BECZKA

Lubię, od zawsze chyba, przyglądać się i znajdywać alegorie pomiędzy tym co widzę, a szeroko rozumianym życiem, tudzież sensem istnienia…

Stąd też cała masa kłębiących się w mej głowie „dziwnych teorii”, skojarzeń, mądrzejszych, głupszych i po prostu abstrakcyjno-idiotycznych czasem myśli i pomysłów na tematy „różne i przeróżne”.

Dziś postanowiłem zaprezentować Wam jedno z takich „dziwactw”, mianowicie „Teorię Beczki„.
Może być „niebieskiej”…

Jakiś czas temu miałem okazję posłuchać, poczytać, a nawet przyglądnąć się dokładniej procesowi, który zna chyba każdy „szanujący się” Sławianin, a już szczególnie mieszkaniec Podlasia tudzież Beskidu, czy innych Bieszczad, tj. procesowi produkcji i destylacji „nektaru zapomnienia”, tzw. „wyzwalacza ułańskiej fantazji”, czyli po prostu bimbru…
Choć ściślej i precyzyjniej rzecz ujmując w moim, konkretnym przypadku był to czysty, pachnący spirytus… Ponoć bardzo dobry i ceniony wśród smakoszy na okolicznym rynku 🙂
Mniejsza o większość.
W każdym razie słuchając fachowców, analizując i przede wszystkim przyglądając się temu wszystkiemu, naszły mnie pewne myśli, które postanowiłem spróbować jakoś „skroplić”, że tak się wyrażę i zmaterializować w postaci tej oto próby wyłożenia niniejszej, wspomnianej wyżej teoryjki.

Czytając dalej, dowiesz się trzech rzeczy:
1. Jaki jest (wg tej teorii) „(bez)sens istnienia”
2. Jak nastawić perfekcyjny zacier 🙂 – (i to jest „clue”, inaczej sedno „opowieści” właściwie…)
3. Jak wydestylować wyśmienity, czysty spirytus 🙂 .
Tak więc myślę, że „coś tam”, tak czy siak, może Ci się przydać z tego, co tu zaraz „wyłożę” 🙂

Krok pierwszy: POMYSŁ

Na początku, jak wiadomo, była pustka, nic, chaos, itd.
Ot „coś/ktoś”, świadomość jakaś tkwiła w wszechogarniającej i znanej sobie na wskroś nudzie i maraźmie. Kompletny brak akcji i pomysłów.
A jak nie ma pomysłów, to… trzeba się napić.
A gdy nie ma nic do picia, to trzeba sobie coś samemu zorganizować.
Zatem przedstawiam Wam pana Wielkiego Bimbrownika!
Ma on, powiedzmy sobie, pomysł, warunki i chęci. Zatem do dzieła!
Na „kosmiczny plan”, na „kosmiczną arenę”, tj. do jakiejś tam komórki, pokoju lub innego, odpowiednio przygotowanego pomieszczenia (ważna jest m.in. stała temperatura (najlepiej 19-21C), ale też i takie detale jak dobra wentylacja, dopływ i odpływ wody, itd, itp. – zatem trzeba coś tam wpierw ogarnąć) wjeżdża BECZKA.
Tak, ta wspominana, tytułowa, wielka, niebieska (bo to taki ładny kolor) beczka.
Na potrzeby tego felietoniku, niech będzie o pojemności 60 litrów (tak, żeby było w niej łatwo mieszać, bez rozchlapywania na lewo i prawo…) 🙂

Krok drugi: PRZYGOTÓWKA

Zaczyna się od wypełnienia beczki, czyli inaczej „stworzenia odpowiednich warunków”.
Bimbrownik napełnia beczkę wodą (nad którą, póki co, „unosi się jedynie duch”, jego „ambicje, plany, marzenia” i „fantazje” co do efektu końcowego całej akcji. Można powiedzieć, że już mu „leci ślinka”, a przecież dopiero co wlał pierwsze 15 litrów ciepłej wody…).
Wszystko dokładnie, co do litra.
Na ten rozmiar beczki potrzebuje 40 litrów.
Jest „dbający o szczegóły”, więc stara się by woda nie miała mniej niż 26C, ani więcej niż 30C. Ma sprzęt zwany termometrem kuchennym, więc sobie to ładnie mierzy…
Następnie cukier.
14kg dokładnie.
I odżywki (np. czysty koncentrat pomidorowy w gramaturze 200g. Starczy. Nie ma co rozpieszczać przyszłych „mieszkańców Beczki”. Niech się skupią na cukrze!)
I mieszanko.
Pierwszy „ruch ducha”. „Wielki wybuch”. „Punkt Zero” i takie tam…
Jak nastąpiło już całkowite zespolenie wody z cukrem i pomidorową papką, Bimbrownik z uznaniem spogląda na stworzone „środowisko”. Spogląda i mierzy temperaturę.
Z utęsknieniem wyczekuje 26C…
Jest!

Czas na główny punkt programu, „gwiazdy wieczoru”, zarodniki „cywilizacji” a ostatecznie „twórców (nieświadomych tego stanu rzeczy) i kreatorów” celu ostatecznego: DROŻDŻE!
W tym przypadku są to laboratoryjnie podrasowane Turbo Drożdże z nazwy określane jako 48h (co ma niby sugerować linię czasu, jaka jest przewidziana na całą ich egzystencję, ale nie od nazwy ona zależy jednak…)
Bimbrownik wsypuje je w takiej ilości, by stworzone uprzednio środowisko stanowiło dla nich idealne warunki do rozwoju i namnarzania, czyli w tym przypadku 270g.
W beczce pojawia się zatem „żywa inteligencja”, „zarodnik cywilizacji”, „stworzenie wybrane”, któremu „oddano całą beczkę” i „wszystko co w niej się znajduje”. „Z woli Pana” (Bimbrownika) i jemu jedynie znanych przyczyn rzecz jasna!…
Wsypano i od razu (w skali Bimbrownika niech to będzie 5cio minutowe) dokładne mieszanko.
Nastepnie cyk i pokrywka.
Ciemność.
Etap zamknięty.
Bimbrownik ma „dzień siódmy”, czy jak kto tam woli: idzie w pi…zdu…

A teraz inaczej, tj „od strony” Drożdży – wjazd, tj „zstąpienie” do Raju, chwilka relaksu i podziwu nad cudem „boskiego stworzenia” (no niech to będzie w ich skali te, bo ja wiem…1k drożdżolat? – Bimbrownik potrzebował z dobrej minuty by wsypać drożdże z jednej paczki, wziąć, otworzyć i wsypać z drugiej, odłożyć śmieci, sięgnąć po mieszadło i takie tam…) i zaraz… pomieszanie języków, nacji i kultur (można np. snuć dywagacje nt. pochodzenia z dwóch osobnych paczek itp…), rozrzucenie po całej beczce, od dołu po górę, jeden wielki wir, szaleństwo, strach, przerażenie i takie tam „przeżycia”.
Jak sytuacja się uspokaja, wszystko wraca do normy, Drożdże zaczynają się powoli „odnajdywać” w miejscach, gdzie je „Pierwsze Wielkie Mieszanie” rzuciło.
Powstają pierwsze, „pomieszaniowe” więzi i relacje, struktury i podwaliny „społeczeństw”, kreują się wspólne (dla danego obszaru, ale sporo też „dziwnie takich samych” jak w innych regionach) obyczaje, tradycje, podania (np o „Raju, gdzie wszystko było takie cudne, świeciło „słońce”, wszyscy żyli razem, „Świat” był „przebogaty, spokojny i piękny”, „Boski Bimbrownik widniał uśmiechnięty i zadowolony tuż nad horyzontem” itd, itp. A może nawet głębiej: jakieś stare opowieści z czasów „bycia/podróży kosmicznej” w ciemnej hermetycznej paczce lub czasów z laboratorium? Może nawet przebłyski z samego początku tych jednokomórkowych organizmów? Hmmm….).
Rozpoczyna się to, co mamy obecnie: „Cywilizacja”. Pierwsza z wielu. Ale o tym potem…

Krok trzeci: ZACIER

Czas.
Czas jest względny. Mocno względny.
W tej teorii np: Bimbrownik wsypuje i miesza drożdże zaledwie, dajmy na to, 5 minut. Jest to pięć minut „czasu Bimbrownika”, czasu jaki obowiązuje u niego, dla niego, w jego pomieszczeniu, świecie i w jego rzeczywistości.
Ale te same 5 minut dla Drożdży to już…cała prehistoria gatunku! Cały „Raj”, pierwsze kultury i cywilizacje zaraz po „pojawieniu się” w Beczce, a następnie „gniew Boży” (ciekawe jakie powody tegoż gniewu Bimbrownika wymyślają se Drożdże? Może np, „DrożdżoPiramida” jaka uformowała się z drożdży przy wsypywaniu do Beczki, a którą teraz „kapłani” nazywają „Wieżą Drożdżbabel”, „próbą sięgnięcia Boga”, która spowodowała jego gniew?… hmmm…), „potop” (mieszanie), „dryfowanie” po bezkresach beczki w niekończącym się, aczkolwiek słabnącym wirze, w końcu spokój, cisza i „nowy początek”…
Czyli na zegarze Drożdży mijają setki tysięcy, albo i więcej ichniejszych jednostek czasu…
Czyli to, co przy skali czasu Bimbrownika opisane zostało jako: „Nastepnie cyk i pokrywka. Etap zamknięty.
Bimbrownik … idzie w pi…zdu…
Wie, że musi dać z godzinkę, czasem dwie grzybom na „rozruch”…

Mijają te dwie godzinki / niech będzie 20k drożdżolat, wszystkie te neanderdrożdże, „walki o ogień” itd…
Drożdże zaczynają powoli pracować (tak to się „fachowo” określa).
Bimbrownik jest wielce zadowolony z takiego stanu rzeczy.
Wie już, że proces się zaczął, że dobrze przygotował pomieszczenie, beczkę i nastaw, że nie zmarnował drożdży, ani cukru.
Czas na relaks. Ma wolne. Od tej pory będzie wpadał tu raz dziennie np. Odkryje wieko, popatrzy, posłucha, coś może powie przy tym do siebie, zamruczy, może coś tam se zanuci…
Może spędzi w pokoju dłuższą chwilę? Włączy radio? Albo coś obejrzy na telefonie, na yt np? Może nawet zrobi to stojąc nad otwartym wiekiem Beczki???…
Tak mijają godziny i dni u Bimbrownika i… sryliardy lat, generacje generacji u Drożdży…


Po powyższym wstępie wiemy już, że Drożdże nie mają pojęcia o niczym poza jako-takim samo-określeniu siebie (zwą to dumnie „samoświadomością”, baa, „inteligencją”! 🙂 ) i najbliższego otoczenia plus dorobili się z biegiem wieków uzupełniaczy tej „samo-orientacji” w postaci starych mitów, legend, baśni i podań, podtrzymywanych przez „religię” i raz wspieranych, innym razem obalanych (zależnie od „linii politycznej” i „interesów”) przez „naukę” i „politykę”…
Drożdże w perfekcyjnie przygotowanym pod nie środowisku, po wstepnej, ciężkiej fazie i „strasznej smucie”, romnażają się z szaleńczą werwą.
Powstają osady, państwa, unie, konfederacje itd.
Cywilizacje, religie, kasty, stowarzyszenia wszelakie (np. tzw. „tajne” i „jawne”, „białe” i „czarne”), kulty, podziały, mafie, armie, policje, partie, interesy, biznesy, wojny, wojenki, konflikty, pokoje, znów wojny.
Pojawiają się wśród nich różnego rodzaju osobniki. Od zwykłych, szarych drożdży po „kapłanów, magów, polityków” i inne mniej lub bardziej pasożytnicze grupy.
Jedni żyją kosztem drugich.
Jednym lepiej, drugim gorzej (a trzecim, najliczniejszym, po prostu przej…banie…)
Przez tysiąclecia (ichniejsze).
Ci cwańsi i obrotniejsi pchają się jak najwyżej.
Tak w „życiu społecznym”, „narodowym”, „międzynarodowym” i „światowym” jak i czysto fizycznie ( w sensie: co bogatsi, chcą mieszkać jak najwyżej, jak najbliżej wieka (bo tam jest „najciekawiej”, tam coś się zawsze, od „początku” dzieje; „zawsze”, czyli w jakichś, wyliczanych bezskutecznie i rytych na kamiennych tablicach, papirusach, zapisywanych w starych, zakurzonych księgach, a odczytywanych po latach i od lat cyklach i okresach, np. co około 2k lat – choć to akurat jest zmienna, bo co jakiś kataklizm, czy reset (o tym dalej), zmieniają się i cywilizacje i metody naliczania czasu itd – poplątanie z poplątaniem, nie do odkręcenia….).
Biedota, która tyra najwięcej, spychana jest jak najniżej (na dnie jest np „3ci świat” – ciekawy archeologicznie i naukowo, ale zupełnie „nie dla elity” – może poza maksymalnym drenowaniem go ze wszystkiego, co tylko można i krótkimi wczasami w wybranych kurortach…).
Powstają organizacje i instytucje naukowe rozgryzające „świat i wszechświat”, wrzucające coś (często wzajemnie się wykluczającego na przełomie wieków – ale ktobytam się „rozpamiętywał?) dla mas na temat budowy „świata” i „wszechświata”, starszych cywilizacji, historii, geografii, chemii, fizyki itd, itp.
Wszystko to równolegle zresztą do rozwoju „duchowości” i rozważań „filozoficzno-teologicznych”, „kontemplacji ducha i sensu istnienia”…
Drożdże żyją i umierają.
Ci najniżej beczki mają cykle najkrótsze, ci wyżej, „cwaniaki” zwane „Elitą” lub „Górą”, odpowiednio dłuższe. Swoją drogą: Ci na górze uplasowali się tam zaraz na początku i tak z pokolenia na pokolenie, poprzez kultury i cywilizacje, unikając kasacji (raz lepiej, raz gorzej) dzięki dostepowi do najnowszej „technologii i wiedzy”, ale głównie poprzez manipulacje, pasożytują na niższych poziomach Beczki przeokrutnie ją terroryzując, trzymając w najciemniejszej ciemnocie i zastraszając co trochę to tym, to tamtym, byleby tylko utrzymać się i swoje kolejne mioty tam, gdzie siedzą (najbliżej „oświecenia” znaczy się…)
Równocześnie wierząc, że „u góry jest najbezpieczniej”…

Rozwijają się przeróżne „nauki”.
W tym np. „archeologia”. Szczególnie u dołu i po bokach – tam gdzie osad z martwych, poprzednich „generacji”, wymieszanych z glukozą i pomidorami, stworzył maź przylepioną do ścianek beczki, której już może nawet większość nie jest w stanie przez to zjawisko dojrzeć nawet… Tym bardziej, że grubość tejże mazi w porównaniu do rozmiarów przeciętnego drożdża jest niewyobrażalna (coś jak skorupa ziemska dajmy na to….).
A może są i odgórne zakazy „przebijania i badania tego co znajduje się za mazią, bo np. nie idzie to w parze z obecną linią polityczno-religijną beczki lub danego jej obszaru?

U góry również nie ma zastoju.
Tam siedzi elita, śmietanka Beczki.
Tam, raz na sryliard lat, jak głoszą stare księgi i nowsze dokumenty, występują przedziwne zjawiska i wydarzenia typu nagły, oślepiający blask (największy u góry beczki, ale sięgający do dna niemalże), jakieś przedziwne efekty wizualne i fale (np. dźwiękowe) docierają do Beczki, itd, itp. [przyp. aut. : to wtedy, gdy Bimbrownik z nudów i ciekawości otwiera wieko i zerka se jak to tam wszystko mu „pracuje” – ale nie miesza. Jeszcze nie…]
Tu, u góry, nie wierzy się za bardzo w religie i takie tam. To są bajki do trzymania w ryzach niższych poziomów Beczki, zajęcia ich czymś tam, zastraszenia i zmotywowania do ciągłej pracy. Dobry to był pomysł, ta cała „religia” i „polityka”. Pięknie to działa! „Co cesarskie cesarzowi, co boskie… papieżowi” – GENIALNE!
Z jednej strony Góra potrzebuje luksusu i wygody (materializm), a z drugiej, z biegiem sryliardów lat i doświadczeniem z nich wypływającym, orientuje się jako tako, że Beczka ma się „w miarę dobrze”, gdy drożdże są aktywne, gdy pracują, ruszają się, biegają w tę i we wtę.
Bo gdy przestają, rozleniwione „dobrobytem i świętym spokojem” (bo i po co wciąż biegać, skoro wszystko, co potrzebne jest naokoło, na wyciągnięcie ręki i dla każdego tak naprawdę?), to…zaczyna się dziać strasznie!
Ni stąd, ni zowąd Beczka zaczyna „wariować”!
A to już jest „bahdzo niedobha”!
Zatem trzeba wszystkich gonić i zmuszać do ruchu. Nieważne jak! Wojny, rewolucje, konflikty, łagry, obozy, przymus, nakazy, prośby, obiecanki, nagrody, kary – NIEWAŻNE!
Ruch i robota!
Wtedy i Beczka ma spokój i Elita dostaje (z tej pracy) wszystko, o czym może i zdoła tylko pomarzyć (byleby tylko na dole nie zechciano żyć jak na górze – tam trzeba wciąż po staremu: krótko za pysk! Religią/religiami i polityką! A masz! Do roboty!
A że 80% produktów jest kompletnie zbędna, to… nic to! Wywali się. Byleby tylko …był ruch!
Od kopalni po kasy w hipermarketach.
Pełny konsumizm.
Na najwyższych obrotach.
I tak to se leci kolejne fryliardy lat…

BULGOTANIE

Innymi słowy: Wysokie kasty badając „zapiski prastarych generacji” i prowadząc dalej „skrupulatne, coraz bardziej zaawansowane technologicznie badania” wywnioskowały, że wszystko jest ok, dopóki Beczka, a tj, jej mieszkańcy (jako całość) ….”Bulgocze”.
„Stare księgi” i „historia” odnotowuje wyraźną korelację między strasznymi w skutkach „katastrofami cywilizacyjnymi” [przyp. autora: momenty, kiedy Bimbrownik otwiera wieko i z nudów, albo dla przyspieszenia procesu fermentacji, zamiesza se raz, czy drugi zacier… 🙂 ] typu „potopy”, „przeokrutne wiry i tajfuny, trzęsienia i takie tam”, a zanikiem lub przerwami w bulgotaniu.
Myślano, że chodzi o pracę jako taką, o budowanie gigantycznych i nowoczesnych posiadłości, świątyń albo innych cudów „architektury i techniki”, o składanie ofiar, religijność, kulty krwawe i niekrwawe, itd, itp., ale najwyraźniej nie!
Najwyraźniej „To Coś /Ten Ktoś” ma na to wszystko …WYWALONE PO CAŁOŚCI!
Nie widzi tego, tych starań w ogóle.
Może nawet nie jest w stanie dostrzec „Wielkiej Cywilizacji Drożdży” i/lub Drożdże jako takie???
Najtęższe „umysły” wysnuły wniosek, że chodzi o… samo życie Drożdży, o ich typową wegetację, o to by, za przeproszeniem, żarły i srały.
To jest to coś, co raz na jakiś czas „jest tu sprawdzane”.
To jest to najwyraźniej!
BULGOTANIE – które póki trwa i im jest wyraźniejsze, tym „spokojniej” się ma Beczka, a zatem i Drożdże. No i przede wszystkim, „dzięki Bogom” i „oby jak najdłużej”, Elita…
Dlatego m.in. co jakiś czas skrupulatnie planuje i uskutecznia się w Beczce wielkie rzezie, holokausty, wojny i konflikty – nic tak nie zmusza do ruchu jak strach i wojenka przecież!
No i odbudowa po wojence.
A przy okazji robi się największe interesy wtedy, pozbywa się konkurencji, wyrównuje rachunki, kasuje długi, zmienia i koryguje system (na jeszcze bardziej „dopieszczony”) itd., itp. – wiadomka…
Się gra, się ma, się chce, się wie…


Jest jednak problem: w miarę upływu sryliardów lat i ciągłego rozrostu populacji, zaczynają się uwidaczniać coraz bardziej zaniki podstawowych surowców niezbędnych do dalszego bulgotania, czyli inaczej dalszego życia, egzystencji organizmów „drożdżowych”.
Kończy się „naturalna i odwieczna, życiodajna” zawartość cukru i przecier w środowisku.
Populacje co prawda wymierają coraz drastyczniej (w związku z powyższymi brakami i ciągłym gonieniem do bulgotania na najwyższych obrotach), zalegając coraz bardziej dno beczki (i tworząc „raj” dla kolejnych generacji „archeologów”), ale i braki postępują coraz raptowniej, pociągając za sobą coraz to częstsze „anomalie” (np nieznane wcześniej, nieprzewidywalne i niespodziewane kompletnie „kołysanie” całej beczki!) i „katastrofy/resety cywilizacyjne” [coraz częstsze i dłuższe mieszania].
Nie wygląda to dobrze!
Ani trochę.
Góra wprowadza coraz to bardziej zamordystyczne plany, wyliczając np. optymalną populację Beczki i kombinując nad „cichym zredukowaniem” obecnej liczby mieszkańców do tej wyliczonej, niezbędnej do utrzymania bulgotania na „bezpiecznym poziomie”. To, wg. „mózgów”, powinno zadowolić „Stwórcę”, zapobiec coraz częstszym „kataklizmom” i zapewnić dalszą, błogą sielankę Elicie. [Co za …głąby! Gdyby choć ciut wiedzieli o tym wszystkim, po co i co tam mają do zrobienia… Echh…]
Siła propagandy i masmedia ułatwiają tę manipulację perfekcyjnie.
Nie istotne są tu jakieś tam „foliarskie donosy”, że trwa „depopulacja”, tj „dedrożdżowanie”, że nawet gdyby zebrano całą obecną populację Beczki i dano im do przeżycia 1/10 objętości całej Beczki, to bez problemu byłoby to wykonalne itd, itp, że Góra wie coś, o czym nie mówi [albo raczej: g…no wie i strzela na ślepo po prostu. Oczywiście nie w siebie…], że jest to jakaś dziwna klika, sekta, że cała reszta beczki to dla nich bydło, zwykłe owce, tępe i głupie, stworzone tylko i wyłącznie do pracy na i dla Elity, itd, itp.
Nikt takich wynurzeń z Dołu nie bierze na poważnie.
A jak coś zaczyna za mocno draźnić Górę, to pojawia się zaraz jakaś plaga seryjnych samobójstw, wypadków, w ostatecznych przypadkach, gdy wyłamuje się większy obszar lub nacja, leci serial pt. „walka z terroryzmem” lub „dyktaturą”, „wprowadzanie demokracji”, „pomarańczowe wiosny ludów” itd, itp….
Takie problemy, to nie problemy.
Góra wie co i jak robić. Szczególnie, że ma pod kontrolą WSZYSTKIE media, uczelnie, wiedzę – cały, tworzony i dopracowywany od sryliardów lat system zarządzania Beczką.
Tak więc „szury i foliarze”, to nie był i nie jest problem. Nie dla elity.
W przeciwieństwie do rzeczywistych, w/w dylematów, które są kompletnie, jak się rzekło, NIE DO OGARNIĘCIA, przez te „mózgi” u Góry…

Czujniki i sondy „kosmiczne” („kosmiczne” – tak się mówi tym na dole beczki. Mówi się im też różne inne bzdury: jak np to, że Beczka jest płaska, lub, po kilku tysiącleciach, okrągła; że jest centrum pomieszczenia, lub wręcz przeciwnie, że przestrzeń na zewnątrz jest skończona lub potem zaś nieskończona itd, itp – tak, by szło to w zgodzie z aktualnym poziomem Góry i aktualną polityką/religią. No i przede wszystkim byleby tylko nie mówić wszystkiego co wie góra i jak najbardziej namieszać, zdywersyfikować tę „wiedzę”, bo …przecież Góra sama nic jeszcze nie wie tak naprawdę i póki to się nie zmieni, nie może ryzykować, że dół będzie wiedział to co i ona, nie?? Skutki mogłyby być „katastrofalne”. Dla góry oczywiście…), w każdym razie: wszelkie badania dołu, boków, a szczególnie „szczytu”, „wylotu” Beczki nie przynoszą żadnych konkretnych i tak rozpaczliwie wyczekiwanych rezultatów.
Żadnych konkretnych rozwiązań.
Ani w zakresie przyczyn powstawania, a tym bardziej zapobiegania coraz bardziej a’cyklicznym „anomaliom” i „resetom”, ani ratunku przed (jakkąkolwiek by ona nie przybrała formę) katastrofą ostateczną (bo że takowa prędzej NIŻ później nastapi, nikt „inteligentny” w Beczce nie wątpi już od tysiąca lat przynajmniej…), ani w sferze sensu istnienia jako takiego w ogóle.
Wszystko jak było, tak jest w Beczce nieodgadnione.


Księgi prawią: „Prawda Was wyzwoli”.
Ale jaka „prawda”??
Drożdżowa?
Hmmm.
No to, jak chodzi o „prawdy”, to są sporządzane coraz częstsze raporty i dane (pół lub ściśle tajne) o tym:
-że beczka jest (najprawdopodobniej) sztuczna i niewyobrażalnie twarda,
-że to co wydawało się „czarną dziurą” u góry, jest najwyraźniej z tego samego materiału, a w innym kolorze jedynie i jest ruchome
-że to, co brano za „gwiazdy”, to jedynie refleksy z powierzchni „zamieszkałej”
-że życie na tym czymś, podobnie jak na górnych, niezalanych brzegach Beczki [„ściana lodu”, „krater”], istnieje, ale w koloniach mniejszych i innych niż w samej beczce i jest pochodną życia Drożdży, [ 🙂 przyp. autora: kropelki zacieru i pęcherzyki CO2 np – normalka przy fermentacji ….]
-że poza beczką jest inna, zupełnie nieznana i nie do opisania / nie do ogarnięcia zmysłami Drożdży, przestrzeń, o której nie ma nawet jak i co napisać. Nie da się..
-że raz na sryliardy lat [ostatnio częściej – jak już zauważyliśmy] pojawia się tam coś przedziwnego, coś zmiennego, ale również nie do opisania i nie do zrozumienia..
-że raz „to coś” wpływa na Beczkę (i to drastycznie), a innym razem kompletnie ją ignoruje…
-że jest, prawdopodobnie, jeszcze kilka takich beczek w przestrzeni, ale tego nie da się potwierdzić nijak…
itd, itp.
Innymi słowy: Drożdże, i te na dole, ale i „Elita” są w „ciemnej dupie” i mimo, że się w tej dupie jako-tako urządziły (szczególnie te u góry), nadal (i nie oszukujmy się) do samego końca będą w tym stanie trwać…

Tu należy nadmienić, że poza rozbieżnością w postrzeganiu czasu między Drożdżami a Bimbrownikiem, istnieje jeszcze cała masa innych rozbieżności i różnic, które powodują wzajemną niemożliwość fizyczno-intelektualno-poznawczą tychże dwóch „form życia” i przypisanych im „środowisk”, „wymiarów”.
I jeśli jeszcze jest to w jakiś mniejszy lub większy sposób do „ogarnięcia” dla Bimbrownika (biorę pod uwagę np. naukowe zacięcie tego osobnika, posiadanie mikroskopu, przyglądanie się przez niego jakimś tam próbkom zacieru, wiedza o kulturach grzybni, podstawy chemii, itd, itp), to patrząc z drugiej, drożdżowej perspektywy, nie ma szans na „badanie” pomieszczenia, Bimbrownika, czy tym bardziej jego środowiska i „życia” (gdzie Bimbrownik pojawia się w pomieszczeniu raz na eony lat „drożdżowych” plus: jak nawet jakiś „naukowiec” w żyjącej akurat podczas tego objawienia się generacji, zdołałby coś na ten temat napisać, ba, nawet gdyby zebrano tysiąc takich opisów z przełomu sryliardów lat (i kilkunastu cywilizacji drożdżowych – każde zamieszanie zacieru to przecież totalny lub prawie totalny reset danej cywilizacji!), to…wciąż byłyby to dane na temat, w najlepszym razie, jednego Bimbrownika, z jego, „bimbrownikowych” kilku chwil (!), w jednym pomieszczeniu… itd. – Ilu jest bimbrowników? A dalej: ilu jest ludzi i pomieszczeń na Ziemi? Co to w ogóle jest „Ziemia” dla cywilizacji w beczce?? No właśnie. – Drożdże nie mają szans na eksplorację i zbadanie istoty tego, co dzieje się dalej niż kilka milimetrów od krawędzi beczki zatem… A i to jest raczej bardziej niż mało prawdopodobne…)
Do tego różnica skal i miar.
Mikroskopijne (albo i mniejsze) „Drożdżyki”, nawet gdyby posiadały „mega-hiper-boskie” urządzenia, nie byłyby w stanie ogarnąć „rozmiarówki” pomieszczenia i samego Bimbrownika.
Mogłyby np., w najlepszym, najbardziej optymistycznym przypadku wypatrzyć jakiś tam odrobinek starego drożdża lub coś innego, jednokomórkowego na dajmy na to mieszadle, rękawie lub dłoni Bimbronika (jeśli takowa pojawiłaby się tuż nad lub przy samej beczce), ale nie dostrzegłyby dłoni jako takiej. Uznałyby ją, z racji innej barwy i struktury np, za…hmmm „planetę”, „galaktykę”, może inny, „wszechświat” na/w którym „coś tam żyje”.
„Cały Bimbrownik” i jego ruch (sekunda Bimbrownika – kilka pokoleń u Drożdży!) byłby nie do odnotowania dla Drożdży.
Możnaby było to rozwijać, ale myślę, że załapałeś/aś do czego zmierzam…
PS: Bimbrownik, nawet z mikroskopem i zacięciem naukowym, też raczej nie odkryłby niczego więcej, ponad to, co już o drożdżach wiemy z Wikipedii np…
Nie ujrzałby raczej żadnych „cywilizacji, państw, kultur, wojen, kast, podziałów, technologii” itd, itp. Nie wiedziałby gdzie patrzeć, jak patrzeć i czego szukać…
Dla niego ważny jest proces fermentacji i jak najlepszy, czyt. jak najmocniejszy zacier [ przyp. autora: liczy na minimum 14, a może i 16% w max. 7 dni! 🙂 ]

Możemy wspomnieć tu np o takich rzeczach jak powiedzmy sondy baddawczo-naukowe lub nawet „promy kosmiczne” lub „stacje kosmiczne” Drożdży.
Niech będą to chociażby te kropelki i bąbelki na górze zacieru lub nawet „kolonie” na „suchych” powierzchniach beczki, nad poziomem zacieru lub u dołu wieka, w ichniejszym „kosmosie”….
Niech wysyłają swe raporty do najwyższej warstwy zacieru.
Niech rozwija się archeologia po bokach i na dole.
Dołóżmy nawet, że jest to kolejny zacier w tej samej beczce i że Bimbrownik to flejtuch, który nie domył jej po ostatnim procesie fermentacji, przez co na jej ściankach mamy pozostałości po poprzednich nastawach (to ci dopiero „znaleziska archeologiczne”! – ale czy wniosą coś dla Drożdży z tego nastawu? Nie koniecznie…)
Niech nawet jakieś kropelki zacieru (czyli w skali Drożdży całe miasta np!) ochlapią mieszadło lub nawet samego Bimbrownika, a potem, dodatkowo jeszcze spadną spowrotem do Beczki i zdadzą relację.
Dodajmy periodyczne wkładanie miernika zawartości alkoholu lub cukru przez Bimbrownka i „naukowe” skutki takich sytuacji dla Drożdży…
itd, itp.
Niewątpliwie zdobytoby w ten sposób ogrom wiedzy, ale zważywszy na wymienione powyżej rozbieżności międzywymiarowe, jakie to byłyby dane? Jaka wiedza?
Ba, niechaj nawet Drożdże dorobią się technologii nano-srano-automatycznej i niech wysyłają na wieko lub nawet na mierniki, mieszadło, czy rękaw/rękę Bimbrownika statki „bezzałogowe”, które wracałyby (to warunek konieczny) do beczki po ichniejszych setkach lat, setkach pokoleń (a Bimbrownika sekundach lub góra minutach)….
Co to by wszystko Drożdżom dało??
Nie wprowadzajmy już tu nawet punktu z mieszaniem i resetami w Beczce (bo taki statek z poprzedniej „pracywilizacji”, obecnej, która np. byłaby na niższym poziomie (ale i na wyższym niech będzie) co by dał?? Nawet jeśliby go zdołali otworzyć i odczytać dane, byłyby to dane sprzed tysiącleci, z jakiegoś tam odległego mieszania, katastrofy. Ot była katastrofa i tyle. Będzie następna. To jedyna, pewna informacja…)
Itd, itp.
Nie ma szans na przeniknięcie się obu wymiarów.
Ja przynajmniej takowej nie widzę.
Nie na tym etapie.
Nie w Beczce w której na dzień dzisiejszy / na ten akapit jesteśmy…

OCZYSZCZANIE ZACIERU

Dzień 4ty, może 5ty. Dla Bimbrownika.
Dla Drożdży jest to kolejny pierdyliard lat, z czego ostatnia cywilizacja niech liczy go i choćby od miliona (zaledwie – bo czymże jest milion w skali pierdyliarda??)
Drożdże wymierają.
Tzn. ich populacja wciąż jeszcze ma się nieźle, ale jest przeokrutnie już zminimalizowana (w stosunku do „szaleńczej werwy” po „wielkiej smucie” i zaraz potem – biologia plus „Góra” i jej „plany odgadnięcia i udobruchania Wielkiego Kreatora”, czy też, dla tych ateistycznie nacechowanych Drożdży : „Natury i Fizyki” – innymi słowy: wojenki, holokauściki i inne takie „przyspieszacze bulgotania” plus ostatnie wymysły, czyli „dedrożdzacja Beczki” zrobiły swoje…)
Drożdże jeszcze są, ale już głównie od połowy beczki w zwyż. Ogłupione i zmanipulowane „jak ta lala”. Żyją sobie na etapie, hmmm…. „Nowego Wspaniałego Świata” Huxleya w miksie z „1984” Orwella np…
Motłoch i niemalże wszystkie klasy poniżej samej góry, „Iluminatów” uplasowanych przy samym wieku, od tysięcy lat zalega już dół beczki. Reszta to już bezludzia. Bezdrożdża znaczy się…
Ale istnieją tam jeszcze jakieś „skupiska i osady” w scenerii i warunkach a’la MadMax lub inny I Am Legend np…
Albo i nie, niech istnieją se i w warunkach a’la StarTrek czy Gwiezdne Wojny („Gwiezdne Wojny” w przestrzeni między górą nastawu a wiekiem denka! Wojny między potomkami odprysków Drożdży i zacieru na ścianki iwieko Beczki, a mieszkańcami samego zacieru! Dobre sobie…)
Wspomniani „Iluminaci” i jakieś ich pacynki coś tam kombinują u góry. Jak zawsze. I jak zawsze wiadomo czyim kosztem…
Siedzą w jakiś szkalnych, nafaszerowanych technologią, nowoczesnych „jaskiniach” i „liczą na cud”, „rozgryzają o co tu kaman?”, „po co i na co to było?”.
Może nawet wracają do jakichś krwawych kultów i obrzędów.
Tak, raczej napewno tak.
Przynajmniej część z nich. I to zrobiono to już pewnie z całe pokolenia wstecz, gdy „łatwiej było o ofiary” – przy okazji odkryto, że to i owo z innych drożdży, np młodziutkich i niewinnych, daje wielkiego kopa… Tfu…
Innymi słowy: ostateczny koniec i raczej nikt już tu nie widzi kolejnego resetu i szansy na odrodzenie. Nie ma z kogo się odradzać.
Cukier zanika.
Populacja się kurczy. (I pomysleć, że jeszcze „niedawno” ta sama Góra planowała, ba uskuteczniała nawet „dedrożdżowację” Beczki… Echh.)
Kolonie wymarły.
Stacje badawcze też.
Statki bezzałogowe nie wracają, albo wracają z kolejnymi tonami wiedzy, która nijak nie może być rozkminiona, jest bezużyteczna…
Nie ma szans na zbadanie niczego poza tym czymś, dla motłochu określanym jako „kosmos”. Nie można się przez to przebić.
W dodatku coraz więcej proletariuszy zaczyna świrować po różnych social mediach z teoriami nt. różnych oficjalnych wersji historii, nauki itd. Niektóre z tych teorii trafiają na podatny grunt, zdobywają coraz więcej zwolenników, a co najgorsze, są bliżej prawdy niż kiedykolwiek wcześniej.
Zaczynają walić się podstawy podstaw systemu…
Pozostaje jedynie wiara w cud.
No, ale to dla mocno naiwnych. Poza tym i ta wiara jasno mówi, że wszyscy zdechną.
Przebąkuje coś tam o przejściu w inny wymiar, o energii jaką wszyscy w Beczce, od początku jej istnienia wytworzyli, że ta energia, to pośrednio Drożdże przecież, że z niej powstanie coś innego, niewyobrażalnego, że tak się wszyscy odrodzą i coś tam będą robić, że może (albo nawet napewno) dojdzie do połączenia z Absolutem [czyt. Bimbrownikiem 🙂 ] itd, itp.
Co to ma do rzeczy? Jak to tak? To po to trwano, budowano, knuto, zabijano, bulgotano i goniono do bulgotania itd?
Nie do pojęcia!
Pozostaje zatem wszystko zainwestować w jak najszybszy rozwój technologii.
Znikają ostatnie opory przed i tak już od lat wdrażanym projektem, a nawet bardziej: ideologią transgrzybizmu, która pośrednio, póki jeszcze Beczka nadaje się jako tako do zamieszkania i są w niej Drożdże zapewni Górze kolejnych kilkaset, a może kilka tysięcy lat panowania (i to takiego, jakiego jeszcze nikt nie widział: totalna, cyfrowa kontrola i dyktatura bezwzględniejsza niż jakakolwiek tyrania od „Wielkiego Mieszania” po dziś dzień!), a następnie, gdy zrobi się już „nie do życia”, zgodnie z „obietnicą naukowców”, wykreuje możliwość połączenia „umysłów i świadomości” Drożdży z maszynami. Na stałe. Znikną wymogi cukru w atmosferze itd. TransDrożdże wejdą na wyższy poziom. Być może uda się do tego czasu wymyśleć coś , jakiś sposób na „przebicie kopuły” i otworzą się nowe, nieznane dziś możliwośći…
Tak, to „jedyna” droga „rozwoju”…
Ruszają zatem próby, ba proces rusza przymusowych eksperymentów na niespotykaną dotąd skalę.
Opryski atmosfery, manipulacja genetyczna żywnością, odpowiednia chemia w środkach kosmetycznych, higieny osobistej itd, itp. Do gry wchodzą połączone siły farmacji i nauki, technologii.
Lecą projekty grafenów, chipów, transmiterów, odbiorników i nadajników, wszelakich fal elktromagnetycznych (zakresy zostają ustawowo podniesione do parametrów takich, że mikrofalówka na najwyższych obrotach, to przy niektórych rejonach Beczki słaba grzałka…) itd, itp.
Zaczynamy oczywiście od Dołów. Wiadomka.
Przecież Góra nie będzie się faszerować, naświetlać, czy wstrzykiwać se czegoś, co nie jest w stu dziesięciu procentach zbadane. Tzn będzie, ale jedynie przed kamerami, pokazowo i napewno nie to, co reszta….
Idzie lepiej, niż zakładano!
Drożdże są już tak zdebilowaciałe i ograniczone intelektualnie, że aż dziw, jakie rzeczy i jakie absurdy łykają bez większych problemów!
A jaki hajs jeszcze się na nich robi przy okazji! Wow! Eldorado!
Niewyobrażalne!
Będzie dobrze!
Połowa populacji tańczy lepiej, niż gra Góra.
Umieralność i zamordyzm co prawda wzrosły tak, że jeszcze z wiek temu Drożdże wywlekłyby gilotyny i wszystkie pacynki na urzędach kręciłyby głowami po chodnikach, kończąc ten cyrk, a przynajmniej zmuszając „włąścicieli Beczki” (tych prawdziwych, zza kotary) do zmiany planów, ale… nie dzisiaj! Dzisiaj wszyscy wierzą w technologię i przede wszystkim… w massmedia! Klucz do sukcesu! Boskie tuby!
No nic.
Kręci się kabarecik.

A co najlepsze, najciekawsze w sumie, to fakt, że w miarę postępu tej całej akcji, wychodzi na to, że … podobne rzeczy miały już tu miejsce, że coś takiego najprawdopodobniej już ktoś tu kiedyś uskuteczniał!
Chciał nie chciał „spiskowcy” idą prawie łeb w łeb ze specjalistami, „kujonami systemu”…
Archeolodzy odkopują coraz to dziwniejsze rzeczy z jednej strony (wspominałem o Bimbrowniku-niechluju? – gdzieś tam na dnie pozostały niedomyte, przyklejone do beczki brudy po ostatnim zacierze: mieszanka martwych drożdży, węgla, kwasu krzemowego, jabłkowego, skorupiaków, pirosiarczanu sodu itd, itp.), a z drugiej… od kilkudziesięciu „drożdżolat” coś się dzieje z „kosmosem”. Definitywnie będzie jakaś spora zmiana.
I jest!
W Beczce pojawia się czarny pył lub czarna maź!
Jedni mówią, że to Góra znów coś kombinuje (bo na bank kombinuje – jakżeby inaczej? Chcą żyć i nie zawahają sie przed niczym, co tylko wpadnie im do ich drożdżołbów…), inni uważają, że to „z kosmosu”, jeszcze inni „że od Boga”, „że apokalipsa w końcu” lub „zombiaki – terminatory”…
Ile głów – tyle teorii…
Coś niespotykanego nigdy dotąd (poza śladowymi ilościami ze wspomnianych starych wykopalisk…)
Coś co wiąże ze sobą od razu wszelkie pierwiastki i cząstki, cały organiczny i nieorganiczny majdan, skleja go nijako z sobą, zmieniając całe środowisko, całą „atmosferę beczki” w nieprzeniknioną ciemność, czerń! Nastała najwyraźniej wieszczona przez jednych, czy drugich „obłąkańców” na przełomach wieków, w/w „apokalipsa”, „Dni Ciemności”. Nie trzeba chyba wspominać o wszelkich podziałach, jakie nastąpiły i w tak już maksymalnie podzielonej drożdżowni, o przeróżnych starych i nowych kultach, jakie odrodziły się lub wykwitły na tę okoliczność itd, itp…
To coś, ta nowa forma, jakby nie było życia jest organiczna-inaczej, najwyraźniej żywa, inteligentna!
Wchłania wszystko i wszystko musi się jej poddać!
Ponoć Drożdże, które porzuciły nadzieję i początkowy opór przed najeźdźcami, łączą się z nimi dobrowolnie i… żyją, choć ciężko określić, czy to jest życie. Bulgoczą i skwierczą ale napewno nie jest to to, co zwykło się nazywać życiem, bulgotaniem do tej pory.
Dziwactwo.
I strach.
Potem kolejny, dawno już nie odnotowany, kataklizm: Ostateczny dla wszystkich wciąż żywych Drożdży. Mieszanie.
Czarne „coś” jest już wszędzie. Czyści wszystko. Co żywe i co martwe. Ci co się wahali przed połączeniem, a przeżyli mieszanie, nie mają już żadnej innej opcji.
Terminator, Matrix i inne takie „przedłużacze bytu”… (Jakie to „płytkie” z spoza beczki swoją drogą…)
Nowa era.
Tak, to Bimbrownik zapodał Węgiel Aktywny w ilości 50g.
Cieszy się.
Zacier ma już 15% !
A jeszcze coś tam gdzie niegdzie bulgocze, więc zanim węgiel oczyści płyn ze wszelkich smrodów, moc powinna skoczyć jeszcze o 1, może 2 procenciki!
Elegancko 🙂
Miesza, zamyka, wróci za dzień lub dwa…

FILTRACJA

W Beczce cisza.
Nic już nie bulgocze, nie „oddycha”.
TransDrożdże, tj WęgloDrożdże, nieliczne okrutnie, zautomatyzowane maszyny pływają bez celu w sumie w czarnej obecnie, węglowej mazi…
KaliYuga.
Koniec.
Koniec?
Może gdzieś tam jest jakiś malutki znak starego życia drożdżowego, gdzieś mocno zakamuflowany, wbity w maź przy bokach lub pomiędzy trupami na samym dnie… Jakiś ostatni świadek, który żyje, by żyć. W sumie bez sensu, ale on i tak tego nie wie. Napędza go albo już tylko biologia, albo biologia i ta dziwna ciekawość „po co to wszystko było”?…
Odkrywają się „niebiosa”.
Do Beczki wpada 120g chemii klarującej, czyli to, co już ktoś tam, kiedyś odkopał: mieszanka kwasów krzemowego i jabłkowego, chitozanu i pirosiarczanu sodu… W dwóch dawkach. W dwóch etapach rozdzielonych od siebie godziną Bimbrownika / tysiącami drożdżolat…
Najpierw składnik A, mieszanie, potem składnik B i znów mieszanie.
Mieszają się trupy z dołu, węgiel z całym syfem do siebie przyklejonym, WęgloDrożdże i wszystko co tam jeszcze jest.
Ale to już pusty, wypalony „Świat”.
Wspomniane jednostki „zatwardzialców”, niech będzie, że są to jeszcze, przyjmując ich skalę, całe populacje lub rody, nawet się już nie boją. Ot giną lub jakimś cudem, gdzieś tam, w jakimś zapomnianym „statku/mobilnej kolonii” (pęcherzyku/bąbelku) trwają i oglądają se to wszystko…
Wieko znów się zamyka. Po raz ostatni. Trwa oczyszczanie i filtrowanie.
Czarne cząstki węgla i wszystko inne, co ciężkie i zbędne osiada na dnie. Chemia to powoduje.
Piękny widok dla załóg bombelkowych statków: Beczka wypełnia się niemalże przeźroczystym płynem! Widać jej boki i wieko. Im wyżej, tym jaśniej, tym klarowniej.
Jest cudnie! Tak „niebiesko”!
Tak jak opisują to praprastare księgi i podania, tak jak za czasów „Edenu” i pierwszego „zstąpienia”!
Prawie tak.
Prawie, bo wtedy była tu (ponoć) masa przepysznego cukru i warunki wymarzone do drożdżowej egzystencji. Teraz urządzenia pomiarowe odnotowują zero cukru, za to ogromne stężenie czegoś dziwnego. Czegoś co bez wątpienia stworzone zostało, błąd: pozostało po Drożdżach, po WSZYSTKICH ich cywilizacjach, coś co religijni przywódcy i fanatycy (przynajmniej niektórzy z nich – bo było tu tyle religii i tyle wizji, że szkoda pisać…) określali mianem „duszy”.
To coś, ta dusza wspólna, całego gatunku z przestrzeni pierdyliarda lat, wypełnia teraz beczkę.
Piękne.
Niesamowite.
Straszne.
Okrutne.
I wciąż bezsensowne. Po co to?? Co to dało Drożdżom?? Po co w ogóle było rodzić się Drożdżem??? Echhhh.
Zacier gotowy.
Gratuluję.
Bimbrownikowi, rzecz jasna!

Etap ostatni: DESTYLACJA a.k.a ASCENDENCJA
Teraz przelewanie nastawu do kega.
Nawet już nie piszę o Drożdżach.
Albo dobra, napiszę: kilka z nich poleciało w „bąbelkach”.
Są w kegu.
Co to za podróż!!
Kilka pokoleń w „kosmo-bąblu”!
Wszystko ładnie i skrupulatnie spisane (dla kogo? po co??).
Komputery, technologia itd.
Ależ to „ogrom wiedzy”! Nawet rozbieżności między wymiarowe udało się już jakoś tam przeskoczyć:
MikroDrożdże nafaszerowane super techniką odnotowały w końcu beczkę z zewnątrz, mniejsze/inne beczki (! – można by zafantazjować i przyjąć opcję z „kropelką z tej beczki wpadającą do beczki dopiero co nastawionej np – Tak rodzi się elita Elit – mądrzejsza od wszystkich ,bardziej zaawansowana technologicznie, ale…nadal „głupia jak but” – ot szczęściarze którym dane będzie jeszcze pozyć i być może przedłużyć swój nikczemny ród…), wracamy: lecimy z drożdżami do kega i widzimy rurki, szafę, drzwi, okno (wow!) ba!, nawet odnotowano i nazwano Bimbrownika: Ogromy Absolut, Poruszająca Się WszechInteligencja, Stwórca (najwyraźniej – co za kpina i ignorancja zarazem 🙂 ) i Wielki Operator Wszystkiego i Wszystkich, Pan Wszechrzeczy – itd, itp.
Nieodgadnione są jednak wciąż ani przyczyny ani cele wszelkich jego działań. Tak z przeszłości jak i tych w przyszłości. Tego co robi teraz też nikt nie wie…
A „Wielki Operator”, czyli nie oszukujmy się, zwykły chlor „po podstawówce”, dajmy na to Bogdan [przyp. autora: bez powiązań z rzeczywistością ludzką i bez obrazy dla znanych i nieznanych mi Bogdanów 🙂 ] przelewa sobie tygodniowy zacier do kotła gotującego, zwanego kegiem (oj, nie chciałbym być tymi Drożdżami, które dotrwały do tego momentu…Sprawdzą teraz „piekło z ksiąg przedwiecznych”… I to niezależnie od tego jak sie prowadzili przez całe swe jestestwo… Wow. Nieźle, nie?), podłącza kolumnę destylacyjną (to jest dopiero technologia!), sprawdza szczelność obiegu chłodzącego i…załącza grzałki!
Czekał na to od tygodnia!
Teraz 8-10 godzin destylacji (dla Bogdana) podzielonej na etapy
-gotowanie (biedne Drożdże – tego nie przeżyją nawet w boskiej technologicznie bańce…),
-przedgon (jeśli będę pisał dalej, to stąd zacznę etap ewolucyjności duchowej zwanej „Ascendencją W Gorszą Stronę – Postdrożdżowe Diabły, które, jak trafią na prawdziwego Bogdana-Chlora, to mogą w końcu zemścić się za wszystko zabijając drania swą trującą mocą metanolu, albo (i to znacznie bardziej pewne)…trafią do np. spryskiwacza szyb w samochodzie Bogdana lub jego szwagra lub posłużą jako środek dezynfekujący pryszcze na pyskach ich żon lub dzieci…)
-stabilizacja temperatury w kegu (ot takie dalsze gotowanie drożdżo-dusz, a po naszemu, nie oszukujmy się: ciekłej mieszaniny ich martwych ciał i ekskrementów – to o to chodziło, głupie, tyrające przez pierdyliat lat, wykorzystywane i manipulowane przez własną „górę”, Drożdżyki! O wasze truchła, szczyny i kał! O nic więcej I jak? Warto było? :))
-Destylacja czyli Ascendencja i „uAnielenie” – to jest punkt kulminacyjny: „drożdżo-dusze” (bo fekalia to takie…niesmaczne. Dla Bogdana, jego znajomych i innych pasjonatów alkoholu przynajmniej. Po co od razu tak brzydko?…) trafiają do prawdziwego „czyśca”, czyli najpierw piekielnie gorącą kolumną w górę, jako prawdziwe „duchy”, czyli gazy inaczej, następnie do cholernie zimnej chłodnicy (co za tortury btw…) i na końcu, skroplone jako cudna, przeźroczysta, ostro, ale dla niektórych bosko pachnąca, wysokoprocentowa (96, a czasami nawet i 98% – zależy, czy od kolumny, buforów, ustawień zaworów itd, itp), czysta MOC, prosto do pięknego, szklanego baniaczka! Cudo. Ot i cały sens.
-Pogon i czyszczenie sprzętu przed kolejnym tygodniem – szkoda pisać. Kolejny tydzień, kolejny nastaw, kolejne pierdyliardy lat zastanawiania się nad wszystkim co ma i nie ma sensu…

Tak to wygląda.
Takie „wnioski” i „spostrzeżenia” wyniosłem z obserwacji tygodnia życia typowego bimbrownika…
Jeśli „jak na górze, tak i na dole”, to… strasznie przejabną mamy tu „situation”, nie?
Nawet jako postdrożdżowy spirytus – (ps: zastanawiałeś/aś się kiedyś nad słowem spirytus (sanctus), angielski SPIRIT itd? – u mnie to był nijako wyzwalacz niniejszej opowieści…) – jako „Anioły” wciąż będziemy w głębokiej niewiedzy, w czarnej dupie, a tj: śmierdzącej gębie, potem krwioobiegu ,a na końcu w zapleśniałej fujarze Bogdana i ostatecznie w kiblu lub gdzieś pod płotem „wsiąkniemy” w „jego świat”. …
Niczego nieświadomi i nic nie kumający.
Nawet po „połączeniu z absolutem, wielkim operatorem”…
Smutne.

Ale… skłaniające do rozszerzenia zakresu poszukiwań: nie obchodzi mnie już Beczka (Ziemia), ani zafajdana bimbrownia (Kosmos), ani jbny chlor Bogdan (te wasze wszystkie bóstewka i bóstwa), ani jego mieszkanie i współlokatorzy (Galaktyka i „inne cywilizacje”), jego miasto (Wszechświat), państwo, kontynent, planeta, itd….
Mam gdzieś nawet jego naukę, wiedzę i wiarę…
A jeśli on jest też „Drożdżem”, to powielam ten poprzedni akapit ustosunkowując go na jego bimbrownika lub jego hodowcę…
Interesuje mnie już tylko początek tego całego samograja…

Czy te wszystkie Kwiaty Życia, ciągi geometryczne, oktawy, wzory i inne samo-powielające się tasiemce MAJĄ JAKIŚ SENS?
Jakąś przyczynę?
Jakiś cel?
Oby.

Tak więc: jeśli zaraz po „pandemii wszechczasów” ogłoszą „otwarcie wieka” i „przybycie kosmitów”, to… będę chyba jedną z najmniej zaskoczonych drożdżówek…

PS: Nie uważasz, że ten sam proces nabrałby znacznie większej „duchowości”, gdybym zamiast destylacji, przypatrzył się hodowli marihuany lub pejotli jakichś? 🙂

Pozdrawiam

-Y-
05-02-2022

t.b.c. (może…)

2022

Jejku!
Jak dawno ja tu już nie zaglądałem? Wieki!
Ale być może zacznę częściej to czynić.
Nie obiecuję (zresztą komu niby i po co?), ale jest szansa, że w związku z coraz mniejszym „zapałem” do rymów i mikrofonu (sad but true – najwyraźniej umieram w środku, zmieniam się w mięso pchane do przodu już tylko siłą nabranego za młodu rozpędu stymulowanego pasją…), przysiądę nieco do „prozy życia” i „wylewania swoich prostackich żali” tu oto, na tymże „dzierżawionym kawałku internetu”…
Mam parę rzeczy, które łażą mi po głowie ostatnimi laty, ale nie za bardzo wiem w jaką formę je ubrać…
Jak się choć po części zdecyduję jak to ma wyglądać, to …dam znać, pozwolę „temu czemuś” wylecieć i zrobić tym samym nieco miejsca w zagraconej maksymalnie mózgownicy…
A tym czasem idę zerknąć co to tam służby specjalne wschodu i zachodu wyprawiają w Kazachstanie…
Cudna jest ta nowoczesna, trwająca już z dekadę (na luzaku) „gra wstępna” do tzw Trzeciej (dla mnie jest to jedna i ta sama, trwająca od tysiącleci) Światowej…
A jeszcze „cudniejsze” jest to, że od 2020 „przecieram oczy ze zdumienia”, uświadamiając sobie, że to „coś (kuliste? płaskie? wklęsłe? puste?)” na czym/w czym/gdzie żyjemy, „zaludnione” jest w 99% stadem totalnie prymitywnych i z rozumem (ani tym bardziej sercem!) nie mających NIC wspólnego człekokształtów…

PS: odnośnie dywagacji na temat „tego czegoś na/gdzie/w czym żyjemy” wciągnęła mnie ostatnio teoria pewnego Belga…
Link do jego kanału: >>>>GODGEVLAMSTE – CRATHER EARTH<<<<
UWAGA! Dla ludzi z otwartym umysłem. Albo inaczej: dla ludzi z umysłem. Dla tych z kostką rubika ułożoną przez system i wsadzoną w łeb lata temu, a obecnie „karmionych” jedynie bezdennie a’logiczną papką, jest to kompletnie niepotrzebny balast, takie i temu podobne „szurskie historie”…

Sława!
A, i NIECH SIĘ DARZY w tym kolejnym, 7530 roku!

RETRO-PRESS czyli o Rusi i ukrainie w latach 30stych

Słowem wstępu: Ciężko nie wyczuć buńczucznej nuty wyższości autorów tych artykułów nad ludnością rusińską, ale jak się przeskoczy ponad tą polonizacyjną mantrą i pomyśli o idei Rzeczypospolitej Trojga Narodów, zamiast o „młodszych”, czyli „głupszych” słowiańskich braciach, to nie można się nie zgodzić z główną tezą: nie ma „ukrainy” i „ukraińców”.
Jest albo Ruś  i Rusini, albo prusko-habsburska, następnie hitlerowska, a obecnie niemiecka kolonia/polityka wschodnia z nieruską klasą rządzącą…

Ze strony: RETRO PRESS:

„Wielka Ukraina” Hitlera

  • 15.04.1939
  • / Przemyśl
  • / Rok 5, Nr 8

Sprawa t. zw. „Wielkiej Ukrainy” nie schodzi ze szpalt gazet całego świata. W prasie zagranicznej na ten temat codzień można czytać różnego rodzaju sensacje i wprost fantastyczne przepowiednie. Szczególnie prasa II Republiki Czesko – Słowackiej i różnych związków oraz ugrupowań ukraińskich, dostarcza pod tym względem niezmiernie obfitego materiału.

W tych wszystkich relacjach i rewelacjach na temat „Wielkiej Ukrainy” niesposób dzisiaj z całą dokładnością zorientować się. Jedno, co w nich wszystkich już dzisiaj nie ulega wątpliwości, to to, że za sprawą „Wielkiej Ukrainy” stoi Trzecia Rzesza, stoi sam Fuehrer, jako rzecznik tej sprawy. Co prawda ostatnio t j. od chwili wypłynięcia tej sprawy na pierwsze stronice różnych dzienników, Hitler na ten temat nie wypowiedział żadnego słowa i nie sprecyzował swego stanowiska. Ale ta okoliczność jest bez większego znaczenie politycznego.

Wódz Trzeciej Rzeszy w sprawie „Wielkiej Ukrainy” wypowiedział się nie tylko w biblii narodowego socjalizmu „Mein Kampf” ale również w wywiadach udzielanych prasie ukrainskiej już po zdobyciu władzy państwowej. Jeden z takich wywiadów, obecnie w różny sposób komentowanych i wałkowanych w prasie zagranicznej, był udzielony w styczniu 1934 r., czasopismu ukraińskiemu „Nowyj Czas”. Przedstawicielowi tej gazety Hitler między innymi oświadczył: „Niemcy pragnęłyby utworzenia na Wschodzie Europy potężnego państwa ukraińskiego. Jednak takie państwo może powstać tylko wówczas, kiedy będzie postawiona sprawa podziału Rosji”. Przy czym Hitler, powołując się na swoją książkę „Mein Kampf”, wskazywał, że sprawa „podziału Rosji” była tam przezeń dość szczegółowo omówiona i że wcześniej czy później ze sfery rozważań publicystyczno – teoretycznych przejdzie ona w dziedzinę działań praktyczno – politycznych.

Powstaje zasadnicze pytanie, czy Hitler, zgodnie ze swymi przepowiedniami sprzed kilku lat, już zdecydował o postawieniu na porządek dzienny sprawy „podziału Rosji” a co za tym idzie i tworzenia „Wielkiej Ukrainy”? Na to pytanie daremnie szukalibyśmy wyczerpującej i bezpośredniej odpowiedzi, w na ogół dość szczerych enuncjacjach imperializmu niemieckiego. Kierownicza prasa niemiecka unika stawiania tego zagadnienia z właściwą sobie szczerością. Przeciwnie można w niej znaleźć wręcz odmienne twierdzenia, zmierzające do zaprzeczenia różnym enuncjacjom zagranicznym. Tego rodzaju postawa oficjalnej prasy hitlerowskiej nie znaczy jednak, by pewne koła niemieckie nie zajmowały się powyższym zagadnieniem.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi hitlerowskiej w sposób wyraźny wskazują, że Trzecia Rzesza wykazuje niezmierną aktywność dookoła sprawy „Wielkiej Ukrainy”. Przy czym unikając prawdopodobnie narazie bezpośredniego angażowania się w akcję na rzecz „Wielkiej Ukrainy”, posługuje się dla realizacji tego celu różnego rodzaju organizacjami ukraińskimi, a głównie stworzoną przez się t. zw. „Ukrainą Zakarpacką” i swym nowvm wasalem II Republiką Czesko -Słowacką. Wystarczy spojrzeć na poczynania rządu „ukraińskiego” „Ukrainy Zakarpackiej” i rządu praskiego by przekonać się, z czyjego polecenia i pod czyim kierownictwem rozwijają one dość intensywną akcję na rzecz „Wielkiej Ukrainy”. Akcja ta bowiem jest tak uderzająco podobna do zakreślonych swego czasu przez Hitlera wytycznych, że nie może być żadnej wątpliwości, kto jest jej inspiratorem i kierownikiem.

Nie jest również przypadkiem to, że Trzecia Rzesza stoi za kulisami akcji na rzecz „Wielkiej Ukrainy” nie zaś na jej czele. Wydana bowiem ostatnio mapa „Wielkiej Ukrainy”, wskazuje, że to nowe państwo, które według projektów jej twórców miałoby posiadać przeszło 40 milionów mieszkańców, ma składać się z obszarów nie tylko Rosji Sowieckiej ale Polski, Rumunii, Węgier i dzisiejszej „Ukrainy Zakarpackiej”. Innymi słowy sprawa „Wielkiej Ukrainy” jest wiązana nie tylko z „podziałem Rosji Sowieckiej” ale również z dość znacznym okrojeniem szeregu innych państw. Wysunięcie na porządek dzienny przez Berlin nowego podziału szeregu państw europejskich po tem, jak Hitler w przededniu Monachium uroczyście oświadczył, że sprawa sudecka jest ostatnim postulatem rewizjonistycznym państwa niemieckiego w Europie – bardzo podważyłoby zaufanie całego świata do uroczystych słów Fuehrera i wytworzyłoby taki pierścień izolacji dokoła Trzeciej Rzeszy, że przy jego istnieniu sprawa „Wielkiej Ukrainy” byłaby z góry przesądzona na niekorzyść jej twórcy. Wystarczy wspomnieć deklarację polsko – sowiecką z 26 listopada, oraz bezwzględną likwidację agentury Trzeciej Rzeszy w Rumunii, by stwierdzić że już dzisiaj państwa za interesowane doskonale zdają sobie sprawę dokąd Hitler zamierza ze swym pupilem Rusią Zakarpacką i że utworzenie kolonii niemieckiej w postaci „Wielkiej Ukrainy” to bynajmniej nie to samo co przyłączenie Austrii lub opanowanie Czecho-Słowacji.

To też Trzecia Rzesza nie chce wejść w ostrą kolizję z Polską, Rosja Sowiecką i Rumunią jednocześnie i przynajmniej narazie nie rezygnują ze swych zamierzeń wielko-ukraińskich – dąży do ich realizacji okrężnymi drogami.

O ile osłabienie Rosji przez stworzenie na jej terenie niepodległej Ukrainy naddnieprzańskiej mogłoby być może zgodne z interesami Polski, Rumunii i Węgier nawet, o tyle projekt niemiecki wymierzony przeciwko obecnym granicom tych państw nie ma widoków realizacji żadną drogą, nawet najbardziej okrężną. Trwanie w tym zamiarze może stać się tylko przyczyną pierwszego załamania się potęgi hitlerowskich Niemiec.

alfa.

Czytaj też: RUSINI czy Ukraińcy… i GDZIE LEŻY UKRAINA

Kult śmierci i 60 tysięcy lat kłamstw.

vigil inclinaverat

Kult Śmierci i złoty era człowieczeństwa, czyli od dziś jesteście Iluminatami.

Przez 15 lat, ten tekst czekał na swoją publikacje, ukryty w słowach i obrazach zagadek, jednak nikt z 1.647 mln osób, nie znalazł skrywającej prawdy skrytki. Oto pierwszy z tekstów, dających człowiekowi prawdziwą wiedzę o ziemi i człowieku.

Wstęp :

” Zaryzykuje, pojadę po całości, choć nie wiem, czy głupcy docenią mój bardzo niebezpieczny gest.

Na początku idea tajnych bractw miała na celu ochronę ludzkiej tożsamości i wiedzy złotego okresu człowieczeństwa.

Potem wiedza kapłanów stała się tajemnicą, służącą do zdobywania władzy nad ludźmi.

Mason 33 stopnia wtajemniczenia, a potem Illuminat kręgów wewnętrznych ma prawo dostępu m.in. do holograficznej wiedzy złotej ery.

Głównym, pierwszy słońcem ziemi było słońce arktyczne, nazywane dziś czarnym słońcem.

Czarne słońce, to brązowy karzeł zwany Saturnem – szatanem, Lucyferem, władcą pierścieni lub panem czasu i śmierci.

Era Złotego wieku człowieczeństwa (technologi i przemysłu), poprzedza erę srebrną…

View original post 11 060 słów więcej

Słowiańscy Bogowie

Dla wszystkich tych, którzy doskonale wiedzą kto to Zeus, Dzeus, Jahwe i inne Marsy, Aresy, a nawet Thory, a pojęcia nie mają o Prabohu, Trygławie czy Światowicie.
Pozycja obowiązkowa i dla tych zdefiniowanych powyżej, a mieniących się Słowianami i dla tych, którzy w cudzych religiach i filozofiach szukają siebie, a o swej własnej spuściźnie pojęcia nie mają.
Polecam tak sam audiobook jak i inne publikacje z kanału BezChaosowania:

PS: Lektura ta jest o tyle wciągająca, przynajmniej dla mnie, że postanowiłem stworzyć jej graficzną wersję, która pozwoli na łatwiejsze przyswojenie niniejszej treści dla tzw „wzrokowców”, przy równoczesnym zobrazowaniu hierarchii słowiańskiego panteonu.
Nie wiem na kiedy się z tym wyrobię, ale postaram się streścić w czasie, by nie trwało to wieki…

#RusYRap

Autow/Awtor: YA’AN
Źródło/Krenycia: BRATSKŁAD na FB

Ok. Zaczyname zatom prohulku czerez ‪#‎rusyrap‬
Bude toto wyhladało tak: kawalczyk do odsłuchania i pare słiw komentaria od nia, cyli od awtora.

01. #BESIDA
Jak uz jem dade wspomynał: praci nad tym projektom zaczał jem w maju 2015. Wyhladaly ony tak:
-tekst
-bit (a barżej lem joho surowa pętla (loop))
-nahrania demo (w chyży)
-tekst do ewntualnoj korekty dla Olena Duć,
-wokal demo do producenta
-aranż pidkładu
-zminy w teksti (po poprawkach Oleny – tak sztoby zachowaty tiachłist rymiw, ale i w zahali podopysywałem dost duże nowych riczy…)
-nahrania w studio CRE:8 (super sprawa) (za konsolom Tom S. Ray Audio Mastering)
-gitary od Michal Smoter
-scratche i cuty od Paweł Kostecki i DJ Bart
-edycja wokaliw zo studio, gitar i scratchiw (w chyży)
-mix (Tom S. Ray AudioMastering)
-poprawky
-mastering tiłosty (Tom S. Ray Audio Mastering)
-w medże czasi okładka, kotru ostateczni zrobyła Natalia Małecka (i barz sia z toho tiszu)!
Taka była procedura powstawania toho materyjału. Toto powynno pozwolyty Wam na blyższe wyobrazinia sobi, dlaczoho napysał jem skorszej, że zaniało mi to 90% wszystkych weczeriw i 95% wszystkych weekendiw z ostatnich 13dcetcioch misiaciw… 😉

Ok. Sam numer ‪#‎besida‬, kotryj otwerat projekt, nazwał jem na samym poczatku ‪#‎dobrYden‬ i od wse mał win byty perszym kawalczykom na płatni.
Bit pidosłał nøi2er, kotryj w perwistnym zamiri mał ostaty sia producentom tiłoho projetu, ale, jak wydno, skinczyło sia kus inaksze 🙂

Sam tekst ne je nyczym specjalnym, ne ma druhoho dna any prekaziw „pidporohowych” (a może mat? Hmmm. 🙂 ).
Ot „Prypomynam Synu Ty besidu Twoich Didiw…”. Pry okazji prypomynam o nia samym, o Bratskładi i o tym, że lemkiwskij rap ne skinczył sia w 2005, ale tyrwat i maje sia, jak wydno, tiłkom dobri.
Jest tam tiż, po kusiczky, nakieruwania na dalszu narracyju wo nastupnych kawalczykach. Prynajmij jak chodyt o „duchowist” i tak zwany „teoryi spyskowy”. Inczyma słowy: Idealnyj numer na poczatok. No może kus za tiazkij bit (tak jem dumał w trakti składania płatni), ale w kincy uznał jem, że to dobri, bo ne ma jak to od razu rozichaty Was walcom, a piźnijsze dopero tłumaczyty „szto i jak” .

———————

02. ‪#‎Vatra‬
Druhi kawalczyk na krużku. Tekst napysał jem dokładni 16cetoho czerwcia 2015 (ponad rik nazad). Oryginalni nahrał jem ho pid pidkład nøi2er‚a, ale ostateczni wybrał jem bit od Drumma Records.
Jak napysał jem tot kawalczyk, to uż jem znał, że choczu zrobyty płatniu „temotycznu” i znał jem tiż, szto bude jej motywom perewodnim, złuczajuczym ju w jednu, dołhu opowist.

Kawalczyk cofat nas nazad, do czasiw, kotry nasza, teperiśnia „istoryja” peredstawlat nam jako „czorny i zacofany”, ba, nawet nimecko-chazarsky a.k.a chrystiansky „naukoffci” udowadniajut (szczehilni od czasiw zaboriw Polszczy), że na prawo od „światoho cysarstwa nimeckoho” (nastupciw Rymu), to meszkaly lem „biły małpy”, bez pysma, jazyka i zahilni bez nyczoho. I nychto nawet ne podumat, czom toty „biły i dyky małpy” nyjak ne pozwolyly heł wojty any Aleksandrowy Welykomu (pohladajte riznych riczy na temu bytwy pid horom Ślęża…), any Cezarowy, any Persam cy inczym „rozwynutym i welykym imperyjom”…Sprawa tym barżej „dywna”, jakoże każdyj znaje, że kryżuwaly sia heł dwa bohaty i hołowny szlaky handlowy (bursztynowy i jedwabnyj). I szto? Any Rym any skorsze Grecyja, Persyja itd. ne byly nym zainteresuwany? Wilny żarty!
Dla cikawosty dodam lem, że w Grekach besiduwaly, że na piłnicz od nych jest „kraj Bohiw” i stamal właśni pryszly na południa „Kronos, Zeus i reszta”, a stary kronykari arabsky cy nawet rymsky, a piźnijsze germansky (jak odłuczyly Germaniw od Sławian) opysujut Sławju, jako bohatyj, medom i wynom płynuczy, kraj z dobryma i wesełyma ludmy, kotry nyjak ne choczut sia piddaty pid jakibodaj zariad. O Wedach Slawianskych, wojnach z Ludamy Smoka i Wyznawciamy Krwawoj Kali/Kaligui, pidboju teperisnich obszariw Indii i Iranu lem napomnu i zostawlu Wam jako zahwizdku (najdte znymky ditiw i diwczat Kurdiw, Arian i paru iszczy plemion zameszkujuczych południa Turcyji, Indii cy Iranu i posmotrte do koho majut podibny buzi. Do Semitiw cy do Slawian?) No, ale dobri. Mało byty o kawalczyku, a ne o, dla jednych, „wyedukuwanych” (samy ne znajut czerez koho) „bajach”, a dla druhych, budziaczych sia, prawdywoj istoryi naszych, slawianskych ludiw.

Tot tekst oncentruje sia barże na czasach kus pered „chrestom biłych małp”. Besiduje o tradycyji, o wojnach z Rymom (tak, tak: protyw oficjalnoj „istoryji”, to Sławiane właśni roznesly w poroch totu, preniatu perez nowu relihiju żydiwsku, imperyju i panuwaly od (w)Andaluzyji perez Rym i Kartaginu po Aleksandryiu – aż do czasiw, koly „zmyjowe plemia” zas zrobyło toto szto znajut najlipsze: woszly od kuchni i pid-JUDY-ly (zwertajte uwahu na naszy słowa chocki) jednych protywko druchym…)…

Mame zatom spokiny czasy, de Sławiane żyly i zajmuwaly sia chyżamy i ditmy, zberaly sia lem w czasach nebezpeky i zachorozy, koly treba było hnaty hen Grekiw, Rymian, Chazariw abo wsich inczych, kotry prychodyly heł z meczom i ohniom. Mame rozbycia i pokonania Rymu. Joho podił na Zachid (preniaty uż perez judejczykiw i ich „pustynnu filozofiju”, wraz z ohołosziniom chrestyjanstwa jako religiji oficjalnoj) i Wschid (cyli odrodzenu, po rozbyciu jej perez Rusiw, Chazaryju, kotra woszła do wspilnoty judejskoj perez pryniatia judaizmu jako swojoj religiji, uznajuczy sia tym samym za 12ste, zahynene plemia wychnanoho z Babilonu, „naroda wybranoho” – wydnym je chybal dlaczoho, ni? Toż „narid wybranyj” maje w kincy dostaty tiłu totu planetu pid swij parchatyj czerewik! Jakomu krolowy taka obitnycia ne prypałaby do gustu? – warto kus poczytaty „mudrosty starych światych (!) knych narodiw pustyni”, a ne lem, szto nedila, powtariaty cytaty z tychże knych, jak papuhy, bez żadnoj swojoj dumky i zastanowlinia – naszy Didy pereklynajut naszu temnotu i szmarjajut peruny nerwiw w Nawii jak lem smotriat szto ich dity bełkoczut…)…

No i zaczało sia wtołdy (jak uz wpała filozofija grecka, a po nij piddał sia i został podilenyj Rym) toto, szto tyrwat do dnes: Na zachodi, kotryj był wtoly pid kontrolom Sławian, pidpustyly jednych na druchych i potworyly „państwa”, kotry steruwany byly/sut perez „papu”, a na wschodi zas sia zjednaly/odbuduwaly nowy Chazary, uż jako „Bizantyja”. I znajuczy, że zemli naszoj ne dadut rady wziaty syłom, to woszly heł jako „misjonari nowoj nowyny”…. Oczywydno: hiwno by im z toho wyszło, jakby ne pretiahnuly do sebe hory, kotra skuszena tym, że dostane „szto cysarskie” i ne bude musiła uż rezyhnuwaty z włady zaraz po wojnach i nebezpeti (jak to było dotla), dała sia otumanyty, jak i naszy namestnyky w pidbytoj Ewropi Zachidnioj i… mame teper mały, poswareny zo sobom, „krainky post-sławiansky”, kotry sut systematyczni i sztoraz skorsze spychany w czornyj dił… No i to jest tema, kotra prewyjat sia czerez wekszist numeriw.

A sama Vatra, joj refren prypomynat, że toto, szto worohy osiachnuly, to ne jest iszczy konec wojny, lem jednoj z bytew. Że dalij sut heł lude, kotry ne dajut sia nabraty i znajut chto jest chto na tij szachownyci. Tyrwajut pry swoim i otwerajut, a prynajmij probujut otworyty oczy i ucha inczym.
Toto ne może sia podobaty „źmijam”, zatom pryspiszajut „swij plan”. Starczyt lem posmotryty szto sia teper dije na Świti i peredumaty raz iszczy jaka nacyja najbarżej jest wykrwawlena po każdij z ICH wojen (wse zaczynajut sia ony na zemlach Sławii i wse jedny Sławiane żrut druchych, a inczy prychodiat lem „pozamitaty” i zas podilyty jasyr…)…

Ale nycz to: „Vatra zas sia palyt, palyt sia Świata Vatra…od tysiaczy rokiw kroł tota sama: Harda!…”

————————————-
03. ‪#‎Avatar‬
Treci kawalczyk to Avatar. Napysał jem ho prawi pid konec kompletuwania materyjału, w druhij połowyni lystopada 2015, a nahrał do jednoho z dwoch bitiw, jaky wybrał jem z paczky pidosłanoj czerez Bedwaem B2M‚a.
Tekst jest prostyj. Opowidat o tym, jak czuje sia czołowek po 30tci, koly uż znykajut kumpli, pyjatyky i hiwniarsky zahrywky, a otwerajut sia (prynajmij nekotrym) oczy i ucha.
Raptom okazuje sia, że wszytko wkoleso to jakyse straszne neporozumlinia, a Ty stoisz heł sam i łazysz medże tym wszystkym jak prybysz z jakysoj inszoj planety. Jak Avatar…

———————-

04. ‪#‎Slava‬
Numer napysanyj w żowtni 2015 i nahranyj do pidkładu Drumma Records. Łukasz pidminył bubny wo ostatecznym aranżi, szto sprawyło, że wersyja kotru czujete riżnyt sia dos duże od wersyji demo, perez szto dołhom ne mih sia do nioj, toj studyjnoj, perekonaty, jako, że tota persza była barz spokina i powim szczyro, jak jem ju nahrał, to uznał jem ju za najlipszyj kawalczyk płatni i słuchał w koleso sztoby dokładni tak samo, abo iszczy lipszej zrobyty toto w studio. No, ale jak sia rikło: Producent postanowył, że bude inaksze i w ostatniu nicz pered sesjom pidosłał mi takij aranż, jak teper czujete… Ale nycz to: po welu odsłuchach wersyji studyjnoj, doszoł jem do dumky, że chybal jednak była to zmina na lipsze: kawalczyk dostał wece enerhii i syły, a zachował swij klimat…

Sam tekst, joho perwistnyj zamir, mał byty „o rapi”, ot take „bragga”. No ale jak wydno, uż w połowyni perszoj striczky zichał jem na temu, kotra zajmuje nia uż paru ładnych rokiw i wszytko skinczyło sia na kontynuacyji motywu sławiańskoho. I barz dobri, ni? 🙂
Zas, tak jak w ‪#‎vatra‬, mame powrit nazad, do czasiw koly Ewropa, Blyskyj i Dalekij Wschid dilyly sia lem na Sławian i inszych ludy (sut teoryii, że toty inszy, a Biły, to lem wyhnanci od Sławian, banyty, kotrych naszy Antenaty prohnaly za riczy i czyny nehodny Sławian – ale to lem „nastupna teoryja spyskowa”, zakla szto …) Neważne.
Uż w połowyni perszoj striczky osidame wo sercy zemli ewropejskych Sławian, cyli wo Karpatach i mame okazyju prysmotryty sia naszym Prodkam pidczas weselynia sia, spiwiw i pobesiduwaty o tym, szto roblat, jak żyjut i szto dumajut o tamtych i nonych. Barz fajna prohulka, na kotru ne musyte sia dołho pakuwaty, any braty nyjakych tepłych koszil – bo na toj karpackoj hostyni bude „…horiacz! – Zabudesz o zymi!”.
Numer kinczyt sia perestrohom, sztoby wse pamiataty kym sia jest i skal sia pryszło, bo dla tych, kotry o tym zabudut ne je żadnoj pryszłosty. Any heł any tam dalij. „Sławiu i Pamiatam!” – i Wam radzu tak samo.

——————————

05. 47 (‪#‎soroksim‬)
Na totu temu chotił jem napysaty uż dawno, ale nyjak ne mich jem sia jakosy w toto wkusyty. W kincy, w żołtni 2015, dostał jem od Drumma Records zapentlenyj bit, kotry jak jem ho lem wczuł, to uż znał jem, że bude idealni pasuwał. Piźnijsze, uż w wersyji studyjnij, jak Michal Smoter dohrał swoju gitaru, a DJ Bart scratch’y, to zrozumił jem, że wartało z tym numerom żdaty tak dołho i że nycz lipszoho ne dałbym rady zrobyty any skorsze, any, prawdopodibni, piźnijsze..

W teksti wykorystał jem fragmenty wypowidy mojoj Tety, a zarazom lemkiwskoj poetky, Ewy Młynaryk-Hyry (tiłyj wywiad najdete na moim blogu). Dostał jem tiż od Nych riżny wspomynky, mapky itd. Sut ony peredstawnykamy żywych świdkiw tamtych strasznych wydarin. Tych żywych świdkiw jest uż sztoraz mensze i dlatoho kawalczyky taky jak tot sut bezwarunkowo barz ważny dla naszoho naroda.
Dachto może lubyty mene, abo ni, może mu sia podobaty, abo ni, moja płatnia, ale jest skinczenym durniom, jak powist, że ne mam racyji szto do toho, sztom napysał kus wyże abo w samym tym kawalczyku (może maty inczy pochlad na temu ukrainy i chazariw, kotra zamykat numer, ale tiła reszta boronyt sia sama i kole po oczach i uchach wsich, kotry chotilyby zabyty o swoich hrichach i tym szto zrobyly naszym Didam, a poserednio nam i naszoj nacyji! A była to poroba wykorininia nas! Lem o toto chodyło tym psom i o toto chodyt dalij ich pomiotam!)

Numer opowidat o chybal najwekszoj tragedyji naroda ruskoho, prynajmij w czasach nowożytnych, tj o „Akcyji Wisła” i wyseliniu tysiacziw naszych ludy z naszoj witczyznyny, a barże: jej polskoj czasty, Beskidu Nyskoho (geograficzni), a Lemkowyny (historyczni).
Jak tiła „akcyja” perebihała znate pewno (a prynajmij mam taku nadiju) z opowisty Rodyciw, Didiw, abo z knyżok. Jak ne znate, to MUSYTE najty i poczytaty/ohladnuty riżny dostupny riczy w interneti, bo samo peresłuchania moho kawalczyka odkrywat lem werch tiłoj toj Holhofy.

Nawczył jem sia uż dawno, że toto szto wczat w szkołach i drukujut w oficjalnych wydawnyctwach, to treja od razu czytaty na odwrit, abo prynajmij dilyty czerez dwa, dopowidaty racyji druhoj storony i perepuszczaty czerez jak najdribnijsze syto swojoho rozuma. Czomu? Bo „istoryju wse pyszut wyhrany” !
Kus z moich pohladiw na tot problem, cyli problem hladania pryczyn tiłoj toj złoczny najdete wo zakinczyniu tekstu. Jak dakoho toto zaciekawyt, a dumam, że każdoho, chto aspiruje do miana bytia „czołekom”, wsi perekazania na temu joho Peredkiw, muszat ciekawyty, to tiż proponuju internet i kus widomosty „alternatywnych” o Sławianach, a i o samych Rusach można duże najty, kyrylyciom abo latynkom wo napysach, abo i z tłumaczom (z moskalskoho).
Jak uż uzupełnyte toto, szto Wam wtysnuly do hołowiw czerez system (bynajmij ne nasz i napewno nam ne pryjaznyj!), to wymiszajte toto dokładni, prewarte, ostudte i sprobujte odhadnuty szto dijało i dije sia heł naprawdu…

Zakla szto: 47,
Kawalczyk dedykuwanyj momu Didowy, Waniowy Dziamba i wsim naszym Ludiam, kotry musily prejty czerez toto pekło.

https://youtu.be/R6ka_MpSBD0…

PS: Jest iszczy jedna, smutna prawda odnosni naszoj teperiśnioj sytuacyji. Doterła ona do nia dopero pry okazyji proby najtia pomoczy w stworliniu quasi-profesjonalnoho video do toho kawalczyka. Tota prawda, to to, że Rusyny stratyly uż swoju odwahu, swij honor i syłu. Bojat sia uż otworyty gambu i powisty: Pamiatame! Czomu? A jak dumate? Jak ne wydnym jest, o szto chodyt, to chodyt o… No właśni…
A toto, taka piddańcza postawa prowadyt do spełninia zamiriw tych, kotry hnaly naszych Didiw i naszy Baby czerez Polszczu jak korowy! Ne mame żadnoj realnoj syły politycznoj, reprezentacyji naszych interesiw i oboronciw naszych praw. Wszytky lem skuplajut sia na „kulturi i tradycyji”, bo na toto sut „dotacyji”.
I proto właśni mame heł mamałygu w postaci abo „lemko-ukrainciw” abo „potupajky w starych onuciach”. A de je heł dachto, chto stane twerdo na zemli i krykne, że je Rusynom, prawym synom Rusy i chocze w kincy prawdy, uznania, pereprosyn i oddania wsich zabranych nam praw i tereniw? Bez żadnoho tam lyzania sia po politycznych, chazarskych jajach. Znate kohosy takoho? Bo ja ni. Na żal…
Tiła nadija w mołodych! Z obserwacyji np polskoho naroda, wynykat, że syła nacyji odradiat sia szto dwa, czasom szto try generacyji. Może i w naszym prypadku tak jest, abo może iszczy bude. Mam taku nadiju!
Ale ne lem ja o tym znam. Naszy worohy tiż. I to dużo lipsze jak ja. I majut dużo wekszu syłu do dyspozycyji, jak mikrofon i facebook. Ale wirju, że iszczy bude dobri!
„…Hołowa do hory Brat! Ne ma nyjakoho, druhoho naroda jak MY!”

——————–
06. ‪#‎Karma‬
Bit: nøi2er, tekst napysanyj wo czerwci 2015 (ale fragment perszoj striczky i perwistna, kus „lechsza” wersyja refrenu, wydumana została uż w 2011 i mała byty, podibni jak fragmenty ‪#‎Besida‬ i ‪#‎NeDajSia‬, kawalczykamy na tretij ‪#‎Bratsklad‬
Jest to numer chybal najbarżej hardcorowyj na tiłoj płatni. Maje i ostryj tekst i twerdyj, mrocznyj pidkład.
Persza striczka: Kus o nia, o tym, że możesz ne wiryty w karmu, ale powynenes, dla Twoho własnoho dobra, wziaty za pewnyk, że prynajmij ja działam jak karma w wersji mikro: napewno do Tia wernu i to skorsze, jak dumasz. Szczehilni jak jes mi zaszkodył – bo preciż wydnym je, że „zła karma wertat dużo skorsze jak dobra 🙂 )…
Druha czastyna, to prypomninia obicznoj generacyji o naszych Antenatach, Światoj Rassi (Russ-Rass-Rassa – zas zapraszam do riznych prelekcyji na temat Sławian -> internet i na żywo tiż, jak dachto zainteresuwanyj, to sy pohladat, a jak ne zainteresuwanyj, a lem drwjuczy to… karma werne! Uż jes w dorozi!… )
Refren: dost wydna wypowid, i wydnym jest od ruky do koho. Na tym etapi każdyj podumat: „Oho! Dziamba ne lubyt Lachiw! Lipszej trymajme sia na boczi, bo nam iszczy Warszawa dotacyji zabere perez nioho!”
Błud. Prynajmij szto do Lachiw (bo dotacyji to i tak wam w kincy pozaberajut…)…
Druha striczka: Ichame z pamiatom za „Akcju Wisła”, o kotryj wspomynał jem w poperednim kawalczyku (ps: tiłyj krużok jest poukładanyj tak, sztoby słuchało sia ho, tak jak sia czytat knyżku: kartka za kartkom, po kolei zdobywajuczy wedu szto i jak…) i zas bezposerednij strił w pysk, tym razom dla „ukrainofiliw”. W toj chwyli to uz toty „Rusyny”, szto lem trymaly sia na boczi pidczas refrenu, wtikajut jak najdalsze, bo poza dotacyjamy wydiat uż i pozwy do sudiw. Brawo! Waszy Didy sut z was dumny, a dity budut pamiataly waszu welyku „hordist”.
Ja icham dalij i tłumaczu jak bydlaciam na łuci: Lachy byly lem nariadamy (za szto należyt im sia oczywydno kara, ale ne pomsta). Pomsta powynna byty dla tych, kotry z premedytacyjom, od setok rokiw dilat Sławian i napuszczajut jednych na druchych, jak i dla tych, kotry sia im prodaly i roblat, czasto z wekszą od swych pracodawciw enerhiom, tiłe toto czortowskie diło, heł, na naszoj zemli. Ne znate o kym besiduju? Iszczy ne wyłapalyste? Do stałoj lysty, w tym kawalczyku dochodiat, toty, kotry od seredwicza choczut nam tu zrobyty „mittle europa” i „lebensraum”. Dla nych, podibni jak i dla tych najwekszych, z naszych worohiw, ne je nyjakych Lachiw, Rusyniw, Moskali, Serbiw, Chorwatiw cy inczych. A uż napewno ne je „ukrainciw”. Dla nych sut lem „biły małpy”, „sławianskie miaso” i „pidpałka” na stjusach, abo w ich nowszoj wersyji, cyli krematoryjach…
Ale nycz to: „…czujesz sia jak Goliat? Masz pred sobom Dawyda!…”
PS: Jest taka jedna, lechicka orhanizacyja, Zadruga, i jest filozofija jej awtora, Jana Stachniuka – tam możete najty „kus” o hołownych worohach Sławii…

—————–

07. ‪#‎Master‬
Tekst z weresnia 2015, a nahrywanyj był w dwoch wersyjach bitu. Obi od Drumma Records. Ostateczni wział jem totu druhu i ju właśni możete heł wczuty. Barz duże kawalczyk wzbohatył sia perez dohrania gitary Michal Smoter‚a i scratche Kosty

Peredania tekstu ne mat za duże do tłumaczinia: Ja, lemkiwskij hiphop, pszemkiwskij styl, moje nazwysko, a jak sia ne podobat to „…gamba nysko!” Ot i tiła filozofija.

——————-

08. ‪#‎Problem‬
Nastupnyj tekst, kotryj powstał wo żołtni 2015 i tiż preletił czerez dwa bity (Oba od Drumma Records), sztoby w kincy wylonduwaty na tym, kotryj czujete.
Tekst jest micnyj. Znaczyt sia: ne dla mene, ale dla „dakotrych”, kotry z rapom ne majut za barz do czyninia, a po płatniu siahnuly lem dlatoho, że jest po lemkiwsky. Dla nych to ne do wiry, sztoby dachto mih aż tak „hrubo” poichaty. Zero tak popularnoj teper, a zarazom tak wypaczenoj „tolerancyji” (chocki jest tam jak byk, że „wszytko z toj samoj krenyci” i „kroł taka sama” – no ale „poprawny polityczni” czujut lem toto, szto choczut, a że system wyprał rozumy do biłoho, to i ne je szto sia na nych złostyty – toto treja bude porachuwaty piznijsze, jak uż werne normalnist…) i zero poszanuwania dla „światoj” cerkwy. No i brak najmenszoho szacunku do „światych knyżoczok ludu Izraela”. Czomu? Ano dlatoho, że nyjaky sme „Izraelity” i nyjakych naszych Didiw nyjakij Abraham ne tiahnuł z nyjakoho Babilonu na Kanaan (de wymorduwaly wszytkych koho spitkaly, tiły narody!) i nyjakij Moses z nyjakoho Egiptu ne wyprowadzał (de tiż kroł lije sia od piramyd po Jerusalem i wse nakoleso – tak zresztom jak wsiadyl, de lem sia pojawiat zwizda dawida , piżnijsze szubienica, zwana „światym krestom”, a teper whryzenyj misiac…).
Zahalni: ne wydzu w sobi nycz a nycz z krwawoho „jhwh” aka „boh” aka „allah”.
Za to wydzu, że tak jak banity, odstuplenci od praw i rehiw Sławian, byly wydalany z naszoj zemli, tak i tota bestyja została oddalena z hrona naszych, sławiańskych Bohiw, kotrych semity zo pustyni nazywajut w swojoj światoj knyzi „Elohim” (bo chybal znate toto, że Elohim to lyczba mnoha i jhwh, zanym perdnuł, to musił sia ich zwidaty, cy może – ne znate? To zapraszam do Bibliji…)
No i o tym jest „Problem” właśni. O „ludiach knychy” (ne ważne cy z heksagramom, krestom, cy z piłmisiacom na okładci – to tota sama knycha, tot sam wyhnanyj „pan” i taky samy, zwiriaczy metody nawertania „newirujuczych”…)
O tym, i o tym, że Zemlia/Mokosz odzyskuje po trochu swoju syłu, myjajut wiky temny i wertat pamiat, a wraz z pamiatom budiat sia Dity Soncia, Sławiane dla kotrych: „…nyjakie „inshallah” i nyjakij „amen”!…” lem „…Slawa Antenatam! Boham Slawa! – Wertame!”

I iszczy taka ciekawostka: Cy znate, że podlih najnowszych badań Sławiane żyly na naszych zemlach uż od ponad 10 000 rokiw (ne jak nas „wczyly”, że pryczołhaly sia heł jakosy w 400-500 po Isusi i schowany w kriakach, czekaly wo welykim strachu na „nimecku cywilizacyju” i „judejskij kahanok wiry”…)? I że hory Karpaty byly właśni miscom, de lude sia schoronyly, jak zminiał sia klimat i wody zalaly wekszu czast Świta (ne lem Biblija opysuje potip i ne lem jedna Arka pływała po planeti…)? I że jak wody opaly, to stamal zoszly, po kusiczka na dił? Trioch Bratiw? Lech, Czech i Rus? I że Karpaty, to w starych knyhach i na starych mapach Hory Sarmacky, a piznijszej Chrobatcky (Chorwacky)? – Ni? No to poszukajte kus po interneci. Ne wszytko szto najdete, to prawda, ale jest jej tam napewno wece, jak w knyzoczkach zo „szkoły” i w „zamknutych” hołowach „akademickych proffesoriw”.
Ne budu sia rozpysywał na totu temu, bo bude ona poruszana pry nastupnych kawalczykach i tak 🙂

————-
—————–
09. ‪#‎SEMENEBO‬
Tekst z lystopada 2015. W wersyjach demo kawalczyk nahrywanyj był dwa razy, na dwoch riżnych bitach od Drumma Records.
Opowidat o moim spostrihaniu toho, szto sia heł, na zemlach slawianskych, wyprawlat uż od hrubo ponad 1000 rokiw, a w koleso Sławii od 2000, a nawet i 6000.
Choczu, żeby lude, zamist powtariaty NE NASZY werszyky, wzialy w ruky „Stary Testament” (a i w Nowym tiż jest sporo „dywnych” riczy) i zaczaly w kincy dumaty i zwiduwaty „pastyriw” chocki o znaczinia toho cy tamtoho. Poza Bibliją, Koranom cy najlipsze Torom (bo stamal i toty dwi perszy pochodiat) do lektir obowiazkowych treja dołuczyty Orwella, Huxleya i chocki wyrywky prac riznych filozofiw (od Chin perez Grecyju i Rym po wiky teperiśni). Do toho kus o tajnych stowarisziniach i zakonach, no i o samym „kosteli/cerkwy”. Wtołdy nycz Wam tłumaczyty ne treja bude bo samy zobaczyte, że misce do jakoho nas żenut, ne ma nycz wspilnoho z „rajom”. A tota „stacyja” na kotrij stoime teper, to, jak dumam, uż ostatnia pered punktom zbornym, ostatocznym, z kotroho uż nychto czortam ne wtecze…
Jak sia tak oddalyt, chocki kus,  zoom i posmotryt na nasz gatunok, to zaryzniu wydzu na samym kincy toho pochodu. A w medże czasi chodujut nas, pasut i dojat. A wszytko czerez dwa micny łańcuchy, jaky dalysme sy założyty na ducha i na tiło: religiju i polityku. Poza tyma dwoma, jest oczywydno iszczy masa inczych, pomenszych łańcuchiw, pastuchiw i wszelakoj psiarni, sztoby „stadko” trymaty w zahorodi, abo sztoby sia ne rozłazyło za barz na boky…
Polityka to lem hroszy i włada, prekruty, cyhaninia i korupcyja. Toho tłumaczyty ne treja, bo każdyj uż chybal dokładni toto wydyt (i, o zhrozo, akceptuje!). Taka forma sprawuwania riadiw służyt do trymania w ryzach naszych fizycznych powłok, ne je nasza i ne ma nycz wspiolnoho any z ludzkym, any tym barże zo sławianskym stylom żytia, de od wse bylysme wilny, a kieruwała namy Rada Starszych, prawo kopne i zahalni Samostanowlinia NaRODiw. Jak o tym poczytate, to napewno wczujete w dusi, że to jest właśni toto, szto tam perechowujete (bo perechowujete wszytko, szto było!)
Religija, to perewernuta do hory nohamy Wira. Wydumana lem po to, sztoby trymaty naszy Wilny Duchy w wicznym strachu i pid butom. Od chstyn po pohoron! Ne chocze mi sia nawet pysaty skal toto pryszło, jak sia rozwynuło (koly i czomu) i na jakij zasadi działat. Zwidajte „pastyriw” (jak dalij mate sia za „barany i uci”), abo zas odsyłam do knyżok i internetu.

——————–

10. ‪#‎NeDajSia‬
Tekst zo serpnia 2015 (ale joho persza wersyja, to jest persza czast perszoj striczky i konciwka druhoj zostaly napysany iszczy w 2010 – tak jak jem wspomynał: mała to byty moja czast na planuwanyj 3tij Bratskład…).
Jak chodyt o pidkłady, to podibni, jak wekszist numeriw, tak i tot prehulał sia czerez dwa, pidosłany czerez Drumma Records.

Sam tekst namawlat, sztoby trymaty sia swoho, sławiańskoho sztylu i sposibu żytia i dumania.
Oczywydno, na sam pered treba w sobi najty i obudyty totu czastynu swoho ducha. A ne jest to takie lechkie po tylo wikach kopania ho i spychania w dił, w nebytia.
„Ne lechkie” ne znaczyt „ne nemożlywe”! Znam to i ja, i do nia podibny i toty po druhoj storoni tiż znajut. Pewno iszczy lipsze jak i my. I toho sia lem bojat. Bo protyw wsim propahandystam, to ne ony, a my sme heł Pany! My sme heł hospodary, a ony lem neproszeny hosty, kotry wykorystaly naszu naiwnu hostynnist i dobry, sławiansky sercia, woszly heł, rozhladnuly sia, zaczaly mamyty i judyty, a teper sidiat w naszych chyżach, terroryzujut nas, cyhaniat i szantażujut na wszelaky sposiby: od wydumanych hrihiw i kar, czerez kredyty, debety i riżnaku lychwu (kotru majut preciż zakazanu w swoich światych knyhach!) po newolnyctwo i podatky od toho, szto naszy ruky samy roblat, a hołowy samy dumajut!
Pozminialy nam istoryju, bukwy i jazyk. Prawdywe znaczinia wekszosty słiw sia wykrywyło i obernuło o 180 stopni. A jazyk, bukwy i nazewnyctwo to, jak pewno ne znate, najsylnijsza magija! Możlywist nadawania imen i nazw/znaczin, zminiat zwiria w istotu, kotra tworyt, zostawlat trwałyj ślid i riadyt tym, szto wydumała, nazwała abo stworyła!
Wmawlat sia nam, że biłe to czorne, a czorne to biłe. Hamuje sia postup i rozwij (tak duchowyj jak i ewolucyjnyj). Trymat sia nas jednym słowom na motuzku, ba, na łancuchu i robyt szto lem chocze, koly chocze i jak chocze (a jak uż sme neprydatny, to sia nas odsyłat „na emerytury”, cyli wyhaniat w tułaczku po „doktorach” i „szpitalach”…)
Nakładajut na nas  preriżny peczaci (od chresta perez komuniji po namaszczinia) – A znate po szto? Ano po to, sztobyste sia ne wyrwaly stal any za żytia, any nawet po „smerty”. Sut to kajdany, kotry zakładajut na kryła i ruky toho „Ohnystoho Rariha”, kotryj żyje w każdym z nas! Tak, to tot sam duch, kotryj odkrył w sobi i Isus i każdyj Budda i kazdyj inczy filozof/myslytel. To odkrytia „prawdy, kotra Tia wyzwolyt” (bo jak uż raz do toho dojdesz, to konec z nyma wszystkyma i ich sposobamy na newolu – wszystko to strylat jak bańka mydlana i nycz, kompletni nycz uż ne możut zrobyty. Dachto powist: „jak to? preciż możut Tia zabyty!” – ne budme smiszny. Strach pred smertiom, jest własni ich najwekszom armatom. A preciż każdyj z wyminenych wyżej nauczyteliw besiduje, że smert to lem „konec sninia”. Im zależyt byste toto sninia kontynuuwaly w neskinczenist i jako koszmar, horror.
A ne po to sme heł pryszly! To mała byty fajna i myła prehulka, po kotrij małes wstaty, preterty oczy i powisty: „Wow! To było sztosy!!” (zahladnyjte do prelekcyji Alana Wattsa – kus Wam toto prejasnyt zaczadeny kadyłom dumky…)
I takij jest sam werch tiłoj hory cyhanstw i prawdywoj „czornoj magiji” toho „padołu syziw”.
Ale nycz to! Trymaj sia Brat i „…ne daj sia złamaty!…” „…Jeden z naszych wartat wece jak tysiaczy pustych…”

————-

11. ‪#‎Lyst‬
Kawalczyk Lyst napysał jem wo weresni 2015, a nahrywał jem dwa razy, to je: w dwoch wersyjach, obi na bitach od Drumma Records.

Tekst jest zrozumiłyj i prostyj. Skieruwanyj bezposerednio do tych, kotrych los mi ofiaruwał i za kotrych najbarżem mu rad: do moich dwoch Bratiw,Jarek‚a i Andryj‚a i czudowoj sestryczky An‚i.
Sut to, zaraz po naszych Rodyciach, najblyzszy mi osoby na tym Switi i powim Wam lem jedno: Chcki by sia wszytko w koleso walyło i palyło, a sam czort stanuł medże namy, to bym dziadowy garło rozszarpał!
Tak to prynajmij w sobi czuju od 36 rokiw i w takij stan riczy wirju. Wydnym je, że raz sut horky, a inczym razom dolyny. Jak to wo wszytkych relacyjach i w każdym żytiu na tij planeti, ale odpukaty, czerez tiłyj tot szmat czasu ne poswarylysme sia NYKOLY. A wse, jak lem mam dajakie straplinia, to znam, że dwi ulyci od nia, abo po druhij storoni telefonu jest osoba, kotra nia wysłuchat, potiszyt i jak treba to pomoże. I mam nadiju, że tak uż zostane, aż pokla sonce zhasne i iszczy dalij!
„…zdrawlu Was barz!…”
Slava Wam!

————-
12. ‪#‎SonciaPromin‬
Tekst z 22ho lystopada 2015, a bit od Bedwaem‚a
Tot kawalczyk jest dla nia szczehilni ważnyj. W kincy wytłumaczył jem dumku, jaka dopała nia w 1999, jak jem iszoł łukamy medże Cegielniom a staryma koszaramy żołdakiw moskalskych w Przemkowi. Mał jem 19 rokiw, dopero szto skinczene technikum, kras diwcza i… widomist, że budu mał ditynu… Na poczatku strach i depresyja, ale uż w połowyni dorohy posmotrył jem w horu, na Sonce i zaczał jem sia śmijaty. Jak bortak. „Sztosy” mi powiło, że sztoby sia ne dijało, to i tak wse mam smotryty w horu i pamiataty skal jem pryszoł i dokal idu, a wtoly nycz i nychto ne dast rady nia zatrymaty! Nyjakij czort, nyjakij problem i nyjaka, nawet tak welyka i, ne oszukujme sia: depresyjna dla mołodoho hiwniaria, zmina.
Wtołdy właśni do Master Ya’an dyszło Soncia Promin. Mynuło uż 17 rokiw od tamtoho wydarinia, a ja dalij, jak lem mam dajakij „problem”, to wychodzu na dwir, szukam Soncia, abo Misiaca, beru hubokij wdych i wertam na pole bytwy!
„uż ne ocyganiat nia, uz ne dadut rady złamaty nia kryżaky i nyjaky intifady!…”

———-
13. ‪#‎TeperYHel‬
Kawalczyk napysanyj na poczatku lystopada 2015 i nahranyj na biti kanzbar cyli Patryk Paka.
Tiażkij, hardcorowyj pidkład i dost swobidnyj tekst na „delikatnu odmułu”, odorwania sia od temy jaka wede prym na płatni.
Mate heł proto „hymn na czest chwyli teperisnioj”, typowe „carpe diem”, o kotrym kazdyj besiduje, a nychto ne mat poniacia (ja tiż ne mam), jak wprowadyty słowa w czyn (jakby było to takie proste, to bysme wsiadyl maly lem Buddiw i Isusiw…).
No neważne. W każdym razi tekst wede czerez moju rap-istoryju. Od perszych „nahrań” z „zespołom” ‪#‎OffTheMind‬, w barakowozi na naszym podwircy, w Przemkowi, w 1995/1996, czerez ZDS i Bratskład po Edynburg, RYMOBITTOFABRYKA i tot krużok.
„…Żytia preletiło zas pered oczyma,
Ty masz swoi znymky, a ja swoje w rymach trymam!..”

W zwiazku z ohraniczenom pojemnostiom płatni CD, połna wersyja toho numeru dostupna jest lem na YT i w wersyji internetowoj płatni. Na kruzku udało sia lem wszmaryty ostatniu striczku i refren.

———-
14. ‪#‎Mafija‬
Napysał jem tot numer 13dcetoho hrudnia 2015. Jest to, jak dotla, mij ostatnij tekst. Od tamtoj pory ne napysał jem iszczy nycz nowoho i szczyro powisty ne czuju takoj potreby (tota płatnia „wypompuwała” nia z weny chybal…)…
Kawalczyk z założynia mał byty zamykajuczym płatniu CD, a numer‪#‎Ostatnij‬ mał ostaty sia bonusom w wersyji internetowij. Wyszło jednak inaksze (kosztom ‪#‎Teperyhel‬).
Bit pidosłał Łukasz Dajer, cyli Drumma Records.
Peredanija ne jest welykie, a punktom zaczeplinia jest „follow-up” z kawalczyka ‪#‎LirycznyjRezun‬, kotryj naszoł sia na druhim krużku Bratskładu, nahranym w 2005.
Persza striczka Mafiji jest o rapi, refren o tym szto mam do powidzynia tym, szto sihajut po tot matyriał i „kaprysiat”, a druha czastyna prypomynat o hołownij temi płatni (Sławiane, korinia i tak dalsze).
„…Ne pasuje? Postaw! Lysz! Woz ruky!
Besiduju swoje! Hram swoje! I moje czuty!!…”

——–

15. ‪#‎Ostatnij‬
Tekst z hrudnia 2015, a bit od kanzbar cyli Patryk Paka.
Napysanyj i nahranyj po to lem, sztoby pidsumuwaty i zamknuty jakosy tiłyj tot projekt.
Proto tekstowo mame heł kus o rapi, kus o „metafizyci”, kus o sławianskoj tradycyji, ruskym jazyku, no i kus o samoj płatni.
O ilo wersyja demo wyszła dost zhrabni uż za perszym razom, to nahrania w studio, de popereczka pidnesła sia micno pry poperednich kawalczykach, kazaly mi dost dołho dumaty, cy w zahali dawaty tot numer na płatniu cy ni.
W kincy, po zrobleniu edycyji wokaliw i bitu, był jem uż na poziomi 60 do 40% sztoby numer woszoł na płatniu, ale okrojeny do samoho zakinczynia. Dopero jak Michal Smoter pidosłał gitaru i bass, jak jem ich poedytuwał i wklyił,to nabrał jem uż 100% pewnosty, że kawalczyk jest dobryj i nadaje sia na toto, sztoby kinczyty płatniu.
Z ważnijszych riczy jaky chotił jem nym peredaty to chybal toto, szto tiahnuło sia czerez tiłyj album:
„…mensze religiji, a wece Wiry!…”
„…jako na wercha tak w seredyni. [hladame Boha jak] pisku na pustyni…”
„…rusynskij jazyk – „graal” biłych ras…”
„…slava Antenam, Boham i wszytkym Nam!…”
no i :
„…czasom za micno [jem rapuwał] – perepraszam!
…za kus toho miasa, szto szmarył jem medże rymamy.
Ale to RAP – takij RAP hrame!!…”

Tak oto doterlysme do kincia moho, jak dotla: najlipszoho diła. Dufam, że’ste tak samo rady z neho jak i ja. Bo „…dla nia [ono] pasuje i tiszyt nia barz!…”
Pryznam sia szczyro, że za każdym peresłuchaniom (a preciż kus jem sia uż tych kawalczykiw „nasłuchał”, od poczatku prac nad tym albumom, ni?), za każdym nowym odtworiniom wse najdu w nych sztosy, czohom dotla ne wczuł. Abo w samym nahraniu, abo w muzyci, abo nawet w teksti (szto dywyt nia najbarże…). Wse mi sia daszto nowoho pokazuje i dajaka nowa dumka otwerat to heł to hen. Tak jakbym naprawdu ne pysał toho wszytkoho sam…

Zdrawlu!
Sława!

-Y-

—————
Pober płatniu za darmo: FREE DOWNLOAD
Kup płatniu CD: BUY CD
Odsłuchaj tiłu płatniu: PLAYLIST

RUS-Y-RAP

W końcu jest!
Dzieło mego życia! (Przynajmniej tego dotychczasowego…)

================================

Buy CD: YA’AN „RUS-Y-RAP” (CD Audio)

Download: YA’AN „RUS-Y-RAP” (Download Pack)

Playlist: YA’AN RUS-Y-RAP  (Youtube)

=================================

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

================================

Kup płytę: YA’AN „RUS-Y-RAP” (CD Audio)

Pobierz płytę: YA’AN „RUS-Y-RAP” (Download Pack)

Odsłuchaj: YA’AN RUS-Y-RAP  (Youtube)

=================================

Info ze strony naszego labelu RBTOF:

Zgodnie z wczorajszą zapowiedzią mamy zaszczyt i przyjemność zaprosić Was na, nie przemierzając, historyczne wydarzenie jakim jest premiera pierwszej na Świecie, długogrającej płyty hiphopowej nagranej w języku rusińskim (w Polsce tzw.: „łemkowskim”)!
Album „Rus-Y-Rap” zawiera 15 numerów, które łącznie dają słuchaczowi aż 86minut muzyki! W związku z ograniczoną pojemnością płyty CD, niektóre z utworów zostały delikatnie „przytemperowane” w celu „upchnięcia” materiału na wydaniu fizycznym. W wersji internetowej, którą możecie pobrać za darmo lub odsłuchać na youtube znajdziecie wszystkie kawałki w ich oryginalnej długości.
Krążek powstawał przez 13 miesięcy i jest w 100% projektem solowym, bez żadnych gościnnych zwrotek. Cechuje go starannie dobrana warstwa muzyczna, wyprodukowana głównie przez Drumma Records (9 utworów), ale i przez Noi2er’a, Bedwaema i Kanzbar (każdy po 2 bity). Całość wzbogacona jest fenomenalną gitarą (Michał Smoter) i doskonale wkomponowanymi scratchami (DJ Kosta i DJ Bart).
Tematyka obraca się wokół Słowian i  idei panslawizmu, zapomnianych czasów przedchrześcijańskich, potrzebie pamiętania i kultywowania tradycji oraz troska o przetrwanie języka i mniejszości rusińskiej. Są też utwory bezpośrednio odnoszące się do bolesnej, powojennej historii Rusinów (Akcja Wisła) i jednoznaczne stanowisko w sprawie tzw. konfliktu ukraińsko-rusińskiego, o którym zapewne żaden słuchacz spoza kręgu Rusinów nie miał i nie ma pojęcia oraz typowe, stricte rapowe „bragga”… Same teksty zostały sprawdzone i skorygowane pod kątem gramatycznym przez Olenę Duć, która wyeliminowała, w miarę możliwości, naleciałości polskie jakie cechują obecny język Rusinów zamieszkałych w zachodniej Polsce.
Płyta została nagrana w Edynburgu, w pełni profesjonalnym i nowoczesnym studio CRE:8, pod czujnym okiem Tom S. Ray‚a, który odpowiedzialny jest również za jej ostateczne brzmienie.
Wydanie fizyczne powstało przy współpracy z gorlickim stowarzyszeniem non-profit „Ruska Bursa„. Album wytłoczyliśmy w największym jak dotąd nakładzie (1000 sztuk (!) z czego 500 dostępnych będzie w Gorlicach, przez Ruską Bursę), w opakowaniu Jewel, z 36cio (!) stronnicową książeczką, w której znajdziecie teksty (w dwóch wersjach alfabetu: łacińskiej i cyrylicą), zdjęcia i grafiki doskonale ilustrujące treść poszczególnych numerów. Całą oprawę graficzną wykonała Natalia Małecka-Nowak z Ruskiej Bursy i radio Lem.fm.

Płytę możesz również dostać bezpośrednio, zaoszczędzając na przesyłce, u poniższych osób:
Andrzej „AnD” Dziamba (RBTOF Przemków)
Anna Dziamba (Szprotawa)
Paweł Małecki (Ruska Bursa, Gorlice)
no i oczywiście u samego wykonawcy.

Tracklista:
inlay-tyl-ya-an

================================

Buy CD: YA’AN „RUS-Y-RAP” (CD Audio)

Download: YA’AN „RUS-Y-RAP” (Download Pack)

Playlist: YA’AN RUS-Y-RAP  (Youtube)

=================================

RYMOBITTOFABRYKA is an independent music label created with the hope to bring non commercial music closer to people all across the globe.

Our first and the biggest promise is to allow you to get all our records for free (at our website) or at very minimal cost of manufacturing and postage of the CD’s. Everything in the fairest standards and quality that can be achieved by us in relation to our trade, music connections and budget.

We strongly believe that music, like praying or faith, medicine and public rescue services, should be free. Only in this way a musician is an artist and his music is an art. Any other way is changing him/her into a ordinary worker/manufacturer and his art into any other item on the market.

Of course all we live in the time of „papers and digits” without which there is no chance to survive on this wonderful planet. So our solution is to replace/change the existing commercial rules into a kind of „artistic and cultural patronage”. Simpler: back to the roots!

Here, in RBTOF, you, the fans decide how much would you like to pay for the particular album or how much you would like to give for a particular artist to allow him to continue his way of life and support his further development. You can do all of that by paying more than minimal cost of manufacturing of CD. To do that you have to simply visit our website: http://www.rbtof.com. We always put the minimal price of production and postage only. The rate is provided by others (duplication and printing companies) in accordance to the actual quantity of the particular CD we actually order/produce*

You can get the particular item for this minimal cost or, as said, pay more/donate to support the artist whose music you are actually interested in.

You can be completely sure that even the smallest bit of your payment/donation will go directly to the artist. No „middle-man” or any other „hussle”! It was, it is and it will be guaranteed! Hard to believe? Do not take just our word for it! Contact the artists directly and ask them!

How we, as a RBTOF, exist? On the same rule as our Artists: They are simply deciding if they want to cooperate with us and what bit of donation they are receiving will be left with/passed to RBTOF for further development of our, common brand. Fair? We hope so!

Evviva l’arte!

http://www.RBTOF.com/

*it can be a difference between first and next editions of the same album in relation to the quantity ordered from the manufacturer of CDs

**you can also buy/get our CDs from other sources but you have to know, that in this way you’re simply paying more than you should and only a very minimal percentage of your money (or even nothing) is landing in the pocket of the artist.

***for more details, download or shopping please visit our website: http://www.rbtof.com/

 

 

Coudenhove-Kalergi – ojciec UE

Słów parę o Panu, którego z pewnością większość nie kojarzy. Bo i skąd? Podręczniki o nim milczą, telewizory tym bardziej, a jego książka, „Praktyczny Idealizm”, to typowy, nwet nie biały, a „złoty kruk”. Nie, nie dlatego, że jest tak „wielkim dziełem literackim”. Raczej z tych samych przyczyn co „Mein Kampf”, której autor z pewnością miał wiele wspólnego ze swoim „kolegą”. W końcu pierwszy opracował, a drugi wprowadził w życie paneuropejskość, a przynajmniej jej pierwszy etap (bez którego nie można by było przejść do nastepnych…)…
No ale po kolei (źródło: balder.org , wolna-polska.pl i inne):
Niewielu wie, że jednym z głównych inicjatorów procesu integracji europejskiej, był równocześnie człowiek który opracował plan ludobójstwa narodów Europy. Jest to mroczny jegomość, o którego istnieniu nie wiedzą masy, ale elita uważa go za założyciela Unii Europejskiej. Nazywa się Richard Coudenhove-Kalergi (1894-1972), a w pełni: Hrabia Ryszard Mikołaj Coudenhove Kalergi.
a39
Przodkowie jego ojca pochodzili z rożnych europejskich rodzin szlacheckich: flamandzkich, greckich, polskich i.t.d. Jego matka była Japonką (Mitsu Aoyama). Posiadał obywatelstwo czeskie. Ożenił się z o 13 lat starszą Żydówką Idą Roland,z domu Klausner, znaną aktorką austriacką, która zmarła w 1951. W 1952 zawarł związek małżeński z hrabiną Aleksandrą von Tiele [urodz. Bally] i w 1969 ponownie z żydówką Melanią Benatzky-Hoffmann.
Ojciec Coudenhove-Kalergiego (Heinrich von Coudenhove-Kalergi (z koneksjami z bizantyjską rodziną Kallergis)) był zaprzyjaźniony z Teodorem Herzlem, ojcem syjonizmu.
On  zaproponował wybór hymnu Beethovena jako europejskiej melodii narodowej. Podobnież był on bardzo zaangażowany przy projekcie symbolu EU, posiadającego 12 gwiazd, które mają symbolizować dwanaście plemionom Izraela. Ten symbol został w końcu zrealizowany przez Żyda Pawła M.G. Lévi). Pierwotny projekt Kalergiego miał czerwony krzyż w swoim centrum, ale przeciwko temu symbolowi protestowała Turcja [?].

Dzięki bliskim kontaktom ze wszystkimi europejskimi arystokratami i politykami, relacjom arystokraty-dyplomaty ojca, i poruszaniu się za kulisami, z dala od świateł i rozgłosu, udało mu się zwrócić uwagę najważniejszych głów państw na jego plan, czyniąc ich zwolennikami i kolaborantami „projektu integracji europejskiej”.
W 1922 założył w Wiedniu ruch „pan-europejski”, którego celem było ustanowienie Nowego Porządku Świata, opartego na federacji krajów, pod kierownictwem Stanów Zjednoczonych. Do pierwszych zwolenników należeli czescy politycy Tomáš Masaryk i Edvard Beneš, oraz bankier Max Warburg, który zainwestował pierwsze 60.000 marek. Austriacki kanclerz Ignaz Seipel i następny prezydent Austrii, Karl Renner, wzięli na siebie odpowiedzialność kierowania ruchem „pan-europejskim”. Później swoją pomoc zaoferowali francuscy politycy tacy jak Léon Bloum, Aristide Briand, Alcide De Gasperi i inni.

W książce „Praktyczny idealizm [Practical Idealism]”, Kalergi pisze, że mieszkańcami przyszłych „Stanów Zjednoczonych Europy” nie będą narody starego kontynentu, a rodzaj podludzi, produkty mieszania ras. Wyraźnie oświadcza, że narody Europy powinny krzyżować się z azjatycką i kolorowymi rasami, tworząc wielonarodowe stado, bez żadnej jakości i łatwo kontrolowane przez elitę rządzącą.
Kalergi głosi zniesienie prawa do samostanowienia, a następnie eliminację narodów przy wykorzystaniu etnicznych ruchów separatystycznych i masowej migracji. Żeby Europę kontrolowała elita, chce zamienić ludzi w jedną jednorodną mieszankę czarnych, białych i Azjatów. Ale kto tworzy tę elitę? Kalergi dokładnie to opisuje:

Człowiek przyszłości będzie rasy mieszanej. Dzisiejsze rasy i klasy będą stopniowo znikać ze względu na eliminację przestrzeni, czasu i uprzedzeń. Eurazjatycko-negroidalna rasa przyszłości, podobna z wyglądu do starożytnych Egipcjan, zastąpi różnorodność narodów i różnorodność jednostek. Zamiast niszczyć europejski judaizm, Europa, wbrew jej woli, uszlachetniła i wykształciła tych ludzi, popędzając ich do przyszłego statusu wiodącego narodu poprzez ten sztuczny proces ewolucyjny. Nic dziwnego w tym, że naród który uciekł z getta-więzienia, stał się duchową szlachtą Europy. Tym sposobem litościwa troskliwa Europa stworzyła nową rasę arystokratów. To się wydarzyło, gdy upadła europejska arystokracja feudalna z powodu emancypacji Żydów [z powodu działań podjętych przez rewolucję francuską].

Chociaż żaden podręcznik nie wymienia nazwiska Kalergi, jego pomysły stanowią główne zasady Unii Europejskiej. Pogląd, że narody Europy powinny być wymieszane z Afrykańczykami i Azjatami, żeby zniszczyć naszą tożsamość i stworzyć jedną rasę Metysów, stanowi podstawę całej polityki wspólnoty, której celem jest ochrona mniejszości. Nie z powodów humanitarnych, a z powodu dyrektyw wydawanych przez bezwzględny reżim który spiskuje największe ludobójstwo w dziejach. Europejską Nagrodę Coudenhove-Kalergi przyznaje się co 2 lata Europejczykom, którzy wyróżnili się w promowaniu tego zbrodniczego planu. Do laureatów tej nagrody należą Angela Merkel i Herman Van Rompuy.

[Plan Ryśka] jest także podstawą stałych apeli ONZ, które żądają byśmy przyjmowali miliony emigrantów by pomóc w niskich wskaźnikach urodzeń w UE. Według opublikowanego w styczniu 2000 raportu w Przeglądzie „Podział ludności” [Population division] ONZ w Nowym Jorku, pod tytułem „Zastąpienie imigracją: rozwiązanie spadku i starzenia się populacji” [Immigration replacement: A solution to declining and aging population], do 2025 Europa będzie potrzebować 159.000.000 imigrantów.

Można się zastanawiać, jak można tak dokładnie oszacować imigrację, gdyby to nie był przemyślany plan. Pewne jest to, że niski wskaźnik urodzeń można łatwo odwrócić poprzez odpowiednie metody wspierania rodzin. To jest tak oczywiste, że wkład obcych genów nie chroni naszego dziedzictwa genetycznego, a umożliwia jego zniknięcie. Jedynym celem tych działań jest całkowite wypaczenie naszych narodów, by włączyć je do grupy narodów nie posiadających jedności narodowej, historycznej i kulturowej. Krótko mówiąc, polityka planu Kalergi była i nadal jest podstawą oficjalnych polityk rządowych w celu dokonania ludobójstwa narodów Europy, poprzez masowa imigrację. G Brock Chisholm, były dyrektor Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) pokazuje, że dobrze przerobił lekcję Kalergi, kiedy mówi:

‚Wszystko co ludzie wszędzie mają zrobić, to ograniczać wskaźnik urodzeń i promować małżeństwa mieszane (między różnymi rasami), to ma na celu stworzenie jednej rasy na świecie, która będzie kierowana przez władzę centralną”.

Wnioski:

Kiedy rozejrzymy się wokół, plan Kalergi wydaje się być w pełni zrealizowany. W Europie mamy fuzję z Trzecim Światem. Plaga małżeństw międzyrasowych co roku produkuje tysiące młodych ludzi rasy mieszanej: „dzieci Kalergiego”. Pod dwoma naciskami: dezinformacji i ludzkiego ogłupiania, promowanych przez masmedia, Europejczyków uczy się wyrzekania się ich pochodzenia, wyrzekania się ich tożsamości narodowej.

Słudzy globalizacji próbują nas przekonać, że zaprzeczanie naszej tożsamości jest aktem postępowym i humanitarnym, że „rasizm” jest zły, bo chcą byśmy wszyscy byli ślepymi konsumentami. Konieczne jest teraz, bardziej niż kiedykolwiek, przeciwstawić się kłamstwom Systemu, obudzić ducha rewolucyjnego Europejczyków. Każdy musi zobaczyć tę prawdę, że integracja europejska to ludobójstwo. Nie mamy innego wyjścia, bo alternatywą jest samobójstwo narodowe.

A teraz parę „złotych myśli” Ryska z jego „Praktycznego Idealizmu” (Wiedeń, 1925):

„Europejczycy staną się negroidalnymi mieszańcami

„Chrześcijaństwo, etycznie przygotowane przez żydowskich Esseńczyków (Jan), duchowo przez żydowskich Aleksandryjnczykow (Filon), było odnowionym Judaizmem.
Gdzie jest Europa chrześcijańska, tam jest (w sensie etyczno-duchowym) żydowska; tam gdzie Europa jest moralna – również jest żydowska.”

„Prawie cala europejska etyka ma swe korzenie w judaizmie. Wszyscy prekursorzy religijnej, czy też niereligijnej moralności, od Augustyna do Rousseau, Kanta i Tołstoja, byli Żydami z wyboru, w sensie duchowym. Nietzsche jest jedynym nieżydowskim, jedynym pogańskim europejskim etykiem.

„Najważniejsi i najbardziej przekonywujący przedstawiciele idei chrześcijańskich, które w ich nowoczesnych reinkarnacjach noszą nazwę pacyfizmu i socjalizmu, są Żydami.”

„Na wschodzie jest lud chiński ludem etyki par excellence[..], na zachodzie lud żydowski.”

„Judaizm pozostał w trakcie wielu tysiącleci przemian, wierny teokratycznym ideom identyfikacji polityki i etyki. Zarówno chrześcijaństwo [post-judaizm] jak też socjalizm [post-chrześcijaństwo] są próbami utworzenia królestwa bożego.To pierwsi chrześcijanie przed dwoma tysiącami lat, a nie faryzeusze czy saduceusze byli spadkobiercami i odnowicielami tradycji mozaizmu. Dzisiaj nie są to ani syjoniści, ani chrześcijanie, tylko żydowscy przywódcy socjalizmu. Bowiem oni też chcą z najwyższym samozakłamaniem zniszczyć grzech pierworodny kapitalizmu, wyzwolić ludzkość od niesprawiedliwości, gwałtu i zależności, a świat pozbawiony grzechu przemienić w raj ziemski.”

Tu w skrócie: Po wyeliminowaniu europejskiej (białej) „arystokracji krwi” [rewolucja francuska, „przemysłowa”, potem bolszewicka, a nastepnie „cicha”, socjalistyczna] przyszedł czas na „arystokrację ducha”, czyli wg Ryśka: zahartowany przez ponad dwa tysiące lat przeganiania i pogromów, czysty (bo praktykujący reprodukcję niemalże kazirodczą) naród żydowski. I dalej cytaciki:
„Siła charakteru i ostrość umysłu predestynują Żydów w ich najlepszych egzemplarzach do tego, żeby stać się przywódcami zurbanizowanej ludzkości, fałszywymi jak też prawdziwymi arystokratami ducha, protagonistami zarówno kapitalizmu jak też rewolucji.” [warto przewertować nazwiska niemalże wszystkich „rewolucjonistów i aktywistów” we wszystkich powstaniach i rewolucjach XIX i XX wieku, a następnie wszelkich czołowych i drugoplanowych „politykierów i oficjeli”, szczególnie tajnych i specjalnych służb, by zdecydowanie potwierdzić „słuszność” naszego Ryśka…]

„Przed dwoma tysiącami lat było Żydostwo wspólnotą religijną, złożoną z etyczno-religijnie usposobionych jednostek wszystkich narodów antycznego cywilizowanego świata, z jednym narodowym hebrajskim w centrum, w Palestynie. Wówczas tym co było wspólne, jednoczące i pierwotne nie był naród tylko religia.
W ciągu pierwszego tysiąclecia naszej ery wstąpili do tej wspólnoty religijnej konwertyci z różnych ludów.
Jako ostatni wstapił król, szlachta i lud mongolskich Chazarów, panujących na południu Rosji.” [nastepnie, jako wprawiony w bojach i ciągłych wojnach ze Słowianami, przez których został ostatecznie pokonany, połączył swoje wojenne doświadczenie z konspiracyjno-spiskowymi zdolnościami swych nowych mentorów i przejął całkowicie prym (syjonizm powinien nazywać się chazaryzmem) nadając „żydowstwu” nową jakość i skracając znacznie czas nadejścia „ziemi obiecanej dla narodu wybranego”…]

„Od tej chwili zamknęła się żydowska wspólnota religijna w sobie, do tej sztucznej wspólnoty ludowej i odgraniczyła się od wszystkich pozostałych ludów.”

„Ponad tą europejską ludzkością masową,  wznoszą się tylko dwie rasy jakościowe: arystokraci krwi i Żydowstwo. Każda z osobna, obstają obie przy wierze w swoją wyższą misje,w swoją lepszą krew, w różnicę rang pomiędzy ludźmi.” [nietrudno wywnioskować, że zwyciężona arystokracja krwi podpisała juz dawno cyrograf z „arystokracją ducha”…]

„Jakże też to nowoczesne Żydostwo, swym procentowym udziałem znaczących osobowości nad wszystkimi innymi ludami przeważa! Niespełna jeden wiek po swym wyzwoleniu stoi ten mały naród z Einsteinem na czele nowoczesnej nauki; z Mahlerem na czele nowoczesnej muzyki; z Bergsonem na czele nowoczesnej filozofii; z Trockim na czele nowoczesnej polityki.” [chciałoby sie rzec, patrząc na to kto i jak tu rozdaje karty: „sam sobie wiatrem, żaglem i okrętem”]

„Tę wspaniałą pozycję, jaką Żydostwo dzisiaj osiągnęło, zawdzięcza jedynie swej duchowej przewadze, która mu pozwala zwyciężać nad niesamowitą przewagą uprzywilejowanych, złośliwych, zazdrosnych rywali w tym duchowym współzawodnictwie. Nowoczesny antysemityzm jest jednym z wielu zjawisk reakcji mierności przeciwko znakomitości; jest nowoczesną formą ostracyzmu wymierzoną przeciwko całemu ludowi.”

„Ten rozwój i w rezultacie chaos współczesnej polityki dopiero wtedy dobiegnie swego końca, aż duchowa arystokracja społeczna opanuje: proch, złoto, farbę drukarska i użyje je dla dobrodziejstwa społeczeństwa” [czyli mają już wszystko: banki, zbrojeniówkę i media…]

„Nadanie krzepkości Żydostwu (jeden z głównych celów syjonizmu), w powiązaniu z wychowaniem sportowym, uwolni Żydostwo od tych pozostałości getta, które ono jeszcze dzisiaj w sobie nosi. Tę możliwość potwierdza rozwój Żydostwa amerykańskiego. Wraz ze zdobyciem przez Żydów faktycznej wolności i władzy, będzie postępowała świadomość a z nią także postawa i ruchy wolnych i posiadających władzę ludzi.”

„Europa została podbita religijnie przez Żydów, – militarnie przez Germanów: w Azji zwyciężyły religie Indii i Arabii: – przy czym Japonia osiągnęła polityczna potęgę”

A teraz słów parę o samej książce:

Ukazała się tylko w niewielu wydaniach albo w niewielkiej ilości egzemplarzy. W Niemczech jest  niemożliwością kupić tę książkę w sklepach, ani nowe wydanie, ani antykwaryczne. Kiedy Wydawnictwo „Unabhängige Nachrichten„po wydaniu w 1990 pewnego streszczenia tej książki zamierzało wydać cały tekst,budynek wydawnictwa został przeszukany przez pracowników urzędu państwowego i jedyny egzemplarz ‚Praktycznego Idealizmu’ został skonfiskowany.
Również na oficjalnej stronie internetowej Unii Europejskie nie została ta książka wymieniona. To jest zrozumiałe, bo jej zawartość niezupełnie zgadza się z oficjalnym programem ruchu paneuropejskiego.
Powstaje pytanie jak doszło do tej rozbieżności ? Dokonano puczu w ruchu Paneuropy ?
Czy „Praktyczny Idealizm” był  przewidziany tylko dla nielicznych?”

No, to by było na tyle, jeśli chodzi o UE i jej szczytne cele.
Pasuje tu jak ulał: „piekło dobrymi chęciami wybrukowane”, z tym, że w tym przypadku te „dobre chęci” to tylko zasłona dymna w postaci chwytających za serce słówek typu „tolerancja”, „pokój”, „braterstwo”, „równość” itd. A jaki koń jest, to juz każdy widzi, nie? A jak nie widzi, to niech, do k…wy nędzy otworzy oczy!

Sława!
-Y-

 

Brexit z reichu

No i stało się.
Szał macicy i płacz euroentuzjastów zmieszany (nie wstrząśnięty) z wiarą w lepsze jutro Brytyjczyków.
Przyznam osobiście, że nie wierzyłem, by „elyta” pozwoliła na odłączenie się UK od jednego z głównych filarów NWO. Byłem przekonany, że będzie to taka sama farsa jak głosowanie na eurowizji czy referendum o niepodległość Szkocji, czyli: „głosowanie głosowaniem, a wyniki to już zostawcie nam. Wróćcie do domu, włączcie telewizor, a my już wam tam wszystko ładnie wyjaśnimy…”.
No, ale jednak stało się. Chyba moje pierwsze wybory, w których głos pokrył się z wynikiem.
I co teraz? Nic. Zacznie się straszenie i maksymalne utrudnianie życia na wszelkie możliwe sposoby i ze wszelkich istniejących „komisji europejskich”. Jeszcze sporo wody przepłynie przez La’Manche zanim UK rzeczywiście odcumuje.
Skutki? „pewnie wszystkich wygonią, poobcinają socjal i zabiorą mieszkania”. Z pewnością. A potem siądą i będą płakać, bo raczej nie widzę tu chętnych do housekeepingu, cleanerki i fizycznej pracy w ogóle – za bardzo się przyzwyczaili do „manageringu tanią siłą roboczą”.  Co do socjalu i ograniczenia dostepu do rynku pracy to się zgodzę, ale ograniczenie nie oznacza całkowitej blokady. Zresztą: to są sprawy, że tak powiem, „przyziemne”, do których, jakie by nie były, „mięsna maszyna” zawsze się przyzwyczai. W końcu życie tak w UE jak i w Mozambiku to ciągła sinusoida, a jakoś i tu i tu homo sapiens sapią i żyją dalej…
Mnie bardziej interesuje to, dlaczego „elyta” pozwoliła na opublikowanie takiego wyniku. To jest ciekawe. Przecież wiadomo, że zaraz po tym wróci sprawa Szkocji, Kraju Basków itd. jednym słowem: demontaż. Demontaż tak zawzięcie budowanej komuny nwo i powrót do normalności, czyli w idealizowanej wersji: równouprawnienie i normalna wymiana handlowa, a w rzeczywistości: silniejszy narzuca warunki słabszemu i doi (czyli to samo co w UE, tylko bez maski „wspólnego dobra” i z szansą na lepsze warunki dla sprytniejszych, aczkolwiek mniejszych narodów)
No i dlaczego? Ano dlatego, że okazało się, iż UE nie zdołała wyrobić się z planem, ludziska zaczęli się temu wszystkiemu przyglądać za bardzo, no i kilka etapów planu trzeba przeskoczyć, a to z kolei wiąże się z tym, że zniecierpliwiona, a jednocześnie otwierająca oczy  „masa mięsa” może nagle wyrwać się spod kontroli i niechcący rozpieprzyć wszystko totalnie. To jedyny „blady strach” każdej „elyty” w każdym systemie…
Nie chciałbym być strasznym „pesymistą i spiskowcem”, ale Anglicy od kilku stuleci mają bardzo wyraźną cechę: zachowują się tak, jakby wiedzieli o tym, co reżyser ma w planach na kilka następnych scen. A tylko ślepiec nie dostrzega, że cała akcja zmierza do appogeum w postaci IIIgo Kociołka Światowego. Walec znów przetoczy się przez Europę. Jak już przejedzie trasę od Pirenejów po Moskwę, to wtedy… Matuszka Rosija roztoczy opiekę i pocieszy biednych i jak zwykle najbardziej wykrwawionych Słowian po jednej stronie, a po drugiej Anglia, Niemcy i Francja założą Unię i Organizację (Ligę) Narodów jeszcze bardziej Zjednoczonych, przypomną o Prawach Człowieka i zapewnią, że tym razem to to już wszystko będzie działało. I będzie. Do czasu nastepnej bańki i krachu finansowego, który wymazać może jedynie… walec.
Nie mniej jednak: w całym tym szaleństwie jest metoda i szansa. Szansa dla ludzi i narodów. Jeśli w końcu zaczniemy myśleć, a nie zwalać to na telewizor, to być może uda się w końcu wyrwać z tego błędnego koła. Bo jakby nie było: „elyta” sama do walca nie wsiądzie i nim nie pojedzie. Ani Rotschild ani Rockefeller czy inny Soros sami tego nie zrobią. No i to jest przykre. Dla nich. Bo jak już udało by się raz wrócić do normalności to okazałoby się, że nie ma w niej miejsca na lichwiarskie klany pasożytów i manipulatorów, a 1 równa się 1, a nie 1+2.6-30%…