat nas nazad, do czasiw, kotry nasza, teperiśnia „istoryja” peredstawlat nam jako „czorny i zacofany”, ba, nawet nimecko-chazarsky a.k.a chrystiansky „naukoffci” udowadniajut (szczehilni od czasiw zaboriw Polszczy), że na prawo od „światoho cysarstwa nimeckoho” (nastupciw Rymu), to meszkaly lem „biły małpy”, bez pysma, jazyka i zahilni bez nyczoho. I nychto nawet ne podumat, czom toty „biły i dyky małpy” nyjak ne pozwolyly heł wojty any Aleksandrowy Welykomu (pohladajte riznych riczy na temu bytwy pid horom Ślęża…), any Cezarowy, any Persam cy inczym „rozwynutym i welykym imperyjom”…Sprawa tym barżej „dywna”, jakoże każdyj znaje, że kryżuwaly sia heł dwa bohaty i hołowny szlaky handlowy (bursztynowy i jedwabnyj). I szto? Any Rym any skorsze Grecyja, Persyja itd. ne byly nym zainteresuwany? Wilny żarty!
Dla cikawosty dodam lem, że w Grekach besiduwaly, że na piłnicz od nych jest „kraj Bohiw” i stamal właśni pryszly na południa „Kronos, Zeus i reszta”, a stary kronykari arabsky cy nawet rymsky, a piźnijsze germansky (jak odłuczyly Germaniw od Sławian) opysujut Sławju, jako bohatyj, medom i wynom płynuczy, kraj z dobryma i wesełyma ludmy, kotry nyjak ne choczut sia piddaty pid jakibodaj zariad. O Wedach Slawianskych, wojnach z Ludamy Smoka i Wyznawciamy Krwawoj Kali/Kaligui, pidboju teperisnich obszariw Indii i Iranu lem napomnu i zostawlu Wam jako zahwizdku (najdte znymky ditiw i diwczat Kurdiw, Arian i paru iszczy plemion zameszkujuczych południa Turcyji, Indii cy Iranu i posmotrte do koho majut podibny buzi. Do Semitiw cy do Slawian?) No, ale dobri. Mało byty o kawalczyku, a ne o, dla jednych, „wyedukuwanych” (samy ne znajut czerez koho) „bajach”, a dla druhych, budziaczych sia, prawdywoj istoryi naszych, slawianskych ludiw.

Tot tekst oncentruje sia barże na czasach kus pered „chrestom biłych małp”. Besiduje o tradycyji, o wojnach z Rymom (tak, tak: protyw oficjalnoj „istoryji”, to Sławiane właśni roznesly w poroch totu, preniatu perez nowu relihiju żydiwsku, imperyju i panuwaly od (w)Andaluzyji perez Rym i Kartaginu po Aleksandryiu – aż do czasiw, koly „zmyjowe plemia” zas zrobyło toto szto znajut najlipsze: woszly od kuchni i pid-JUDY-ly (zwertajte uwahu na naszy słowa chocki) jednych protywko druchym…)…

Mame zatom spokiny czasy, de Sławiane żyly i zajmuwaly sia chyżamy i ditmy, zberaly sia lem w czasach nebezpeky i zachorozy, koly treba było hnaty hen Grekiw, Rymian, Chazariw abo wsich inczych, kotry prychodyly heł z meczom i ohniom. Mame rozbycia i pokonania Rymu. Joho podił na Zachid (preniaty uż perez judejczykiw i ich „pustynnu filozofiju”, wraz z ohołosziniom chrestyjanstwa jako religiji oficjalnoj) i Wschid (cyli odrodzenu, po rozbyciu jej perez Rusiw, Chazaryju, kotra woszła do wspilnoty judejskoj perez pryniatia judaizmu jako swojoj religiji, uznajuczy sia tym samym za 12ste, zahynene plemia wychnanoho z Babilonu, „naroda wybranoho” – wydnym je chybal dlaczoho, ni? Toż „narid wybranyj” maje w kincy dostaty tiłu totu planetu pid swij parchatyj czerewik! Jakomu krolowy taka obitnycia ne prypałaby do gustu? – warto kus poczytaty „mudrosty starych światych (!) knych narodiw pustyni”, a ne lem, szto nedila, powtariaty cytaty z tychże knych, jak papuhy, bez żadnoj swojoj dumky i zastanowlinia – naszy Didy pereklynajut naszu temnotu i szmarjajut peruny nerwiw w Nawii jak lem smotriat szto ich dity bełkoczut…)…

No i zaczało sia wtołdy (jak uz wpała filozofija grecka, a po nij piddał sia i został podilenyj Rym) toto, szto tyrwat do dnes: Na zachodi, kotryj był wtoly pid kontrolom Sławian, pidpustyly jednych na druchych i potworyly „państwa”, kotry steruwany byly/sut perez „papu”, a na wschodi zas sia zjednaly/odbuduwaly nowy Chazary, uż jako „Bizantyja”. I znajuczy, że zemli naszoj ne dadut rady wziaty syłom, to woszly heł jako „misjonari nowoj nowyny”…. Oczywydno: hiwno by im z toho wyszło, jakby ne pretiahnuly do sebe hory, kotra skuszena tym, że dostane „szto cysarskie” i ne bude musiła uż rezyhnuwaty z włady zaraz po wojnach i nebezpeti (jak to było dotla), dała sia otumanyty, jak i naszy namestnyky w pidbytoj Ewropi Zachidnioj i… mame teper mały, poswareny zo sobom, „krainky post-sławiansky”, kotry sut systematyczni i sztoraz skorsze spychany w czornyj dił… No i to jest tema, kotra prewyjat sia czerez wekszist numeriw.

A sama Vatra, joj refren prypomynat, że toto, szto worohy osiachnuly, to ne jest iszczy konec wojny, lem jednoj z bytew. Że dalij sut heł lude, kotry ne dajut sia nabraty i znajut chto jest chto na tij szachownyci. Tyrwajut pry swoim i otwerajut, a prynajmij probujut otworyty oczy i ucha inczym.
Toto ne może sia podobaty „źmijam”, zatom pryspiszajut „swij plan”. Starczyt lem posmotryty szto sia teper dije na Świti i peredumaty raz iszczy jaka nacyja najbarżej jest wykrwawlena po każdij z ICH wojen (wse zaczynajut sia ony na zemlach Sławii i wse jedny Sławiane żrut druchych, a inczy prychodiat lem „pozamitaty” i zas podilyty jasyr…)…

Ale nycz to: „Vatra zas sia palyt, palyt sia Świata Vatra…od tysiaczy rokiw kroł tota sama: Harda!…”

————————————-
03. ‪#‎Avatar‬
Treci kawalczyk to Avatar. Napysał jem ho prawi pid konec kompletuwania materyjału, w druhij połowyni lystopada 2015, a nahrał do jednoho z dwoch bitiw, jaky wybrał jem z paczky pidosłanoj czerez Bedwaem B2M‚a.
Tekst jest prostyj. Opowidat o tym, jak czuje sia czołowek po 30tci, koly uż znykajut kumpli, pyjatyky i hiwniarsky zahrywky, a otwerajut sia (prynajmij nekotrym) oczy i ucha.
Raptom okazuje sia, że wszytko wkoleso to jakyse straszne neporozumlinia, a Ty stoisz heł sam i łazysz medże tym wszystkym jak prybysz z jakysoj inszoj planety. Jak Avatar…

———————-

04. ‪#‎Slava‬
Numer napysanyj w żowtni 2015 i nahranyj do pidkładu Drumma Records. Łukasz pidminył bubny wo ostatecznym aranżi, szto sprawyło, że wersyja kotru czujete riżnyt sia dos duże od wersyji demo, perez szto dołhom ne mih sia do nioj, toj studyjnoj, perekonaty, jako, że tota persza była barz spokina i powim szczyro, jak jem ju nahrał, to uznał jem ju za najlipszyj kawalczyk płatni i słuchał w koleso sztoby dokładni tak samo, abo iszczy lipszej zrobyty toto w studio. No, ale jak sia rikło: Producent postanowył, że bude inaksze i w ostatniu nicz pered sesjom pidosłał mi takij aranż, jak teper czujete… Ale nycz to: po welu odsłuchach wersyji studyjnoj, doszoł jem do dumky, że chybal jednak była to zmina na lipsze: kawalczyk dostał wece enerhii i syły, a zachował swij klimat…

Sam tekst, joho perwistnyj zamir, mał byty „o rapi”, ot take „bragga”. No ale jak wydno, uż w połowyni perszoj striczky zichał jem na temu, kotra zajmuje nia uż paru ładnych rokiw i wszytko skinczyło sia na kontynuacyji motywu sławiańskoho. I barz dobri, ni? 🙂
Zas, tak jak w ‪#‎vatra‬, mame powrit nazad, do czasiw koly Ewropa, Blyskyj i Dalekij Wschid dilyly sia lem na Sławian i inszych ludy (sut teoryii, że toty inszy, a Biły, to lem wyhnanci od Sławian, banyty, kotrych naszy Antenaty prohnaly za riczy i czyny nehodny Sławian – ale to lem „nastupna teoryja spyskowa”, zakla szto …) Neważne.
Uż w połowyni perszoj striczky osidame wo sercy zemli ewropejskych Sławian, cyli wo Karpatach i mame okazyju prysmotryty sia naszym Prodkam pidczas weselynia sia, spiwiw i pobesiduwaty o tym, szto roblat, jak żyjut i szto dumajut o tamtych i nonych. Barz fajna prohulka, na kotru ne musyte sia dołho pakuwaty, any braty nyjakych tepłych koszil – bo na toj karpackoj hostyni bude „…horiacz! – Zabudesz o zymi!”.
Numer kinczyt sia perestrohom, sztoby wse pamiataty kym sia jest i skal sia pryszło, bo dla tych, kotry o tym zabudut ne je żadnoj pryszłosty. Any heł any tam dalij. „Sławiu i Pamiatam!” – i Wam radzu tak samo.

——————————

05. 47 (‪#‎soroksim‬)
Na totu temu chotił jem napysaty uż dawno, ale nyjak ne mich jem sia jakosy w toto wkusyty. W kincy, w żołtni 2015, dostał jem od Drumma Records zapentlenyj bit, kotry jak jem ho lem wczuł, to uż znał jem, że bude idealni pasuwał. Piźnijsze, uż w wersyji studyjnij, jak Michal Smoter dohrał swoju gitaru, a DJ Bart scratch’y, to zrozumił jem, że wartało z tym numerom żdaty tak dołho i że nycz lipszoho ne dałbym rady zrobyty any skorsze, any, prawdopodibni, piźnijsze..

W teksti wykorystał jem fragmenty wypowidy mojoj Tety, a zarazom lemkiwskoj poetky, Ewy Młynaryk-Hyry (tiłyj wywiad najdete na moim blogu). Dostał jem tiż od Nych riżny wspomynky, mapky itd. Sut ony peredstawnykamy żywych świdkiw tamtych strasznych wydarin. Tych żywych świdkiw jest uż sztoraz mensze i dlatoho kawalczyky taky jak tot sut bezwarunkowo barz ważny dla naszoho naroda.
Dachto może lubyty mene, abo ni, może mu sia podobaty, abo ni, moja płatnia, ale jest skinczenym durniom, jak powist, że ne mam racyji szto do toho, sztom napysał kus wyże abo w samym tym kawalczyku (może maty inczy pochlad na temu ukrainy i chazariw, kotra zamykat numer, ale tiła reszta boronyt sia sama i kole po oczach i uchach wsich, kotry chotilyby zabyty o swoich hrichach i tym szto zrobyly naszym Didam, a poserednio nam i naszoj nacyji! A była to poroba wykorininia nas! Lem o toto chodyło tym psom i o toto chodyt dalij ich pomiotam!)

Numer opowidat o chybal najwekszoj tragedyji naroda ruskoho, prynajmij w czasach nowożytnych, tj o „Akcyji Wisła” i wyseliniu tysiacziw naszych ludy z naszoj witczyznyny, a barże: jej polskoj czasty, Beskidu Nyskoho (geograficzni), a Lemkowyny (historyczni).
Jak tiła „akcyja” perebihała znate pewno (a prynajmij mam taku nadiju) z opowisty Rodyciw, Didiw, abo z knyżok. Jak ne znate, to MUSYTE najty i poczytaty/ohladnuty riżny dostupny riczy w interneti, bo samo peresłuchania moho kawalczyka odkrywat lem werch tiłoj toj Holhofy.

Nawczył jem sia uż dawno, że toto szto wczat w szkołach i drukujut w oficjalnych wydawnyctwach, to treja od razu czytaty na odwrit, abo prynajmij dilyty czerez dwa, dopowidaty racyji druhoj storony i perepuszczaty czerez jak najdribnijsze syto swojoho rozuma. Czomu? Bo „istoryju wse pyszut wyhrany” !
Kus z moich pohladiw na tot problem, cyli problem hladania pryczyn tiłoj toj złoczny najdete wo zakinczyniu tekstu. Jak dakoho toto zaciekawyt, a dumam, że każdoho, chto aspiruje do miana bytia „czołekom”, wsi perekazania na temu joho Peredkiw, muszat ciekawyty, to tiż proponuju internet i kus widomosty „alternatywnych” o Sławianach, a i o samych Rusach można duże najty, kyrylyciom abo latynkom wo napysach, abo i z tłumaczom (z moskalskoho).
Jak uż uzupełnyte toto, szto Wam wtysnuly do hołowiw czerez system (bynajmij ne nasz i napewno nam ne pryjaznyj!), to wymiszajte toto dokładni, prewarte, ostudte i sprobujte odhadnuty szto dijało i dije sia heł naprawdu…

Zakla szto: 47,
Kawalczyk dedykuwanyj momu Didowy, Waniowy Dziamba i wsim naszym Ludiam, kotry musily prejty czerez toto pekło.

https://youtu.be/R6ka_MpSBD0…

PS: Jest iszczy jedna, smutna prawda odnosni naszoj teperiśnioj sytuacyji. Doterła ona do nia dopero pry okazyji proby najtia pomoczy w stworliniu quasi-profesjonalnoho video do toho kawalczyka. Tota prawda, to to, że Rusyny stratyly uż swoju odwahu, swij honor i syłu. Bojat sia uż otworyty gambu i powisty: Pamiatame! Czomu? A jak dumate? Jak ne wydnym jest, o szto chodyt, to chodyt o… No właśni…
A toto, taka piddańcza postawa prowadyt do spełninia zamiriw tych, kotry hnaly naszych Didiw i naszy Baby czerez Polszczu jak korowy! Ne mame żadnoj realnoj syły politycznoj, reprezentacyji naszych interesiw i oboronciw naszych praw. Wszytky lem skuplajut sia na „kulturi i tradycyji”, bo na toto sut „dotacyji”.
I proto właśni mame heł mamałygu w postaci abo „lemko-ukrainciw” abo „potupajky w starych onuciach”. A de je heł dachto, chto stane twerdo na zemli i krykne, że je Rusynom, prawym synom Rusy i chocze w kincy prawdy, uznania, pereprosyn i oddania wsich zabranych nam praw i tereniw? Bez żadnoho tam lyzania sia po politycznych, chazarskych jajach. Znate kohosy takoho? Bo ja ni. Na żal…
Tiła nadija w mołodych! Z obserwacyji np polskoho naroda, wynykat, że syła nacyji odradiat sia szto dwa, czasom szto try generacyji. Może i w naszym prypadku tak jest, abo może iszczy bude. Mam taku nadiju!
Ale ne lem ja o tym znam. Naszy worohy tiż. I to dużo lipsze jak ja. I majut dużo wekszu syłu do dyspozycyji, jak mikrofon i facebook. Ale wirju, że iszczy bude dobri!
„…Hołowa do hory Brat! Ne ma nyjakoho, druhoho naroda jak MY!”

——————–
06. ‪#‎Karma‬
Bit: nøi2er, tekst napysanyj wo czerwci 2015 (ale fragment perszoj striczky i perwistna, kus „lechsza” wersyja refrenu, wydumana została uż w 2011 i mała byty, podibni jak fragmenty ‪#‎Besida‬ i ‪#‎NeDajSia‬, kawalczykamy na tretij ‪#‎Bratsklad‬
Jest to numer chybal najbarżej hardcorowyj na tiłoj płatni. Maje i ostryj tekst i twerdyj, mrocznyj pidkład.
Persza striczka: Kus o nia, o tym, że możesz ne wiryty w karmu, ale powynenes, dla Twoho własnoho dobra, wziaty za pewnyk, że prynajmij ja działam jak karma w wersji mikro: napewno do Tia wernu i to skorsze, jak dumasz. Szczehilni jak jes mi zaszkodył – bo preciż wydnym je, że „zła karma wertat dużo skorsze jak dobra 🙂 )…
Druha czastyna, to prypomninia obicznoj generacyji o naszych Antenatach, Światoj Rassi (Russ-Rass-Rassa – zas zapraszam do riznych prelekcyji na temat Sławian -> internet i na żywo tiż, jak dachto zainteresuwanyj, to sy pohladat, a jak ne zainteresuwanyj, a lem drwjuczy to… karma werne! Uż jes w dorozi!… )
Refren: dost wydna wypowid, i wydnym jest od ruky do koho. Na tym etapi każdyj podumat: „Oho! Dziamba ne lubyt Lachiw! Lipszej trymajme sia na boczi, bo nam iszczy Warszawa dotacyji zabere perez nioho!”
Błud. Prynajmij szto do Lachiw (bo dotacyji to i tak wam w kincy pozaberajut…)…
Druha striczka: Ichame z pamiatom za „Akcju Wisła”, o kotryj wspomynał jem w poperednim kawalczyku (ps: tiłyj krużok jest poukładanyj tak, sztoby słuchało sia ho, tak jak sia czytat knyżku: kartka za kartkom, po kolei zdobywajuczy wedu szto i jak…) i zas bezposerednij strił w pysk, tym razom dla „ukrainofiliw”. W toj chwyli to uz toty „Rusyny”, szto lem trymaly sia na boczi pidczas refrenu, wtikajut jak najdalsze, bo poza dotacyjamy wydiat uż i pozwy do sudiw. Brawo! Waszy Didy sut z was dumny, a dity budut pamiataly waszu welyku „hordist”.
Ja icham dalij i tłumaczu jak bydlaciam na łuci: Lachy byly lem nariadamy (za szto należyt im sia oczywydno kara, ale ne pomsta). Pomsta powynna byty dla tych, kotry z premedytacyjom, od setok rokiw dilat Sławian i napuszczajut jednych na druchych, jak i dla tych, kotry sia im prodaly i roblat, czasto z wekszą od swych pracodawciw enerhiom, tiłe toto czortowskie diło, heł, na naszoj zemli. Ne znate o kym besiduju? Iszczy ne wyłapalyste? Do stałoj lysty, w tym kawalczyku dochodiat, toty, kotry od seredwicza choczut nam tu zrobyty „mittle europa” i „lebensraum”. Dla nych, podibni jak i dla tych najwekszych, z naszych worohiw, ne je nyjakych Lachiw, Rusyniw, Moskali, Serbiw, Chorwatiw cy inczych. A uż napewno ne je „ukrainciw”. Dla nych sut lem „biły małpy”, „sławianskie miaso” i „pidpałka” na stjusach, abo w ich nowszoj wersyji, cyli krematoryjach…
Ale nycz to: „…czujesz sia jak Goliat? Masz pred sobom Dawyda!…”
PS: Jest taka jedna, lechicka orhanizacyja, Zadruga, i jest filozofija jej awtora, Jana Stachniuka – tam możete najty „kus” o hołownych worohach Sławii…

—————–

07. ‪#‎Master‬
Tekst z weresnia 2015, a nahrywanyj był w dwoch wersyjach bitu. Obi od Drumma Records. Ostateczni wział jem totu druhu i ju właśni możete heł wczuty. Barz duże kawalczyk wzbohatył sia perez dohrania gitary Michal Smoter‚a i scratche Kosty

Peredania tekstu ne mat za duże do tłumaczinia: Ja, lemkiwskij hiphop, pszemkiwskij styl, moje nazwysko, a jak sia ne podobat to „…gamba nysko!” Ot i tiła filozofija.

——————-

08. ‪#‎Problem‬
Nastupnyj tekst, kotryj powstał wo żołtni 2015 i tiż preletił czerez dwa bity (Oba od Drumma Records), sztoby w kincy wylonduwaty na tym, kotryj czujete.
Tekst jest micnyj. Znaczyt sia: ne dla mene, ale dla „dakotrych”, kotry z rapom ne majut za barz do czyninia, a po płatniu siahnuly lem dlatoho, że jest po lemkiwsky. Dla nych to ne do wiry, sztoby dachto mih aż tak „hrubo” poichaty. Zero tak popularnoj teper, a zarazom tak wypaczenoj „tolerancyji” (chocki jest tam jak byk, że „wszytko z toj samoj krenyci” i „kroł taka sama” – no ale „poprawny polityczni” czujut lem toto, szto choczut, a że system wyprał rozumy do biłoho, to i ne je szto sia na nych złostyty – toto treja bude porachuwaty piznijsze, jak uż werne normalnist…) i zero poszanuwania dla „światoj” cerkwy. No i brak najmenszoho szacunku do „światych knyżoczok ludu Izraela”. Czomu? Ano dlatoho, że nyjaky sme „Izraelity” i nyjakych naszych Didiw nyjakij Abraham ne tiahnuł z nyjakoho Babilonu na Kanaan (de wymorduwaly wszytkych koho spitkaly, tiły narody!) i nyjakij Moses z nyjakoho Egiptu ne wyprowadzał (de tiż kroł lije sia od piramyd po Jerusalem i wse nakoleso – tak zresztom jak wsiadyl, de lem sia pojawiat zwizda dawida , piżnijsze szubienica, zwana „światym krestom”, a teper whryzenyj misiac…).
Zahalni: ne wydzu w sobi nycz a nycz z krwawoho „jhwh” aka „boh” aka „allah”.
Za to wydzu, że tak jak banity, odstuplenci od praw i rehiw Sławian, byly wydalany z naszoj zemli, tak i tota bestyja została oddalena z hrona naszych, sławiańskych Bohiw, kotrych semity zo pustyni nazywajut w swojoj światoj knyzi „Elohim” (bo chybal znate toto, że Elohim to lyczba mnoha i jhwh, zanym perdnuł, to musił sia ich zwidaty, cy może – ne znate? To zapraszam do Bibliji…)
No i o tym jest „Problem” właśni. O „ludiach knychy” (ne ważne cy z heksagramom, krestom, cy z piłmisiacom na okładci – to tota sama knycha, tot sam wyhnanyj „pan” i taky samy, zwiriaczy metody nawertania „newirujuczych”…)
O tym, i o tym, że Zemlia/Mokosz odzyskuje po trochu swoju syłu, myjajut wiky temny i wertat pamiat, a wraz z pamiatom budiat sia Dity Soncia, Sławiane dla kotrych: „…nyjakie „inshallah” i nyjakij „amen”!…” lem „…Slawa Antenatam! Boham Slawa! – Wertame!”

I iszczy taka ciekawostka: Cy znate, że podlih najnowszych badań Sławiane żyly na naszych zemlach uż od ponad 10 000 rokiw (ne jak nas „wczyly”, że pryczołhaly sia heł jakosy w 400-500 po Isusi i schowany w kriakach, czekaly wo welykim strachu na „nimecku cywilizacyju” i „judejskij kahanok wiry”…)? I że hory Karpaty byly właśni miscom, de lude sia schoronyly, jak zminiał sia klimat i wody zalaly wekszu czast Świta (ne lem Biblija opysuje potip i ne lem jedna Arka pływała po planeti…)? I że jak wody opaly, to stamal zoszly, po kusiczka na dił? Trioch Bratiw? Lech, Czech i Rus? I że Karpaty, to w starych knyhach i na starych mapach Hory Sarmacky, a piznijszej Chrobatcky (Chorwacky)? – Ni? No to poszukajte kus po interneci. Ne wszytko szto najdete, to prawda, ale jest jej tam napewno wece, jak w knyzoczkach zo „szkoły” i w „zamknutych” hołowach „akademickych proffesoriw”.
Ne budu sia rozpysywał na totu temu, bo bude ona poruszana pry nastupnych kawalczykach i tak 🙂

————-
—————–
09. ‪#‎SEMENEBO‬
Tekst z lystopada 2015. W wersyjach demo kawalczyk nahrywanyj był dwa razy, na dwoch riżnych bitach od Drumma Records.
Opowidat o moim spostrihaniu toho, szto sia heł, na zemlach slawianskych, wyprawlat uż od hrubo ponad 1000 rokiw, a w koleso Sławii od 2000, a nawet i 6000.
Choczu, żeby lude, zamist powtariaty NE NASZY werszyky, wzialy w ruky „Stary Testament” (a i w Nowym tiż jest sporo „dywnych” riczy) i zaczaly w kincy dumaty i zwiduwaty „pastyriw” chocki o znaczinia toho cy tamtoho. Poza Bibliją, Koranom cy najlipsze Torom (bo stamal i toty dwi perszy pochodiat) do lektir obowiazkowych treja dołuczyty Orwella, Huxleya i chocki wyrywky prac riznych filozofiw (od Chin perez Grecyju i Rym po wiky teperiśni). Do toho kus o tajnych stowarisziniach i zakonach, no i o samym „kosteli/cerkwy”. Wtołdy nycz Wam tłumaczyty ne treja bude bo samy zobaczyte, że misce do jakoho nas żenut, ne ma nycz wspilnoho z „rajom”. A tota „stacyja” na kotrij stoime teper, to, jak dumam, uż ostatnia pered punktom zbornym, ostatocznym, z kotroho uż nychto czortam ne wtecze…
Jak sia tak oddalyt, chocki kus,  zoom i posmotryt na nasz gatunok, to zaryzniu wydzu na samym kincy toho pochodu. A w medże czasi chodujut nas, pasut i dojat. A wszytko czerez dwa micny łańcuchy, jaky dalysme sy założyty na ducha i na tiło: religiju i polityku. Poza tyma dwoma, jest oczywydno iszczy masa inczych, pomenszych łańcuchiw, pastuchiw i wszelakoj psiarni, sztoby „stadko” trymaty w zahorodi, abo sztoby sia ne rozłazyło za barz na boky…
Polityka to lem hroszy i włada, prekruty, cyhaninia i korupcyja. Toho tłumaczyty ne treja, bo każdyj uż chybal dokładni toto wydyt (i, o zhrozo, akceptuje!). Taka forma sprawuwania riadiw służyt do trymania w ryzach naszych fizycznych powłok, ne je nasza i ne ma nycz wspiolnoho any z ludzkym, any tym barże zo sławianskym stylom żytia, de od wse bylysme wilny, a kieruwała namy Rada Starszych, prawo kopne i zahalni Samostanowlinia NaRODiw. Jak o tym poczytate, to napewno wczujete w dusi, że to jest właśni toto, szto tam perechowujete (bo perechowujete wszytko, szto było!)
Religija, to perewernuta do hory nohamy Wira. Wydumana lem po to, sztoby trymaty naszy Wilny Duchy w wicznym strachu i pid butom. Od chstyn po pohoron! Ne chocze mi sia nawet pysaty skal toto pryszło, jak sia rozwynuło (koly i czomu) i na jakij zasadi działat. Zwidajte „pastyriw” (jak dalij mate sia za „barany i uci”), abo zas odsyłam do knyżok i internetu.

——————–

10. ‪#‎NeDajSia‬
Tekst zo serpnia 2015 (ale joho persza wersyja, to jest persza czast perszoj striczky i konciwka druhoj zostaly napysany iszczy w 2010 – tak jak jem wspomynał: mała to byty moja czast na planuwanyj 3tij Bratskład…).
Jak chodyt o pidkłady, to podibni, jak wekszist numeriw, tak i tot prehulał sia czerez dwa, pidosłany czerez Drumma Records.

Sam tekst namawlat, sztoby trymaty sia swoho, sławiańskoho sztylu i sposibu żytia i dumania.
Oczywydno, na sam pered treba w sobi najty i obudyty totu czastynu swoho ducha. A ne jest to takie lechkie po tylo wikach kopania ho i spychania w dił, w nebytia.
„Ne lechkie” ne znaczyt „ne nemożlywe”! Znam to i ja, i do nia podibny i toty po druhoj storoni tiż znajut. Pewno iszczy lipsze jak i my. I toho sia lem bojat. Bo protyw wsim propahandystam, to ne ony, a my sme heł Pany! My sme heł hospodary, a ony lem neproszeny hosty, kotry wykorystaly naszu naiwnu hostynnist i dobry, sławiansky sercia, woszly heł, rozhladnuly sia, zaczaly mamyty i judyty, a teper sidiat w naszych chyżach, terroryzujut nas, cyhaniat i szantażujut na wszelaky sposiby: od wydumanych hrihiw i kar, czerez kredyty, debety i riżnaku lychwu (kotru majut preciż zakazanu w swoich światych knyhach!) po newolnyctwo i podatky od toho, szto naszy ruky samy roblat, a hołowy samy dumajut!
Pozminialy nam istoryju, bukwy i jazyk. Prawdywe znaczinia wekszosty słiw sia wykrywyło i obernuło o 180 stopni. A jazyk, bukwy i nazewnyctwo to, jak pewno ne znate, najsylnijsza magija! Możlywist nadawania imen i nazw/znaczin, zminiat zwiria w istotu, kotra tworyt, zostawlat trwałyj ślid i riadyt tym, szto wydumała, nazwała abo stworyła!
Wmawlat sia nam, że biłe to czorne, a czorne to biłe. Hamuje sia postup i rozwij (tak duchowyj jak i ewolucyjnyj). Trymat sia nas jednym słowom na motuzku, ba, na łancuchu i robyt szto lem chocze, koly chocze i jak chocze (a jak uż sme neprydatny, to sia nas odsyłat „na emerytury”, cyli wyhaniat w tułaczku po „doktorach” i „szpitalach”…)
Nakładajut na nas  preriżny peczaci (od chresta perez komuniji po namaszczinia) – A znate po szto? Ano po to, sztobyste sia ne wyrwaly stal any za żytia, any nawet po „smerty”. Sut to kajdany, kotry zakładajut na kryła i ruky toho „Ohnystoho Rariha”, kotryj żyje w każdym z nas! Tak, to tot sam duch, kotryj odkrył w sobi i Isus i każdyj Budda i kazdyj inczy filozof/myslytel. To odkrytia „prawdy, kotra Tia wyzwolyt” (bo jak uż raz do toho dojdesz, to konec z nyma wszystkyma i ich sposobamy na newolu – wszystko to strylat jak bańka mydlana i nycz, kompletni nycz uż ne możut zrobyty. Dachto powist: „jak to? preciż możut Tia zabyty!” – ne budme smiszny. Strach pred smertiom, jest własni ich najwekszom armatom. A preciż każdyj z wyminenych wyżej nauczyteliw besiduje, że smert to lem „konec sninia”. Im zależyt byste toto sninia kontynuuwaly w neskinczenist i jako koszmar, horror.
A ne po to sme heł pryszly! To mała byty fajna i myła prehulka, po kotrij małes wstaty, preterty oczy i powisty: „Wow! To było sztosy!!” (zahladnyjte do prelekcyji Alana Wattsa – kus Wam toto prejasnyt zaczadeny kadyłom dumky…)
I takij jest sam werch tiłoj hory cyhanstw i prawdywoj „czornoj magiji” toho „padołu syziw”.
Ale nycz to! Trymaj sia Brat i „…ne daj sia złamaty!…” „…Jeden z naszych wartat wece jak tysiaczy pustych…”

————-

11. ‪#‎Lyst‬
Kawalczyk Lyst napysał jem wo weresni 2015, a nahrywał jem dwa razy, to je: w dwoch wersyjach, obi na bitach od Drumma Records.

Tekst jest zrozumiłyj i prostyj. Skieruwanyj bezposerednio do tych, kotrych los mi ofiaruwał i za kotrych najbarżem mu rad: do moich dwoch Bratiw,Jarek‚a i Andryj‚a i czudowoj sestryczky An‚i.
Sut to, zaraz po naszych Rodyciach, najblyzszy mi osoby na tym Switi i powim Wam lem jedno: Chcki by sia wszytko w koleso walyło i palyło, a sam czort stanuł medże namy, to bym dziadowy garło rozszarpał!
Tak to prynajmij w sobi czuju od 36 rokiw i w takij stan riczy wirju. Wydnym je, że raz sut horky, a inczym razom dolyny. Jak to wo wszytkych relacyjach i w każdym żytiu na tij planeti, ale odpukaty, czerez tiłyj tot szmat czasu ne poswarylysme sia NYKOLY. A wse, jak lem mam dajakie straplinia, to znam, że dwi ulyci od nia, abo po druhij storoni telefonu jest osoba, kotra nia wysłuchat, potiszyt i jak treba to pomoże. I mam nadiju, że tak uż zostane, aż pokla sonce zhasne i iszczy dalij!
„…zdrawlu Was barz!…”
Slava Wam!

————-
12. ‪#‎SonciaPromin‬
Tekst z 22ho lystopada 2015, a bit od Bedwaem‚a
Tot kawalczyk jest dla nia szczehilni ważnyj. W kincy wytłumaczył jem dumku, jaka dopała nia w 1999, jak jem iszoł łukamy medże Cegielniom a staryma koszaramy żołdakiw moskalskych w Przemkowi. Mał jem 19 rokiw, dopero szto skinczene technikum, kras diwcza i… widomist, że budu mał ditynu… Na poczatku strach i depresyja, ale uż w połowyni dorohy posmotrył jem w horu, na Sonce i zaczał jem sia śmijaty. Jak bortak. „Sztosy” mi powiło, że sztoby sia ne dijało, to i tak wse mam smotryty w horu i pamiataty skal jem pryszoł i dokal idu, a wtoly nycz i nychto ne dast rady nia zatrymaty! Nyjakij czort, nyjakij problem i nyjaka, nawet tak welyka i, ne oszukujme sia: depresyjna dla mołodoho hiwniaria, zmina.
Wtołdy właśni do Master Ya’an dyszło Soncia Promin. Mynuło uż 17 rokiw od tamtoho wydarinia, a ja dalij, jak lem mam dajakij „problem”, to wychodzu na dwir, szukam Soncia, abo Misiaca, beru hubokij wdych i wertam na pole bytwy!
„uż ne ocyganiat nia, uz ne dadut rady złamaty nia kryżaky i nyjaky intifady!…”

———-
13. ‪#‎TeperYHel‬
Kawalczyk napysanyj na poczatku lystopada 2015 i nahranyj na biti kanzbar cyli Patryk Paka.
Tiażkij, hardcorowyj pidkład i dost swobidnyj tekst na „delikatnu odmułu”, odorwania sia od temy jaka wede prym na płatni.
Mate heł proto „hymn na czest chwyli teperisnioj”, typowe „carpe diem”, o kotrym kazdyj besiduje, a nychto ne mat poniacia (ja tiż ne mam), jak wprowadyty słowa w czyn (jakby było to takie proste, to bysme wsiadyl maly lem Buddiw i Isusiw…).
No neważne. W każdym razi tekst wede czerez moju rap-istoryju. Od perszych „nahrań” z „zespołom” ‪#‎OffTheMind‬, w barakowozi na naszym podwircy, w Przemkowi, w 1995/1996, czerez ZDS i Bratskład po Edynburg, RYMOBITTOFABRYKA i tot krużok.
„…Żytia preletiło zas pered oczyma,
Ty masz swoi znymky, a ja swoje w rymach trymam!..”

W zwiazku z ohraniczenom pojemnostiom płatni CD, połna wersyja toho numeru dostupna jest lem na YT i w wersyji internetowoj płatni. Na kruzku udało sia lem wszmaryty ostatniu striczku i refren.

———-
14. ‪#‎Mafija‬
Napysał jem tot numer 13dcetoho hrudnia 2015. Jest to, jak dotla, mij ostatnij tekst. Od tamtoj pory ne napysał jem iszczy nycz nowoho i szczyro powisty ne czuju takoj potreby (tota płatnia „wypompuwała” nia z weny chybal…)…
Kawalczyk z założynia mał byty zamykajuczym płatniu CD, a numer‪#‎Ostatnij‬ mał ostaty sia bonusom w wersyji internetowij. Wyszło jednak inaksze (kosztom ‪#‎Teperyhel‬).
Bit pidosłał Łukasz Dajer, cyli Drumma Records.
Peredanija ne jest welykie, a punktom zaczeplinia jest „follow-up” z kawalczyka ‪#‎LirycznyjRezun‬, kotryj naszoł sia na druhim krużku Bratskładu, nahranym w 2005.
Persza striczka Mafiji jest o rapi, refren o tym szto mam do powidzynia tym, szto sihajut po tot matyriał i „kaprysiat”, a druha czastyna prypomynat o hołownij temi płatni (Sławiane, korinia i tak dalsze).
„…Ne pasuje? Postaw! Lysz! Woz ruky!
Besiduju swoje! Hram swoje! I moje czuty!!…”

——–

15. ‪#‎Ostatnij‬
Tekst z hrudnia 2015, a bit od kanzbar cyli Patryk Paka.
Napysanyj i nahranyj po to lem, sztoby pidsumuwaty i zamknuty jakosy tiłyj tot projekt.
Proto tekstowo mame heł kus o rapi, kus o „metafizyci”, kus o sławianskoj tradycyji, ruskym jazyku, no i kus o samoj płatni.
O ilo wersyja demo wyszła dost zhrabni uż za perszym razom, to nahrania w studio, de popereczka pidnesła sia micno pry poperednich kawalczykach, kazaly mi dost dołho dumaty, cy w zahali dawaty tot numer na płatniu cy ni.
W kincy, po zrobleniu edycyji wokaliw i bitu, był jem uż na poziomi 60 do 40% sztoby numer woszoł na płatniu, ale okrojeny do samoho zakinczynia. Dopero jak Michal Smoter pidosłał gitaru i bass, jak jem ich poedytuwał i wklyił,to nabrał jem uż 100% pewnosty, że kawalczyk jest dobryj i nadaje sia na toto, sztoby kinczyty płatniu.
Z ważnijszych riczy jaky chotił jem nym peredaty to chybal toto, szto tiahnuło sia czerez tiłyj album:
„…mensze religiji, a wece Wiry!…”
„…jako na wercha tak w seredyni. [hladame Boha jak] pisku na pustyni…”
„…rusynskij jazyk – „graal” biłych ras…”
„…slava Antenam, Boham i wszytkym Nam!…”
no i :
„…czasom za micno [jem rapuwał] – perepraszam!
…za kus toho miasa, szto szmarył jem medże rymamy.
Ale to RAP – takij RAP hrame!!…”

Tak oto doterlysme do kincia moho, jak dotla: najlipszoho diła. Dufam, że’ste tak samo rady z neho jak i ja. Bo „…dla nia [ono] pasuje i tiszyt nia barz!…”
Pryznam sia szczyro, że za każdym peresłuchaniom (a preciż kus jem sia uż tych kawalczykiw „nasłuchał”, od poczatku prac nad tym albumom, ni?), za każdym nowym odtworiniom wse najdu w nych sztosy, czohom dotla ne wczuł. Abo w samym nahraniu, abo w muzyci, abo nawet w teksti (szto dywyt nia najbarże…). Wse mi sia daszto nowoho pokazuje i dajaka nowa dumka otwerat to heł to hen. Tak jakbym naprawdu ne pysał toho wszytkoho sam…

Zdrawlu!
Sława!

-Y-

—————
Pober płatniu za darmo: FREE DOWNLOAD
Kup płatniu CD: BUY CD
Odsłuchaj tiłu płatniu: PLAYLIST

47 -69 rocznica wysiedlenia Rusinów

Dziś mija 69 lat od dnia, w którym prl-owskie władze postanowiły wypędzić autochtoniczną ludność Beskidu Niskiego, a ściślej wsie powiatu gorlickiego.
„akcja wisła”(specjalnie z małej) rozpoczęła się kilka miesięcy wcześniej, ale data 14sty czerwca jest dla mnie o tyle ważnym jej momentem, że wówczas chazarskie psy z nkwd/sb/ub itd., wykorzystując polskie ręce i karabiny pozbawiły ojcowizny rodzinę mego Ojca, wysiedlając wieś Konieczna.
Każdy ma swoje teorie na temat całej tej „akcji”. I ja mam swoją. I nie jest ona bynajmniej oparta na tzw. „wiedzy powszechnie obowiązującej” jako, że jedynie ostatni debil nie zna powiedzenia, iż „historię (a więc i „edukację”) piszą (tworzą) zwycięzcy”. I jeśli ktoś wciąż myśli, że zwycięzcami IIWŚ (i wielu poprzednich) można nazwać jakichkolwiek Słowian to jest niestety mocno ograniczony intelektualnie i chcąc niechcąc leci w dół po równi pochyłej, podstawionej już kilka/kilkanaście stuleci temu pod nasze nogi…
Nie będę się tu rozwodził co mam na myśli. Zainteresowani sami mogą i zapewne znajdą potrzebne informacje. Jest ich coraz więcej. Na całe szczęście.

Piszę niniejszy post gdyż nienawidzę łamać danego słowa, a Ci którzy śledzą moje ostatnie poczynania muzyczne (jest ich przynajmniej 2óch – pozdrawiam Bratskład 🙂 ), wiedzą, że jakiś czas temu obiecałem zaprezentować Światu krążek, nad którym pracę rozpocząłem w maju 2015, a do którego zbierałem się od dekady i który śmiało mogę nazwać „dziełem swego życia” (a juz definitywnie tego dotychczasowego…)

Pierwsza w dziejach (o ile mi przynajmniej wiadomo), długogrająca płyta hiphopowa w języku rusińskim (dotychczasowe płyty BS zawierały jedynie pojedyńcze utwory w tym języku) miała się zatem pojawić właśnie dziś, w 69tą rocznicę wypędzenia mieszkańców Koniecznej. Niestety, jak to zwykle bywa, z przyczyn nie do końca zależnych ode mnie, muszę przesunąć premierę albumu „Rus-Y-Rap” o około dwa tygodnie. Przepraszam.

Niemniej jednak postanowiłem dziś spędzić niemalże całe popołudnie, cały wieczór i prawdopodobnie pół nocy, by wynagrodzić tę obsuwę prezentacją jednego z 15stu utworów, jakie zawierać będzie krążek.
Wybrałem numer, który nawiązuje bezpośrednio do dzisiejszej rocznicy i wg niektórych „Rusinów” jest „zbyt kontrowersyjny/ostry/wulgarny, by mogli go z czystym sumieniem polecić lub wesprzeć w jakikolwiek sposób”. Hmmm. Nurtuje mnie jedynie jedna myśl: Czy Ojcowie i Matki (bo mowa głównie o pokoleniu synów i córek wypędzonych…) tychże „łemków/rusinów” (małe litery również tu stosuję z premedytacją) podzieliliby zdanie swych dzieci na temat poruszany w tymże właśnie utworze? Bo śmiem przypuszczać, że przełożyli by raczej przez kolano jednego z drugim i wyprostowali nieco ich „dyplomatyczny punkt widzenia”! No, ale cóż: nie mnie tu oceniać kto komu i za ile sprzedaje honor i pamięć oraz z jakich pobudek to czyni…
Obserwując to jednak, przestało mnie już dziwić jak to możliwe, że Ruś nie odzyskała niepodległości od tych kilu długich stuleci. Dlaczego nie wykorzystała swej szansy podczas Wiosny Ludów i później, po I WŚ i dlaczego nadal siedzi cicho. Już się nie dziwię. Nasi ludzie mają mentalność identyczną z mentalnością naszych braci Polaków z okresu między kleską powstania styczniowego, a  1914, czyli: „wszystko stracone. Jedyne wyjście, to siedzieć cicho i tańczyć tak jak grają…” Z tą małą różnicą, że Polacy to duży i silny naród, dzięki czemu w końcu udało im się przełamać ten marazm i odzyskać jako-taką niepodległość. A Rusini? Cóż, wychodzi na to, że w tym pokoleniu pozostaje nam jedynie starać się przechować pamięć (co jest coraz trudniejsze, tym bardziej, że wiele akcji torpedowanych jest, jak widać, od środka…)

Nieważne! Jak mówi moja chrześnica: „Srał ho pes!” Czy komus się podoba czy nie: dziś wrzucam utwór „47” a za dwa tygodnie resztę płyty, za którą „władza (nie rusińska bynajmniej, ba: nawet nie słowiańska!) powinna mnie rozstrzelać, a judeochrześcijańscy kapłani spalić na stosie” – bo tego właśnie będziecie mogli sie spodziewać po „RUS-Y-RAP”!

SŁAWA BOHAM i WICZNAJA PAMIAT ANTENATAM!

PS: Na całe szczęście są też wśród Rusinów osoby, które żywo zainteresowały się moją formą przekazania kilku mysli i, jakby nie patrzeć, kultywowania i promowania rusińskiej kultury, a tj. naszego języka. Wiedzą doskonale, tak samo jak i ja, że taka forma przekazu ma szansę dotrzeć tam, gdzie innym, „kulturalnym i mile widzianym” napewno się nie uda. A jest to obszar bezwzględnie konieczny do opanowania dla każdego ,kto marzy czy to o wskrzeszeniu czy też unicestwieniu danej nacji. Obszar, od którego zależy dosłownie wszystko. Wiecie o jaki „grunt” chodzi? Jestem pewien, że tak!
„nastupna generacyja mat toto na uchach! Ne chodyt i ne szukat” ne obertat sia jak hupa!

Wulgarnie? Owszem. Ostro? Byc może. Prawdziwie? Z pewnością!
Zapraszam do odsłuchu:

Title: 47
Album: RUS-Y-RAP (coming out soon! follow RBTOF for updates)
Artist: YA’AN
Woman’s Voice: EWA MLYNARYK-HYRA
Producer: DRUMMA RECORDS
Guitar: M. SMOTER
Scratch: DJ BART
Mix & Mastering: TOM S. RAY
Recorded: CRE:8 (Edinburgh)
Label: RYMOBITTOFABRYKA
Year: 2016

Graphics/Cover: N. MALECKA-NOWAK
Lyrics: YA’AN
Linguistic Corrections: O. DUC

Republika Łemków. Niespełniony sen o wolności

Oto dwa skrótowe opracowania odnośnie Łemków/Rusinów i ich dążeń niepodległościowych od czasów europejskiej Wiosny Ludów do II WŚ:
===============================================
Republika Łemków. Niespełniony sen o wolności
Autor: Sławek Zagórski
Dziennikarz, historyk zajmujący się militariami i historią wojen XX wieku

Treść:
W 1918 roku na terenie dzisiejszej Polski powstało efemeryczne państwo – Rusińska Narodowa Republika Łemków. Przetrwało zaledwie dwa lata i był to jedyny okres, kiedy Łemkowie cieszyli się niepodległością.

Rząd Narodnoj Republyky Lemkiwskoj

W europejskiej historii XIX wiek zapisał się jako okres, w którym narody nie posiadające własnych państw zaczęły podnosić dumnie głowy, domagając się swobody. Największe państwa wielonarodowościowe: Wielka Brytania, Francja, Austro-Węgry i Imperium Rosyjskie, były niezbyt skłonne do dawania jakiejkolwiek autonomii narodom zamieszkującym ich terytoria.

Ucisk społeczny i brak możliwości decydowania o własnym losie spowodowały, że mieszkańcy większości państw europejskich wystąpili przeciwko władzy. Wielkie rewolucje, zwane Wiosną Ludów, przetoczyły się po całym kontynencie. Poprzez działaczy węgierskich, kierujących Powstaniem Węgierskim w 1848 roku, idee wolnościowe dotarły również do Rusinów.

Droga ku wolności

Rusińskie narodowe odrodzenie było skutkiem działalności dwóch aktywistów: Aleksandra Duchnowycza, autora pierwszego almanachu literatury rusińskiej i podręcznika do naukijęzykarusińskiego, a także autora słów hymnu narodowego „Ja Rusinem byłem, jestem i będę”, oraz Adolfa Doriańskiego, posła sejmu węgierskiego czterech kadencji, wielkiego zwolennika stworzenia samodzielnego okręgu rusińskiego w ramach imperium Habsburgów.

Pierwszą udaną próbą było stworzenie tzw. Okręgu Użhorodzkiego, który istniał do marca 1850 roku, czyli niecały rok. Zgodnie z umową można było wówczas swobodnie nauczaćjęzyka, a także rusiński, obok węgierskiego i niemieckiego, stał się oficjalnym językiem okręgu.

Jednak już od lat 60. XIX wieku do początku XX wieku nastały trudne czasy dla Rusinów. W 1867 roku Monarchia Austro-Węgierska zmieniła się w monarchię dualistyczną, co praktycznie dawało Węgrom możliwość samodzielnego rządzenia w „swojej” części państwa. Szybko zostało to wykorzystane i w latach 70-tych zaczęto wprowadzać politykę „madziaryzacji” życia codziennego, począwszy od naukijęzyka, a skończywszy na zakazie wydawania gazet obcojęzycznych.

Wielka wojna, wielkie nadzieje

Sytuacja mniejszości narodowych zamieszkujących Austro-Węgry zmieniła się w chwili wybuchu I wojny światowej. Od września 1914 roku do maja 1915 roku większość Galicji, w tym cała Łemkowyna, były pod okupacją rosyjską, a Łemkowie, jako wyznawcy wschodniego chrześcijaństwa, zaczęli być traktowani przez władze we Wiedniu jako element podejrzany.

Faktycznie wielu Łemków sprzyjało carskiej Rosji, jednak nie zdarzały się akty dezercji, czy jawnego sprzyjania Rosjanom. Sytuacja zmieniła się, kiedy Ukraińcy, dążący do stworzenia niepodległego państwa i powiększenia swych wpływów w Galicji, zaczęli fałszywie oskarżać działaczy i inteligencję łemkowską o zdradę Austro-Węgier.

W wyniku tej akcji Ukraińcy rozpoczęli przejmowanie łemkowskich majątków, a zadenuncjowane osoby trafiły do obozu koncentracyjnego w Talerhofie koło Grazu. Trafiła tam prawie cała rusińska inteligencja, dążąca do samostanowienia narodu: wykładowcy akademiccy, prawnicy, działacze polityczni, a także księża.

W obozie zginęło 1767 internowanych. Pomiędzy 17 stycznia a 31 marca 1915 zmarły aż 524 osoby, w tym kobiety i dzieci. Najsłynniejszą ofiarą ukraińskich denuncjacji i austriackich zbrodni był prawosławny ksiądz i działacz rusofilski, Maksym Sandowycz. Został on aresztowany na początku września i rozstrzelany szóstego dnia tego miesiąca bez wyroku sądowego. W 1994 roku cerkiew prawosławna uznała go za świętego.

Niezawisłe państwo

Już na początku 1918 roku zaczęły się poważne dyskusje dotyczące przyszłości „ruskich ziemi”. Przodowali w tym działacze niepodległościowi mieszkający w Stanach Zjednoczonych, którzy stworzyli silne lobby domagające się, początkowo autonomii, a później niepodległości.

Rusini na południowych i północnych stokach Karpat zaczęli zgodnie z założeniami 14 punktów Wilsona Woodrowa, tworzyć struktury niepodległego państwa. Dziesiąty punkt programu pokojowego mówił o stworzeniu możliwości autonomicznego rozwoju narodom Austro-Węgier.

Na początku były to oderwane od siebie organizmy polityczne, które nie tworzyły jednego organizmu państwowego, podobnie jak to było z Polską w tamtym okresie. Najpierw, 27 listopada 1918 roku, w Gładyszowie  powstała Ruska Rada, przemianowana w pierwszych dniach grudnia na Powiatową Radę Ruską, obejmującą powiat gorlicki, krośnieński i jasielski. Kierował nią ks. Mychaił Jurczakewycz, ówczesny proboszcz w Czarnem.

Druga Rada Ruska powstała w Śnietnicy. Była to Powiatowa Rada Ruska dla powiatu grybowskiego. Powołał ją dożycia, i kierował pracami prawnik, dr Jarosław Kaczmarczyk. W Krynicy powstała Rada Ruska dla powiatu nowosądeckiego i nowotarskiego. Na jej czele stał doktor prawa Aleksander Cichański. Na początku grudnia w Sanoku powstała Rada Ruska dla tego powiatu, a jej pracami kierował Aleksander Sawiuk.

Delegaci z tych Rad zebrali się 5 grudnia 1918 roku we wsi Florynka, gdzie powołano organ nadrzędny – Naczelną Radę Łemkowyny. Pojawiły się też wyraźne głosy nawołujące do całkowitej odrębności. Jeden z delegatów mówił: „Chcemy żyć w jedności z całym narodem ruskim. To jest także hasło całego chrześcijańskiego narodu ruskiego z byłych Węgier. Nie chcemy ani Węgrów, ani Polaków i nie znamy żadnej Ukrainy!”

26 grudnia odbył się kolejny wiec, na którym kilkudziesięciu działaczy przyjęło dokument będący deklaracją odrębności.

Napisano w nim: „Czujemy się i uznajemy się już od tej pory obywatelami jednego, wielkiego Państwa Ruskiego, nie uznajemy na naszej ziemi żadnej węgierskiej, polskiej, habsbursko-ukraińskiej i w ogóle jakiejkolwiek cudzej władzy, protestujemy przeciwko imperialistycznym zapędom innych narodów względem naszej ziemi i oczekujemy, że zwycięskie państwa koalicyjne (…) już w nieodległym czasie dadzą ruskiemu narodowi Przykarpacia (…) możliwość uwolnienia się od sięgających po jego ziemię zachłannych sąsiadów i stać się prawdziwym gospodarzem swojej ziemi”. Droga do niepodległości wydawała się stać otworem.

Polska interwencja

Mimo że prawo gwarantowało Łemkom możliwość swobodnego działania w celu uzyskania niepodległości, to jednak funkcjonująca w Krakowie Polska Komisja Likwidacyjna podjęła działania, aby ziemie te przyłączyć do Polski.

Prasa zaczęła kampanię informacyjną głoszącą o „chęci oderwania Łemkowszczyzny od Polski”. 4 stycznia 1919 roku krakowski dziennik „Czas” poinformował, że Czesi zaczęli wspierać Łemków militarnie, a ci coraz chętniej patrzą na przyłączenie się do nowo tworzonego państwa Czechosłowackiego.

Polacy zaczęli powoływać Łemków do Wojska Polskiego, choć było to niezgodne z ówczesnym prawem polskim. W armii mogli służyć jedynie Polacy. Rozpoczęły się łapanki dezerterów. Kulminacyjnym momentem sporu były akcje osadzania działaczy politycznych oraz wójtów wiernych Naczelnej Radzie Łemkowyny w obozie koncentracyjnym w podkrakowskim Dąbiu (obecnie w granicach miasta).

Mediacje

Na początku czerwca 1919 roku Jarosław Kaczmarczyk spotkał się w Krynicy z mediatorem, znanym później pilotem polskiej 111 eskadry kościuszkowskiej, kapitanem Merianem C. Cooperem, który miał zażegnać konflikt i przedstawić raport na konferencji pokojowej w Paryżu, gdzie wybierali się też Łemkowie.

Na konferencji pokojowej okazało się, że dokumenty, które były przekazane przedstawicielom Naczelnej Rady Łemkowyny znacznie różniły się od tych, które trafiły pod obrady. Były znacznie przychylniejsze stronie polskiej. W Paryżu kilkakrotnie poruszano temat państwa rusińskiego. Łemkowscy delegaci domagali się przeprowadzenia plebiscytu, który określiłby przynależność państwową tych terenów.

Jarosław Kaczmarczyk był przekonany, że plebiscyt będzie zwycięski. Łemkowyna była spójna etnicznie. Ziemie te w prawie 90 procentach były zamieszkane przez Łemków. Były jeszcze nieznaczne liczby Żydów, Cyganów i Polaków. Ci ostatni mieszkali głównie w kilku miastach.

Zdecydowała wielka polityka i całą Galicję Zachodnią przyznano Polsce. Łemkowie jednak nie składali broni. Jesienią z Paryża w Karpaty przyjechał Victor P. Hładyk, dziennikarz i działacz niepodległościowy, członek amerykańskiej delegacji na konferencję w Paryżu. Pod jego wpływem Rusini zdecydowali się na stworzenie państwa z prawdziwego zdarzenia.

Rusińska Narodowa Republika Łemków

12 marca 1920 roku został powołany do życia Komitet Wykonawczy, który miał uprawnienia rządu. Premierem został Jarosław Kaczmarczyk, ministrem spraw wewnętrznych ksiądz Dmytro Chylak, tekę ministra rolnictwa przejął Mykoła Hromosiak, zaś polityką zagraniczną miał się zająć ksiądz Wasilij Kuryłło.

Tym samym oficjalnie powołano do życia Rusińską Narodową Republikę Łemków (nie Rusińską Ludową Republikę Łemków jak się często tłumaczy. Jest to błąd tłumaczenia, który sugeruje lewicowe źródło powołania republiki).

Działacze kolejny raz zaczęli domagać się przeprowadzenia plebiscytu na Łemkowynie. Polska administracja odpowiedziała kolejny raz bezprawnymi powołaniami do wojska i pacyfikacjami wsi. Eskalacja nastąpiła 30 maja, kiedy polscy policjanci zastrzelili Łemka uciekającego przed poborem. Kolejni zginęli w Tyliczu, Muszynce i Bielicznej.

Najbrutalniej został potraktowany Mychajło Koska, którego pojmano 9 sierpnia i powieszono pod powałą szkoły. Bito go i podduszano przez kilka godzin. Później stwierdzono, że zostanie przewieziony do więzienia w Jaśle. Niestety po drodze zmarł. Wówczas młodzież zdecydowała się sięgnąć po broń i walczyć o niepodległość. Politycy jednak postanowili inaczej.

Komitet Wykonawczy liczył jeszcze na udane pertraktacje i powoływał się na prawo o samostanowieniu się narodów. Były to złudne nadzieje. W grudniu 1920 roku polska żandarmeria aresztowała premiera Kaczmarczyka, i ministrów Hromosiaka i Chylaka.

Władze polskie szykowały im proces o zdradę stanu.

Parodia procesu

W czerwcu 1921 roku dziennik „Czas” umieścił krótką notatkę: Przed sądem przysięgłych w Przemyślu odbyła się 10 bm. rozprawa przeciw X. Chylakowi, Dr. Kaczmarczykowi i włościaninowi Hromosiakowi o zdradę stanu, popełnioną przez nieuznanie suwerenności Polski i dążenie do oderwania Łemkiwszczyzny od Polski”.

Członkom rządu groziła nawet kara śmierci. Jednak oskarżenie nie potrafiło sprecyzować zarzutów, ani nawet znaleźć paragrafów na ich poparcie, jako że Łemkowie nie posiadali polskiego obywatelstwa, a dokumenty mieli wydane przez nieistniejące Austro-Węgry i Naczelną Radę Łemkowyny.

Podczas krótkiego procesu Jarosław Kaczmarczyk wyraził przekonanie, że wszystko, co robił, było legalne. „Ani Traktat Wersalski, ani z Saint-Germain nie wyznaczyły granic Polski” – stwierdził.

Kiedy prokurator zapytał ministra Hromosiaka, czy pragnął oderwania Łemkowyny od Polski, ten odrzekł ze zdziwieniem: „Oderwania? A kiedyż była ona przyłączona?” Z kolei ksiądz Chylak przyznał, że już w czasie wiecu we Florynce w 1918 roku delegaci postanowili nie uznawać zwierzchnictwa tworzącego się nad Wisłą kraju. Podporządkowania się Polsce nigdy nie brano pod uwagę, choć niektórzy wysuwali propozycje przyłączenia się do demokratycznej Rosji, do Czech albo utworzenia na stałe niezależnego państwa.

W mowie końcowej prokurator podkreślił, że Łemkowyna od wieków uważana jest za ziemie rdzennie polskie, więc jasnym jest, że po rozpadzie Austro-Węgier będą one podlegały Warszawie. Na koniec wystąpił z mową dziennikarz z Przemyśla, Lew Hankiewicz, który zwrócił się do ławników: „Osądźcie ich i powróciwszy do domu powiedzcie waszemu narodowi, że Łemkowie chcieli tego, co Polacy już mają”. Jeszcze tego samego dnia oskarżeni zostali uniewinnieni.

Co dalej?

Na południowych stokach Karpat ze względów politycznych postanowiono przyłączyć ziemie rusińskie do Czechosłowacji na zasadzie federacji. Konstytucja państwa z 1920 roku gwarantowała mieszkańcom Rusi Zakarpackiej niezależność, jakiej nie mieli nawet Słowacy. Niezależna gubernia zakarpacka istniała aż do 1938 roku.

Po Drugiej Wojnie Światowej rozkazem Stalina zmieniono nazwę na Ukraina Zakarpacka i przyłączono ją do Ukraińskiej Republiki Socjalistycznej. Ruś Priaszowska pozostała w granicach Czechosłowacji. Najgorszy los czekał jednak Łemków, którzy za zbrodnie Ukraińców zostali wysiedleni w ramach Akcji „Wisła”.

Po upadku Związku Radzieckiego zakarpaccy Rusini ponownie próbowali stworzyć niepodległe państwo. Na początku lat 90-tych odbył się plebiscyt, w którym ponad 80 procent mieszkańców zagłosowało za niepodległością. Niestety, wkroczenie ukraińskich sił zakończyło sen o niepodległości. Mimo to nadal pobrzmiewają słowa hymnu „Ja Rusinem byłem, jestem i będę”.

Latający Nauczyciele 2 Latający Nauczyciele
Zdjęcia: „Latający Nauczyciele” – rusińska drużyna piłkarska. Pierwsza na Świecie drużyna piłkarska posiadająca własny samolot!

==============================================================

==============================================================

Proces rozwoju świadomości etnicznej, aktualna sytuacja i perspektywy przetrwania
Autor: Helena Duć-Fajfer
(fragment)

I. Stan świadomości etnicznej Łemków przed wysiedleniem
Łemkowie, jako jedna z grup Rusinów żyjących w Karpatach, przez wiele wieków zamieszkiwali prawie niezmienne terytorium, które klinem o podstawie opartej mniej więcej na zlewiskach rzek Osławy i Laborca i z wierzchołkiem prawie pod Tatrami, w Osturni, rozlokowane było między ziemiami polskimi i słowackimi.1Po rozpadzie monarchii austro-węgierskiej, Łemkowie zostali rozdzieleni polsko-czechosłowacką granicą państwową. Ich próby przeciwstawienia się temu nie powiodły się2 i od lat dwudziestych naszego stulecia historia przysądziła Łemkom po północnej stronie Karpat życie w obrębie państwa polskiego na prawach, jakich im ono udzielało. Od tego czasu dzieje Łemków w Polsce rozwijają się swoim porządkiem, w znacznej mierze odmiennym od tego, jaki jest charakterystyczny dla dziejów innych rusińskich grup w Karpatach.

Jest to historia grupy liczącej około 150,000 osób,3 do 1944 r. zamieszkujących zwarcie około 170 wsi i kilka miasteczek, a w latach 1944-1947 wysiedlonych ze swojego etnicznego terytorium w Karpatach. Wysiedlenie jest faktem całkowicie determinującym najnowszą historię Łemków. W jego wyniku przerzucono na terytorium Ukrainy w latach 1944-1946 65-70% Łemków, a w roku 1947 przesiedlono na poniemieckie ziemie zachodniej i północnej Polski pozostałych 30-35%, mocno opierających się przeciw wyjazdowi na Ukrainę. Niniejszy szkic będzie dotyczył tylko dziejów tej grupy, która pozostała w granicach PRL w stanie całkowitego rozproszenia pomiędzy polską ludnością i która do chwili obecnej próbuje bronić się przed asymilacją etniczną, na którą została skazana decyzją o wysiedleniu. Dla zrozumienia różnych procesów i antyasymilatorskich mechanizmów obronnych, jakie działają wśród Łemków w Polsce, trzeba pokrótce scharakteryzować stan ich świadomości etnicznej przed wysiedleniem.

Łemkowszczyzna, jako wsunięty między zachodniosłowiańskie kultury klin ruskiego osadnictwa, podlegała silnym wpływom tych kultur. Łemkowie, którzy sami siebie nazywali Rusnakami, bronili się przed tymi wpływami dużym konserwatyzmem i pasywnym negatywizmem wobec dominującej polskiej kultury i religii rzymskokatolickiej. Źródłem, a zarazem konsekwencją takiej postawy, był charakterystyczny typ łemkowskiej, zamkniętej na „nowinki” mentalności, tradycjonalizm i silne przywiązanie do swoich świąt. Podstawowymi świętościami Łemków były — w przeciwstawieniu do polskich — „ruska wiara”, „ruski język” i ojczysta „ruska ziemia” — Karpaty. W sferze tych wartości niedopuszczalne były żadne świadome zmiany (stąd z takim oporem przyjmowało się na Łemkowszczyźnie wyznanie greckokatolickie — największy protest budziły latynizujące zmiany w liturgii,4 stąd też mowa Łemków zachowała tyle archaicznych cech). Nie dziwi w tym kontekście fakt, że kiedy w XIX w. na Łemkowszczyznę, jako terytorium przejściowe kulturowo i z niewykrystalizowaną świadomością narodową, rozpoczęła się silna ekspansja różnych narodowych programów i orientacji, największą szansę miały te, które najbardziej odpowiadały konserwatywnemu, „ruskiemu” poczuciu Łemków. Stąd tak mocno i tak długo trwało na Łemkowszczyźnie tradycjonalistyczne starorusiństwo czy rusofilstwo. Przez długi czas były to kierunki całkowicie dominujące wśród Łemków. Ale wobec faktu, że bazowały one na bardzo szerokim, jeszcze przednarodowym pojęciu „ruskości”, po pewnym czasie stanęła, zwłaszcza przed łemkowską inteligencją, konieczność wyboru bardziej precyzyjnego, nowoczesnego kierunku narodowego. Spośród orientacji narodowych, które rozpoczęły swoją ekspansję na Łemkowszczyznę, obiektywnie największe szansę powinna była mieć „narodnicka” orientacja ukraińska, która pod koniec XIX w. zdecydowanie panowała w całej Galicji Wschodniej. Na Łemkowszczyźnie proces rozwoju narodowego przebiegał jednak w sposób osobliwy. Przeszkodą dla rozwoju ukraińskiej idei narodowej było głównie to, że — w ocenie konserwatywnych Rusnaków-Łemków — „narodnicy” zdradzili ruskie ideały, wyrzekli się ruskiego imienia, tradycyjnych ruskich symboli i propagowali separatyzm od „wszechruskiej jedności”. To stanowisko łemkowskiej inteligencji podtrzymywane było także przez agitację rusofilską. Dlatego też przez wiele lat dla ukraińskich działaczy Łemkowszczyzna wydawała się niemożliwym do zdobycia bastionem „twardych Rusinów” i rusofili.5

Ukraińskie wpływy jednak się rozszerzały i — choć powoli i z wielkimi oporami — zaczęły pod koniec XIX w. docierać i na Łemkowszczyznę. Łemkowska inteligencja kształciła się w Przemyślu i Lwowie, zdecydowana jej większość nadal pozostawała przy orientacji staroruskiej, ale niektórzy jej przedstawiciele poczęli sympatyzować z ruchem narodnickim. Od 1896 r. (nominowanie na biskupa przemyskiego Konstantyna Czechowicza) w eparchii przemyskiej „rozpoczęła się świadoma i konsekwentna ukrainizacja kleru i parafii, w wyniku której zaszły dalekosiężne zmiany w obsadzaniu parafii na Łemkowszczyźnie i w przyjmowaniu kandydatów do stanu duchownego z Łemkowszczyzny”.6 Do „oświecającej i uświadamiającej” akcji na Łemkowszczyźnie przystąpiła też z początkiem naszego stulecia „Proświta” oraz różne instytucje spółdzielcze i gospodarcze.7

Jednocześnie niektóre jednostki spośród łemkowskiej inteligencji, dostrzegając ogólne zasady narodowego przebudzenia wśród narodów imperium austro-węgierskiego, zaczęły te zasady przymierzać i do swojej węższej grupy, którą wyodrębniali jako najbliższą spośród innych ruskich narodów. Wśród galicyjskich Łemków ogromną rolę odegrało w tym procesie narodowe przebudzenie Rusinów karpackich po stronie węgierskiej. Prace etnografów i językoznawców8 przyczyniły się do dokładnego określenia specyficznych cech łemkowskiej kultury oraz sprecyzowania terytorialnych granic obszaru łemkowskiego.9 W literaturze coraz częściej zaczyna być stosowane określenie „Łemko” i nie można zupełnie odmówić racji stwierdzeniu Krzysztofa Nowakowskiego, że „mniej więcej w tym samym czasie (…) zaczął się »rodzić« naród ukraiński i separatyzm łemkowski”.10 Początkowo ten łemkowski ruch narodowy był ściśle związany ze starorusiństwem czy rusofilstwem (zależnie od kierunku ewolucji). Odzwierciedleniem opisanego stanu narodowej świadomości wśród Łemków były ich próby decydowania o swojej politycznej przyszłości po rozpadzie Austro-Węgier, zgodnie z tezą Wilsona o prawie narodów do samostanowienia.

Na wschodniej Łemkowszczyźnie, w Wisłoku Wielkim w listopadzie 1918 r. zorganizowała się pod przywództwem ks. Pantelejmona Szpylki tzw. Republika Komańczańska, która deklarowała przyłączenie do Zachodnio-Ukraińskiej Republiki Ludowej. Utrzymała się ona do stycznia 1919 r.11

Na Łemkowszczyźnie zachodniej i środkowej, gdzie całkowicie dominowały orientacje staroruska i rusofilska, w grudniu 1918 we Florynce ogłoszono powstanie Ruskiej Republiki Narodowej. Przetrwała ona do marca 1920 r.12 O przeplataniu się w tym regionie orientacji staroruskiej, rusofilskiej i karpatoruskiej13świadczy ewolucja politycznego programu rządu Republiki. Kiedy idea przyłączenia się do Rosji (zgodnie z koncepcją rusofilska) okazała się nierealna, aktywiści, którzy jeszcze na pierwszym wiecu we Florynce oświadczyli, że „naród ruski, który zamieszkuje terytorium Galicji po San, Poprad i Dunajec, południowe zbocza Karpat i Bukowinę na północ od Seretu, uroczyście wyraża wolę należenia do wspólnego politycznego organizmu, a protestuje przeciw pretensjom Polaków i Węgrów do wymienionych ziem”,14 poczęli dążyć do przyłączenia niepodzielonej Karpackiej Rusi do Czechosłowacji. „Wydarzenia z lat 1918-1920 na Łemkowszczyźnie pokazały, że Łemkowie czują potrzebę decydowania o swoim losie, mają świadomość wspólnoty z braćmi zamieszkującymi południowe stoki Karpat i dążą do niepodzielności łemkowskiego obszaru etnicznego. Jeśli chodzi o orientację polityczną dominującą wśród ludzi beskidzkich wiosek, to zdecydowanie królowała orientacja starorusko-moskalofilska. Kierunek ukraiński był bardzo słaby, za wyjątkiem powiatu sanockiego, i ograniczał się do jednostek (nauczyciele, duchowni, adwokaci)”.15

W takim to stanie etnicznej świadomości wkroczyła Łemkowszczyzna w lata międzywojenne, które były okresem ostrej walki pomiędzy ruskim i ukraińskim kierunkiem narodowym. Prowadzona ona była na płaszczyźnie religijnej, językowej, oświatowej, gospodarczej i innych. (…)

1  Dokładniejsze encyklopedyczne dane na temat Łemków — patrz H. Duć-Fajfer: Łemky w Polszczy (Łemkowie w Polsce), [w:] Maguty’91, Warszawa 1992, ss. 11-52. Ten sam tekst w języku angielskim [w:] P. R. Magocsi (red.), The Persistance ofRegional Cultures: Rusyns and Ukrainians in their Carpathian Homeland and Abroad, New York 1993, ss. 83-103. Tam również odesłanie do szerszej bibliografii.
2   A. Kwilecki: Fragmenty najnowszej historii Łemków.  [W:] Rocznik Sądecki, VIII, Nowy Sącz 1967, ss. 247-290, zwł. 254-257. — B. Horbal: Działalność polityczna Łemków na Łemkowszczyźnie zachodniej i środkowej w latach 1918-1921 (maszynopis). — P. R. Magocsi: The Ukrainian Question between Poland and Czechoslovakia: the Lemko-Rusyn Republic (1918-1920) and Political Thought in Western Rus-Ukraine. [W:] Nationalities Papers, Vol. XXI, No 2, New York 1993, ss. 95-107.
3  W. Maściuch określa liczbę Łemków w 1934 r. na 131984 osoby (W. Maściuch: Pro Łemkiwszczynu.  [W:] „Nyva” nr 3/1934). Uwzględniając przyrost naturalny można szacować, że w 1944 r. było ok. 150 rys. Łemków.
4 S. Szach: Mii Sjanom i Dunajcom. Spomyn. Czast I, Monachium 1960, ss. 109-113.
s  J. Tkrnowycz: Ilustrowana istońja Łemkiwszczyny. Lwów 1936, ss. 246-247.
6  S. Szach, op.cit., s. 316. Ten i następne cytaty w tłumaczeniu autorki.
7  J. Tarnowycz, op.cit., ss. 224-225.
s Przykładowo można wymienić prace J. Łewyckiego (Grammatic der ruthenischen oder kleinrussichen Sprache in Galizien, Przemyśl 1834), A. I. Torońskiego (Rusyny-Łemky, „Zorja Hafyckaja” 1860, ss. 389-428), S. Udzieli (Rozsiedlenie się Łemków, „Wisła” t. III, Kraków 1889, ss. 654-660).
9 Np. Władymir Chylak często używa określenia „Łemkowska Ruś”, a Mychaił Astrjab stara się dowieść odrębności języka Łemków zarówno od rosyjskiego, jak i ukraińskiego (M. Astrjab: Kilka śliw o łemkiwskij besidi, „Uczytel” Nr 45-51, Lwiw 1871).
10   K. Z. Nowakowski: Sytuacja polityczna na Łemkowszczyźnie w latach 1918-1939. [W:] Łemkowie w historii i kulturze Karpat, cz. I, Rzeszów 1992, ss. 313-350, tu 314.
11 F. Kokowśkyj: Łemkiwśki repubłyky w 1918-1919 rokach.   [W:] htorycznyj Kałendar-Almanach „Czerwonoji Kałyny” na 1935 rik,  Lwiw 1935, ss. 115-117.   — J. Tarnowycz, op. cit., ss. 251-255. — P. Szpylka: Wyzwolni zmahannja Schidnioji Łemkiwszczyny u 1918 r.   [W:] Łemkiwskij kałendar na 1967 rik, Tbronto-Passaic 1967, ss. 19-45.  — T. A. Olszański: Bieszczady 1918-1919. Warszawa 1984, ss. 41-52. — I. Hwat’: Istorija piwnicznoji Łemkiwszczyny do wyhnannja Łemkiw. [W:] B. Struminśkyj (red.), Łemkiwszczyna — zemlja, Ijudy, istorija, kultura, t. I, Nowy Jork 1988, ss. 149-212, tu 179-186. — K. Z. Nowakowski, op. cit., ss. 317-321.
12  Por. przypisy 2 i 11. Także: I. Krasowski: Zachidniołemkiwśka Respubłyka. [W:] „Nasze Słowo” nr 48/1980, s. 4. — T. A. Olszański: Ruska Ludowa Republika Łemków.  [W:] Magury’88, Warszawa 1988, ss. 44-52.
13 Terminologia może się wydawać zagmatwana, ponieważ w miarę ewolucji pewnych zjawisk zmieniały się ich nazwy. Długo utrzymywały się podwójne czy nawet potrójne określenia dla tych samych procesów. Na Łemkowszczyźnie określenie „ruski” było ostro przeciwstawne najpierw jedynie określeniu „polski”, potem także określeniu „ukraiński”. Terminy „rusofilski” i „staroruski” odnoszą się do kierunków bazujących na najszerszym pojęciu Rusi (Wszechrusi). Przy czym ideologia rusofilska za polityczną i kulturową dominantę Rusi uważała Rosję, starorusini bardziej koncentrowali się na ruskich ziemiach pod zwierzch-nictwem Austrii. Terminy „karpatoruski”, „rusnacki” i „łemkowski” odnoszą się do ziem ruskich w Karpatach, na Łemkowszczyźnie używane są prawie synonimicznie.
14  Iz Łemkowszczyny. „Prykarpatskaja Ruś” nr 1, 25.12.1918 (cyt. za: B. Horbal, Działalność polityczna…, op.cit., s. 4).
15  K. Z. Nowakowski, op.cit., s. 321.

============================================

Rusini Zakarpaccy (i nie tylko)

Link: NARODOWA RADA RUSINÓW ZAKARPACKICH

Rusini się budzą. Powoli.
Oczywiście na kilometry czuć tu hajs i łapy z Moskwy, ale cóż? „Mieczem wojujesz – od miecza giniesz”, albo: „Rąbią drwa to i wióry lecą” – chcieli wymazać ten naród z mapy, spolonizować i/lub zmusić do uznania Ukrainy. Ba, nawet wypędzono ich (NAS) z domów, bezczelnie dopisując do ukraińców (bez jakiejkolwiek podstwy i wbrew wieloletnim konfliktom między Rusinami a „Ukraińcami” właśnie o to…)  No to teraz mają. W Polsce nie ma się o co martwić. Żaden polski Rusin do Rosji nie zechce.  O autonomii też, nie wydaje mi się, by ktokolwiek tu myślał. Bez jaj.
Za to na Zakarpaciu na pewno będzie konieczne przyznanie tejże autonomii (albo i więcej). Bo takiej okazji, nieważne czy ofiarowanej/stworzonej przez Moskwę czy też nie, nikt tam nie zmarnuje. I tylko od Kijowa będzie zależało, czy zagra jak Warszawa w II RP, czyli zrobi to tak, by Rusini nie chcieli połączyć się, w tamtych realiach z Ukrainą, w teraźniejszych z Rosją,  jak np pseudo Ludowy Donbas – czego ani ja, jako Rusin, ani pewnie nikt przy zdrowych zmysłach im nie życzy; czy też będą dalej wykrzykiwać „sława herojom z upa” i sprowokują, zgodnie z planami Moskwy, kolejne zarzewie wojny domowej, której skutkiem będzie całkowity rozbiór tego, niechaj będzie, państwa.
W Polsce najlepszym (najsprawiedliwszym i prędzej czy później jedynym!) rozwiązaniem będzie odejście od poronionej polityki komunistów, z roku 1947 i pełne uznanie (w końcu!) mniejszości Rusinów za mniejszość narodową, a nie etniczną, podporządkowaną Kijowowi. Przeprosić za niesprawiedliwe wysiedlenie w ramach „odpowiedzialności zbiorowej” ( za jaką zbiorowość? Ukraińską? Rusinów??!) i, w miarę możliwości, oddać to co się zabrało i zniszczyło (skoro można Żydom to czemu nie Rusinom?)
Najmniej roboty ma Bratysława. Tam od początku w rządzie zasiadali ludzie widzący dalsze konsekwencje polityki prowadzonej przez PRL i URL, a potem przez Ukrainę, z której ta ostatnia właśnie zbiera swoje źniwo… Sad but true. Karma wraca. Zawsze.

https://video-lhr3-1.xx.fbcdn.net/hvideo-xpa1/v/t43.1792-2/11792321_406791549511439_1001302839_n.mp4?efg=eyJybHIiOjE1MDAsInJsYSI6MTE3Mn0%3D&rl=1500&vabr=483&oh=9c8c6a22fa63a4b11dd9a61ed0a64594&oe=55B55BEE

PS: Tradycja palenia TAKICH watr (ognisk) oraz wiele innych rytuałów znanych mi m.in. np z domu, utwierdza mnie tylko, że jesteśmy starym (a może i najstarszym) ludem słowiańskim, który wciąż, mimo trwającej od 996 (a w sumie to już od 000) kolonizacji, pamięta kim jest! Sl’ava!

Niedzwiedź

PS2: No i oczywiście flaga Rusi. Piękne, panslawistyczne barwy.
Z ciekawostek: kiedyś czytałem o przepowiedni, że to co nie udało się „Wielkiemu Mocarstwu Słowiańskiemu”, czyli Rosji, a potem ZSRR i znowu Rosji, tj: zjednoczyć napowrót wszystkich Słowian, ma się ponoć udać jego, tego mocarstwa, mniejszemu „Bratu”… Czyzby „mały, aczkolwiek waleczny i pamiętliwy medwidok” pchnął Słowian do reunizacji na jedynie słusznych, partnerskich, pierwotnych warunkach? Piękne marzenie… No, ale czymże jest życie bez marzeń? 🙂

Flaga

14 Czerwca 1947

Dziś rocznica. Niechlubna, tragiczna rocznica wydarzeń jakie spadły na ziemie moich Ojców i Matek 68 lat temu. Wydarzeń, których autorami byli komuniści (Polacy i z całą pewnością Moskale), a wykonawcami zwykli żołnierze AL -Polacy. Wydarzeń, które pozbawiły domów i korzeni 150tysięczną, autochtoniczną ludność zamieszkującą góry i doliny Beskidu Niskiego…
Jakiekolwiek by nie były „historyczne” usprawiedliwienia akcji „wisła” (specjalnie małymi…), wszystkie one nie przykryją ewidentnej próby wynarodowienia jednej z, a być może najstarszej ludności słowiańskiej, tj najdłużej (w związku z odizolowanym i zamkniętym przez setki lat, środowiskiem życia) utrzymującej stare zwyczaje i język. Próby haniebnej i zakrawającej na miano zbrodni wobec niewinnej, cywilnej ludności. Sprawcy tych wydarzeń nigdy nie ponieśli konsekwencji, a ofiary nigdy nie doczekali się ani przeprosiń, ani tym bardziej zadośćuczynienia za zrabowaną przeszłość i ojcowiznę! (W końcu Rusini to nie Żydzi, więc nie ma co się dziwić, że żadnych lasów czy pól nie dostali z powrotem…)
Wiadomo, że historię piszą zwycięzcy, więc zaraz pewnie posypią się argumenty o UPA, OUN , Wołyń (to była kwintesencja zbrodni – i za to wszyscy jej sprawcy powinni zostać rozszarpani końmi niezależnie od narodowości!).  Wszystkich usprawiedliwiających wysiedlenie Rusinów z Beskidu odsyłam do odtajnionych archiwów i wspomnień świadków. Oraz przede wszystkim do historii tego regionu i jego mieszkańców (szczególnie do konfliktu wewnątrz tej społeczności, odnoszącego się do kwestii Ukrainy, Ukraiców i Rusinów/Rusnaków/Łemków…) – kto tych faktów nie zna, ten po prostu plecie bzdury wyprodukowane (spreparowane) gdzieś w ciemnych pomieszczeniach NKWD…
A fakty są takie:
14 Czerwca 1947, wcześnie rano, żołnierze polscy wtargnęli do wsi Koneczna (i kilkuset pozostałych) i dali jej mieszkańcom 2-3 godziny na spakowanie tego co zdołają unieść ze swego dorobku, wpakowali ich do bydlęcych wagonów (tak, dokładnie tych, których jeszcze niedawno używali Niemcy, co stawia ich, Polaków, na równi z nazistami…) i wysłali w straszną, kilkutygodniową podróż w nieznane. Z przerwą w Jaworznie, gdzie urządzono „punkt kontrolny”, czyli miejsce w którym „przesłuchiwano” większość mężczyzn z transportu. „Przesłuchiwano” tak, że nikt z tego „przesłuchania” na własnych nogach nie wyszedł (w tym mój Dziadek).
Jeśli tego typu akcje, dokonywane na całych społecznościach, mają jakieś wytłumaczenie to znaczy, że wszelkie inne zbrodnie też powinny być „oczyszczone z winy”. SSmani, NKWDziści i inni UBowcy, UPOwcy itd z pewnością się ucieszą…
Z mojej strony: Ja pamiętam i dopilnuję by moi bliscy też nie zapomnieli!
Na pohybel worohom i bandytom! Slawa i Wicznaja Pamiat Antenatom!

PS: Powtórzę raz jeszcze, dla tych, którzy winę zwalają na wyimaginowaną pomoc udzielaną przez Rusinów upowcom: Dlaczego tego problemu nie zarejestrowano po drugiej strony szlabanu, czyli w Słowacji? Granica jest tylko linią na papierze. Ludność po słowackiej stronie szlabanu to dokładnie ta sama grupa etniczna, przez Słowaków zwana Rusnakami. Dlaczego ich nie przesiedlono? Odpowiedż: Bo nikomu w Bratysławie nie zależało na wynarodowieniu i zniszczeniu tych ludzi! W przeciwieństwie do skurw…synów z Warszawy…

„Akcja „Wisła”

Link, który sprowokował ten komentarz: AKCJA WISŁA

Oceny są dwie: Tak i Nie (kwestia głównie narodowości oceniającego: Ukrainiec lub Polak)
Problem jest jednak spoza tego kregu. Wysiedlono niesprzyjających lub wręcz wrogich w stosunku do upa RUSINÓW (tzw. Łemków), którzy:
1. Żyli tam na długo przed Mieszkiem I
2. Zwali się Białymi Chorwatami (kwestia sporna) przechodząc póżniej na Rusów/Rusinów (od Rusi Kijowskiej) by w końcu  przyjąć narzuconą im nazwę Łemkowie/Lemko (forma przezwiska nadanego im przez sąsiednie narodowości – od często uzywanego sformułowania „lem”)
3. Od czasu tworzenia „ukrainy” przez Berlin i Wiedeń, Rusini (a przynajmniej ich znaczna część) zdecydowanie stali przeciwko nie pozwalając ani na przyklejenie im tej sztucznej nazwy, ani na bezwzględną, wspieraną przez w/w zaborców „ukraińską nacjonalizację” płacąc za to krwią zarówno w czasach zaborów jaki i (szczególnie) w okresach I i II wojny światowej (każdy szanujący się Rusin zna historię tego konfliktu, austriackich obozów koncentracyjnych oraz wie doskonale komu służył „żywioł ukraiński” i kogo miał za głównego wroga, którego bezwzględnie zwalczał siłą i donosami na najbliższe posterunki austro-węgierskie a później gestapowskie!)
Ten punkt dość sprawnie rozegrała II RP zyskując w Rusinach sprzymierzeńców w walce z ukrainizacją Beskidu Niskiego… Niestety oddanie Rusinów Polsce (wielu Łemków służyło w szeregach AL), ta ostatnia, strasznie zawiodła wrzucając ich do tego samego worka co UPA i OUN…
Jednym słowem: Akcja „Wisła”, mimo, że w wielu strategicznych punktach wydawała się słuszna (zlikwidowanie zaplecza (często przymusowego) dla UPA) była, z punktu widzenia Rusina zaplanowaną zbrodnią na ludności, która od wieków żyła i służyła Polsce.
Wg. mnie problem tkwi w tym, że nikt z obecnych dyskutantów nie zada sobie trudu przeczytania historii Rusinów, którzy są głownymi „bohaterami” tej akcji, a których notorycznie podpina się pod „ukrainę”, upa i ZUwP (po myśli dygnitarzy ukraińskich, a wbrew temu co sami Rusini reprezentowali i czego zawzięcie bronili/bronią!).
Na Słowacji ten problem nie istniał i nie istnieje. Dlaczego?? Bo tam Rusin/Rusnak to jedno, a Ukrainiec to drugie! I po dziś dzień Rusini słowaccy żyją na SWOICH terenach, czyli w Bieszczadach!