BECZKA Z PROCHEM

Obejrzałem i udostepniłem ostatnio na swoim profilu facebook pewien filmik (kliknij na TEN NAPIS) 
Można dyskutować czy makabryczna sytuacja jaką ten obraz przedstawia to skutek wymierzania kary za sodomię, pedofilię, obrazę uczuć religijnych lub zdradę „świętej wiary Mahometa” czy też jest to klasyczna egzekucja przeciwników politycznych lub żołnierzy z przeciwnej strony frontu… To nie istotne.
Ważne natomiast jest zadanie sobie pytania czy takie obrazy życzymy sobie oglądać na placach naszych miast, bądź też, to już o krok do przodu, czy sami chcemy brać w nich udział (obojętne czy w roli tych klęczących czy też tych strzelajacych – chodzi o sam rodzaj „rozrywki”).
Otóż ja, w swoim imieniu, mogę śmiało powiedzieć, że sobie tego nie życzę. Mniemam, że większość ludzi podziela tu moje „fanaberie” (przynajmniej odnośnie w/w „nie-życzenia-sobie”). Nie wyobrażam sobie, że stoję po którejkolwiek ze stron biorących udział w tym przedstawieniu. W tym i setkach innych, dostępnych na serwisie Youtube i pewnie tysiącach, których nikt nie nagrał, a które się tam odbywają równie często jak u nas promocje w hipermarketach. Nie wyobrażam sobie, że takie sceny dotyczą lub dotyczyć będą moich najbliższych, krewnych, znajomych i nieznajomych też. I wydaje mi się, że Ty też sobie tego nie wyobrażasz, prawda?
No, ale niestety racjonalnie rzecz rozpatrując jest pewna ilość osób w naszym i sąsiednich społeczeństwach (tzw. cywilizacji zachodniej), która najwyraźniej sobie tego życzy, wyobraża sobie to i mało tego, przypuszczam, że wręcz czeka z utęsknieniem na pierwsze tego typu zjawiska. Czeka i zaciera ręce przeliczając przyszłe zyski płynące z handlu bronią, żywnością, lekami i wszystkim o czym tylko nie pomyślisz. Ta grupa, wg mnie, to Ci którzy od początku dziejów bankowości trzymają tak naprawdę władzę, ukrywając się za kolorowymi bilbordami namawiającymi Cię do kolejnego kredytu. To Ci, którzy kreują i następnie „walczą” z kryzysami,  powołują i odwołują rządy, ministrów i prezydentów by nam to wszystko ładnie wytłumaczyli i w zamian za niebanalne wynagrodzenie ponieśli ewentualne ryzyko „gniewu ludu” a’la rewolucja francuska czy też jakakolwiek inna, o zgrozo: niekontrolowana – mało prawdopodobne, ale jednak jakieś tam ryzyko wybuchu takowej pewnie jest wliczone w koszta….
Te „kukły i gadające głowy” oficjalnie wybieramy sami podczas tzw. „elekcji” bądź też wszelkiej maści „demokratycznych wyborów”. Nie wgłębiając się w temat jestem pewien, że te „wybory” wyglądają tak jak i wybory  Eurowizji czy też wybory w Polsce Ludowej lub w jakimkolwiek innym Państwie pokroju Białorusi lub Kambodzy – u nas (i na zachodzie) jest to tylko ładniej podane i okraszone aurą naprawdę ważnego wydarzenia, którego wynik spoczywa rzekomo w naszych rękach. Nie oszukujmy się: Dopóki wybory nie będą jawne to w żaden z ich rezultatów poprzedzonym jakimkolwiek płatnym sondażem i wzmocnionym propagandą systemu ja NIE UWIERZĘ! (dla przykładu: ostatni wynik Korwina-Mikkego jest przecież po prostu śmieszny zważywszy na chociażby opinie internetowe co do rządzących „partii czworga”)… No ale trudno. O manipulacjach i wciskaniu ciemnoty o demokracji i wpływie głosów na wybory nie chce mi się nawet pisać (odsyłam do filmów pokroju „Żywie Bialarus”….)
Wracając do tematu: Grupą, która sobie najwyraźniej życzy takich filmików z nami w roli głównej poza w/w „gabinetem cieni”, ludźmi w pudełkach z gadającymi głowami i stadem „pożytecznych idiotów”, czyli m.in. tych łażących w tęczowych strojach w różnego rodzaju pochodach (nazwijmy to po imieniu: zboczeńców!) oraz tych „poprawnych politycznie”, „wielce tolerancyjnych i nowoczesnych”, głoszących „wielką chęć łączenia i równania wszystkiego i wszystkich”, jest bez wątpienia grupa marząca o Ziemi jako jednym, wielkim kołchozie gdzie 3/4 Świata będzie jedną fabryką o bardzo nieunormowanym czasie pracy, z okrojonym do minimum kosztem produkcji (np łóżko i miska ryżu…) i wyzerowanych świadczeniach jakichkolwiek. Pozostała zaś 1/4 planety stanie się Rajem Na Ziemi, a może i poza nią, dla „Wybranych” (bynajmniej nie przez tamte 3/4… 🙂 )
Taki „1984” albo „Folwark Zwierzęcy”. Bardzo fajna sprawa. Oczywiście nie dla większości….
Niemniej jednak, żeby tego dokonać trzeba nam kolejnej wojenki. Takiej już naprawdę światowej i na miarę XXIw.
Możliwości jest kilka i prawdopodobnie wszystkie są w jakimś tam stopniu realizowane równolegle, ale wg. mnie najbliższa spełnienia jest opcja, która sprawdzana była zawzięcie przez setki lat wcześniej, na „cudzie pod Wiedniem” kończąc. Po to m.in. stworzono i uruchomiono w końcu „maszynki”, o których wspominałem w swoim poprzednim wpisie, a które przekornie nazwano „religiami”. Tak to ładnie wtedy „żarło”, że teraz, dzięki wspaniałemu planowi zarządzania Europą (i Ameryką północną też)  powinno „zaskoczyć”  jeszcze lepiej, tj skuteczniej. Wynik tej wojny, albo raczej cel jaki ma zostać dzięki niej osiągnięty ustalony jest już oczywiście dawno temu. Osobiście uważam, że w sprawach takich jak „polityka” nie ma miejsca na „niewiadome” . A  jedyny znak zapytania czyli „czynnik ludzki” z pewnością został wskroś przemyślany, a samo ryzyko zminimalizowane. W końcu od tego są dobrze płatni „politycy”, otaczający ich sztab PRowców, w pełni kontrolowana „tuba” czyli TV, Radio i wszelkiej maści media i środki przekazu (od gazet po internet). Piszę „W Pełni Kontrolowane” b0 innych nie ma, albo ich zasięg jest bardzo ograniczony i to tylko kwestia czasu, jak zostaną namierzone i zlikwidowane lub przerobione na konkretną modłę – póki co, jeśli nawet takowe istnieją to z pewnością są ściśle monitorowane i wykorzystywane do potajemnej kontroli nastrojów „niebezpiecznych dla systemu”.
Józek Geobbels, jakby dziś żył, byłby w niebowzięty gdyby mu oddano do dyspozycji kontrolę nad współczesną Radą TV i Radiofonii – zastanawiał się ktoś kiedyś, dlaczego wraz ze zmianą partii rządzącej natychmiast wymieniana jest w/w rada? A przynajmniej jej przewodniczący? Nie? To niech ten ktoś choć troszkę się ocknie…. Podobnie rzecz się ma ze wszystkimi strategicznymi gałęziami przemysłu czy też wielkimi firmami państwowymi (np. KGHM, Kopalnie, Kolej itd. – zmana rządu = zmiana zarządu i prezesa tych spółek…)
Plan, który „yelita” realizuje jest prosty: Pomieszać wszystkich ze sobą, stworzyć beczkę z prochem i delikatnie podgrzewać to tu to tam by w końcu przyłożyć pochodnię na dłużej, a potem trąbić o katastrofie humanitarnej, na którą rada jest niestety tylko jedna i tak się składa, że jej koszt to zamiana i tak pustynnych krajów w zamkniętą na tysiąc lat strefę popromienną oraz wprowadzenie NWO i rozciągnięcie struktur władzy panstwa policyjnego nad pozostałą, zdepopulowaną, zmiksowaną i odciętą w ten sposób od swoich korzeni i tradycji, szarą nacją mieszańców czyli  „przyszłych robotników”, nad którymi zarząd sprawować będzie czystej krwi arystokrata (już nie ważne czy Słowianin, Germanin czy Anglosas – ważne, że „błękitno krwisty” , odpowiednio wychowany, i niedostępny dla motłochu – jak na księcia przystało. Oczywiście nie bedzie zarządzał sam tylko przy pomocy „gadających głów i kukieł” do których dyspozycji będą wszelkiej maści służby mundurowe. W ten oto prosty sposób osiągniemy upragniony „pokój”.
Plan jak plan – ma swoje plusy i minusy. Ważne, żeby „hajs się zgadzał” (jak to się mówi w hiphopowym żargonie ostatnio:) )
Etap „podgrzewania to tu to tam” zaczęto w 2001 w Nowym Jorku (po kilku wcześniejszych próbach takich jak m.in. Monachium czy Lockerbie). Podgrzano Afganistan, potem Irak, dorzucono troszkę żaru w Afryce, w Azji południowo-wschodniej, Czeczenii itd.
Od 2011 zaczął się już etap „przykładania pochodni na stałe”: Tunezja, Egipt, Libia no i obecnie, od 2 lat Syria (tam się coś jednak , przepraszam za kolokwializm,  „zesrało” – czyżby Objawienie Jana, jakoby Damaszek nie miał być nigdy zdobyty przez siły „ciemności” miało jakieś realne przełożenie? Hmmm – o tym też kiedy indziej, przy okazji tajnych stowarzyszeń, mistyki i okultyzmu…)
Zatem ogień przyłożony. Tryskają kolorowe (głównie krwisto-czerwone) iskierki na bliskim wschodzie, ale to jeszcze za mało, by pchnąć gnuśne i „różowe” towarzystwo europejskie do walki.
No i tu z pomocą przychodzi genialny plan „europejskiej beczki z prochem”. Witani od ponad 60 lat z otwartymi ramionami (propagandzistów i kukieł rządowych) „bracia i siostry umiłowani w Allachu” dają znać o sobie mnożąc się na potęgę, ściągając wszystkich swych krewnych, narzekając na „straszne warunki rozwoju duchowego” no i w końcu, widząc co ci „niewierni bezbożnicy” wyprawiają w tym czasie na ich rodzimych piaskach, zaczynają obcinać głowy żołnierzom w Londynie, palić samochody i takie tam we Francji czy też organizować wiece i oficjalnie domagać się prawa szariatu i wszczynać zadymy w Niemczech. No cóż: Nie ma rady. Wygonić nie można, ograniczyć napływu nowych też nie – trzeba budować meczety, kupić Koran, zapuścić brody, a kobiety zawinąć w jakieś czarne szmaty zanim trafią do harlemów. Może się uda ich nabrać  jak już oficjalnie ogłoszą, że teraz oni tu rządzą…
Niestety obawiam się, że to jednak za mało i że plan tego nie zaakceptuje. Ma być rzeź dzięki której, po pierwsze spadnie znacząco liczba ludności, a po drugie znikną podziały rasowo-religijne („maszynki zwane „religiami” są już niepotrzebne i w ogóle zobaczcie ile zła przez nie spadło na ludzkość…” – takie zapewne pojawią się komunikaty, a w zamian obecnych „religii” pojawi się jedna, nowa, zbudowana na bazie ruchów „new age” i przemyślana tak, by służyć nowemu systemowi przynajmniej kolejne 2000 lat).
Potrujemy się trochę wąglikiem, potniemy meczetami i  postrzelamy jedni do drugich podkręcani wesoło przez tych samych, którzy to wymyślili już wiele lat do tyłu. Potrwa to może z 3, może z 5 lat, z 250milionów europejczyków zostanie z 50-60, i tak jak pisałem wyżej: wszystko ucichnie jak grzybki wzejdą (oby tylko na pustyniach). Rewelacja.
A wystarczy tylko: Przywrócić dyktatury na Bliskim Wschodzie, które trzymały to towarzystwo za ryj i jakoś nie było słychać o egzekucjach co drugi dzień, kamieniowaniach czy też pogromach dokonywanych na chrześcijanach jak to ma miejsce teraz, a o czym się jakoś nie mówi… Przywrócić dyktatury, odizolować i monitorować ich poczynania (jak pójdą za daleko to trudno: zbombardować – lepiej tam niż tu…)
No a u nas wprowadzić przede wszystkim prostą i zdawałoby się logiczną zasadę: Przyjeżdzasz gdzieś w gości to zachowuj się zgodnie z wolą gospodarza. Jak Gospodarz nie życzy sobie worków z otworami na oczy u kobiet, sukni na facetach czy też szpiczastych budowli i wieców w jego miastach to masz dwa wyjścia: Przepraszasz za kłopot i wracasz do siebie lub zostajesz i się dostosowujesz zachowując swoje preferencje i upodobania religijne wyłącznie dla siebie samego, gdzieś w zaciszu swego pokoju i za wyraźną zgodą gospodarza. Nie chodzisz, nie krzyczysz, nie organizujesz wieców. Ubierasz się i zachowujesz jak „tubylcy”. Koniec. Kropka.
Pozostaje też opcja turystyczna czyli czysto komercyjna: My jeździmy do nich, gdzie mamy zamknięte osrodki wypoczynkowe i wszystko jak byc powinno w zamian za nasze pieniądze. Oni też mogliby tu przyjezdzać do jakichś komercyjnych, zamkniętych ośrodków,  w których obowiązkowo znalazłby się jakiś meczecik, czy też studzienka do kamieniowania niewiernych, zgwałconych żon, jakaś latarnia na której mogliby sobie powiesić jakiegoś homoseksualistę i takie tam „atrakcje”, które z pewnoscią sprawią, że będą czuli się jak u siebie zostawiając swoje petrodolary w zamian. Oczywiście w/w „żony” i „homoseksualistów” przywoziliby ze sobą. Choć pewnie znalazła by się jakaś firma oferująca ten towar na miejscu 🙂 Business is business – jak to mówią tu i ówdzie…
Ale nie: My otwieramy bramy u siebie szeroko, u nich wprowadzamy (na siłe!) demokrację (czyli korupcję i mafię, krojąc ich przy tym oficjalnie ze wszystkich dóbr jakie tam mają) i liczymy na cud. To znaczy „My” jako „pożyteczni idioci” – bo ci co to robią wiedzą doskonale co z tego wyjdzie, a Ci co mają choć trochę rozumu widzą to jak na dłoni z tym, że poza gadaniem (pisaniem) nie za bardzo wiedzą jak to zmienić… Debata nic nie da, bo nafaszerowane „poprawnością polityczną” lemingi tego przecież nie przełkną (zresztą jaka debata i gdzie? W systemowej televizji?), a rozwiązania siłowe na jakąkolwiek skalę to po pierwsze: nie wszystkich bawią, po drugie skończą się w pierdlu i z przyklejoną łatką „terrorysta” lub „faszysta”. Poza tym bicie czy też jeszcze gorzej zabijanie kogokolwiek nie ma najmniejszego sensu i byłoby jedynie przejawem zezwierzęcenia i po prostu realizacją odgórnego planu „beczki z prochem” – na to właśnie oni czekają i tego właśnie się spodziewają.
Jedyną opcją jest usunięcie raz na zawsze tych, którzy na taką sytuację pozwolili i taką „samobójczą” politykę realizują. Usunięcie i rozliczenie ich za takie działania. Następnie powolne i systematyczne rozmontowanie tej „wieży babel” zanim runie sama przysypując wszystkich naokoło.

Pozdrawiam
Y

PS: Jeszcze tylko słówko odnośnie samego Islamu. Jak pisałem w poprzednim wpisie: Islam tak jak i Chrześcijaństwo to uniwersalny rdzeń, zbiór naturalnych praw i nakazów dla istot myslących plus zmodyfikowana, różniąca się nawzajem otoczka, która stanowi ogniwo zapalne wszelkich konfliktów z konkurencyjną formą tego samego, czyli np Chrześcijaństwem. Według mnie obie te religie to nic innego jak pochodne judaizmu, a może nawet jego „dzieci” stworzone i zaprogramowane jako „hubka i krzesiwo” trzymane przez te same, nazwijmy to bez ceregieli i ryzykując strasznym określeniem „anty-semita”: żydowskie ręce!
A jak ktoś się dziwi dlaczego mudzahedini posuwają się teraz do m.in. takiego bestialstwa jak na filmiku, o którym wspominałem na samym początku to proszę sprawdzić który oni mają obecnie rok w swoim kalendarzu i przypomnieć sobie jak wyglądało chrześcijaństwo i co robiło z niewiernymi w tym samym roku  naszego kalendarza…

———————————————————
Nutka tematyczna: ZMIANA WARTY

Reklamy

WIARA & RELIGIA

Kwestia (lub nawet: kwestie) religii i wiary jako takie nurtują mnie od kiedy tylko pamiętam. Od najmłodszych lat przygladałem się majestatycznym ikonostasom i malowidłom na sufitach i ścianach Cerkwi (tak, tak, „jestem prawosławny”, lub bardziej adekwatnie urodziłem się w rodzinie kultywującej obrządek wschodni, bizantyjski lub jeszcze trafniej, jeśli chodzi o ostatnie wieki: moskiewski). Moja generacja oraz pokolenie moich rodziców (że o poprzednich nie wspomnę) charakteryzuje się dość dużym stopniem religijności i konserwatyzmu religijnego. Nie do przesady, ale jednak jest to znacznie bardziej zauważalne niż np. w obecnym Kościele Katolickim, który od dobrych kilkudziesięciu lat walczy o „każdą duszę”, a dusz tych z roku na rok coraz więcej mu ubywa w związku z postepującą laicyzacją „nowoczesnych” społeczeństw (skutki przegrywanej „wojny” z konkurencją, tj masonami …) oraz sporej częstotliwości „unowocześnień” samego obrządku dokonywanych praktycznie co sobór i nie tylko (co kilkadziesiąt lub najwyżej kilkaset lat zmieniało/zmienia się to lub tamto…) no i oczywiście wszechobecnym rozpasaniem (szczególnie seksualnym) „książąt” kościelnych.
Niemniej jednak wracając do tematu: regularne wizyty w Cerkwi, lekcje religii w szkole (głównie religii katolickiej), przeczytany stary testament w wieku 8-9 lat (nowy okazał się nudny bo znany z kazań i lekcji religii :)), zaawansowana i bardzo ostro przebiegająca astma, która zdominowała całe moje dzieciństwo (od 6stego miesiąca do około 14stego roku życia) (obecnie wszystko się ustabilizowało i zgodnie z wszelkimi informacjami zbiera siły by wrócić i mnie wykończyć po 60tce 🙂 ) – to wszystko połączone z fascynacją historią Świata i książkami  (nauczyłem się czytać w wieku 6ściu lat na książeczkach z wojennej serii „Tygrys” pisanych drobną, „gazetową” czcionką, wychwalających głównie bohaterstwo niezwyciężonej Armii Czerwonej i jej sprzymierzeńców – przeczytałem ich setki… 🙂 ) oraz wiekiem buntu młodzieńczego, który spędziłem głównie na słuchaniu, naśladowaniu (moda) oraz  przyswajaniu tekstów (w miarę ówczesnych możliwości i dzięki polskim tłumaczeniom) zespołów najpierw rock’n’rollowych, potem rockowych i heavy-metalowych, następnie death i black metalowych (w wieku 16-17lat stopniowo zlazłem w skali „ciężkości” z black-death-metalu przez hardcore i rapcore do rapu. Ale wciąż lubię sobie wrzucić do odtwarzacza Gunsów czy Metallicę – Cannibal Corpse, Napalm Death, Tiamat lub Samael zostawiam raczej jako „ciekawostki z przeszłości” przy rozmowach o gustach muzycznych…), to plus książki z gatunku sci-fi i horror, kolejne 18ście lat przemysleń, kilka lat „zgłębiania” teorii spiskowych (książki, filmy, programy, artykuły itp), tematyki wczesnych „herezji” (szczególnie: Katarzy, Arianie, Gnostycy itp.) oraz ostatnia „zajawka” Słowianami (bynajmniej nie zainspirowana Donatanem czy cyckami Cleo (nie ujmując niczego z wdzięków w/w słowianki) 🙂 – zacząłem się interesować swymi korzeniami na dłuugo zanim Donatan odkrył, że jest producentem muzycznym i że jest w stanie wcisnąć akordeon w hiphopowy beat, a całość ozdobić rapem Sokoła czy też wspomnianymi urokami młodej wokalistki 🙂 ) połączona z ponowną analizą Biblii (włącznie z NT – wrzuciłem wszystko na CD w formie audiobooka bo czas mnie strasznie goni :)) i czytanej właśnie Księgi Mormona (mam kolegę Szkota-Mormona, z którym lubię rozmawiać na tematy religijne więc postanowiłem przeczytać tę ich „wyrocznię” by wiedzieć z kim i o czym rozmawiam :)) – Wszystko to, plus jeszcze sporo innych wątków i sytuacji sprawiło, że już w wieku 15-16stu lat zakwestionowałem wszelkie pompowane mi odgórnie wartości (głównie propaganda w TV) i religijne definicje świata (zarówno doczesnego jak i tego drugiego).
A to z kolei zaowocowało tym, że mam obecnie, w swojej trzydziestoparoletniej głowie niezły chaos.
Ale nie ma tego złego bo jak wiadomo: „na początku był chaos”. 🙂

Ok, skoro już mniej-więcej wprowadziłem zainteresowanych moimi Wolnymi Myślami (tj: dość pogmatwanym bełkotem kogoś, kto, jak widać powyżej, ma wyrazny problem z precyzyjnym formułowaniem zdan i wciąż musi wrzucać w ich środek dopełnienia, które strasznie wytrącają z wątku 🙂 ) w skrócone meandry mojej bazy merytorycznej i tzw. „źródeł wiedzy”,  przejdę zatem do samej kwestii wiary i religii widzianej z mojej perspektywy:

Wiara.
Fajna i bardzo pomocna w życiu sprawa. Myślę, że wręcz niezbędna. Wiara w siebie, w jutro, w realizację celów i marzeń. Wiara w kogoś lub coś. Może być w Boga, w Bogów, w Naturę lub Kosmos. Bez wiary nie jesteśmy w stanie iść w przód (na dłuższą metę) bo otaczający nas Świat okryty jest zbyt wieloma tajemnicami i zjawiskami/rzeczami , których znaczenia i mechanizmów działania po prostu nie pojmujemy. By żyć i wciąż się rozwijać potrzebujemy odpowiedzi na otaczające nas pytania. W przypadku gdy nauka i racjonalizm nie nadążają z dostarczaniem w/w odpowiedzi (ba, często jedna odpowiedź niesie za sobą kolejne trzy pytania…) Wiara jest czymś, co tymczasowo (bo nawet tysiące lat to wciąż tylko czas…) pomaga nam „przeskoczyć” nad jakimś zagadnieniem/problemem/zjawiskiem i pójść dalej (a jak się coś potem w danej kwestii wyjaśni to się do niej wróci i poprawi w księgach 😉 ).
W odniesieniu do religijnych zagadnienień „Życia wiecznego”, Wiara jest tez nieocenioną wrecz pomocą „dydaktyczna”, dzięki której człowiek łatwiej godzi się z koniecznością odejścia z tego Świata i pozostawienia swego ciała w formie nawozu dla planety Ziemi zamykając tym samym cykl reprodukcji (za to, że jemy i pijemy też zostaniemy zjedzeni i wypici…) – bez względu na wszelkie dywagacje odnośnie duszy i jej dalszego bytu, które to dywagacje i tak nie zmieniają faktu, że czujemy się „nieswojo” myśląc o trumnie i robakach czy też piecu i popiele, prawda?
Innymi slowy: Wiara była, jest i będzie nam niezbędna. Moim zdaniem jest to jeden z pierwiastków twórczych „wbitych” w nasze matryce już na samym początku (jakkolwiek i gdziekolwiek on nastapił)
Zaraz obok wiary maszeruje Mistyka, która jest nijako przedłużeniem tej pierwszej. Sięga dalej i bezwarunkowo stanowi istotny i często niebezpieczny element egzystencji istot myślących, a może i nie tylko myślących. Jest to jednak temat na osobny wpis więc… może kiedy indziej…

 

kosciół
Religia
(a raczej: Kościół)
Religia, w swej obecnej, oficjalnej formie i strukturze,  to,  moi drodzy „parafianie”, nic innego jak młodsza siostra lub nawet córka… polityki.
Nic innego jak kolejne, czasami równoległe i pomocnicze w stosunku do samej polityki, a czasami konkurencyjne i wręcz wrogie dla niej narzędzie do kontrolowania i zarządzania stadem ludzi. Do sprawowania nad nimi kontroli i władzy oraz oczywiście pomysłowa, bazująca na wierze maszynka do robienia hajsu. Nic więcej.
Nie ma to nic wspólnego z Bogiem, Twórcą czy też Istotami Wyższymi. Nic wspólnego poza odnośnikami do wyżej wymienionych. Odnośnikami, które maja służyć tylko i wyłącznie do podniesienia rangi tej maszynki.
Oczywiście mówię tu nie tylko o chrześcijaństwie, ale wszelkich innych religiach z rozbudowaną hierarchią i kastami „książąt”.
Jeśli mówisz „religia” i masz przed oczami wysoki budynek ozdobiony rzeźbami, złotem, obrazami itp. okupiony krwią i potem wielu setek ludzi, jeśli mówiąc „religia” widzisz defilady biskupów i wszelkiej maści kapłanów z mercedesami w tle to wiedz, że nie mówisz i nie myślisz o Religii. Mówisz i myślisz o tym, o czym właśnie tu napisałem: narzędziu władzy i kontroli, przedłużeniu polityki i maszynce do wyciskania pieniędzy z szaraków.
Cesarz Konstantyn legalizując, a cesarz Teodozjusz ustanawiając chrześcijaństwo religią  państwową przedłużyli żywot Cesarstwa Rzymskiego aż po dziś dzień.  Ocenzurowane i poprzerabiane na wskroś Pismo Święte stało się Nową Konstytucją i poszło w Świat. A wszędzie gdzie dotarło (z reguły poprzedzone „ogniem i mieczem”) „otwierały się niebiosa” i hajs spływał szerokim strumieniem wprost do Rzymu.
Cóż się dziwić, że tak przedni pomysł przyjął się pareset lat później na półwyspie arabskim?
A wszystko to zostało elegancko przetestowane i sprawdzone tysiące lat do tyłu przez „Naród Wybrany”, który jak wiadomo lubuje się wielce w handlu więc nic też dziwnego, że i ten patent, po delikatnym retuszu okazał się chodliwym i bardzo profitowym towarem pozwalającym równocześnie przycisnąć szarą masę taniej, sprawniej i przede wszystkim na dłużej.  Dobrze przemyślana i po kilku modernizacjach praktycznie bezawaryjna maszynka.

ksiądz i audi 2 ksiądz i audi ofiara

Obecnie (tak gdzies od epoki renesansu), jesli chodzi o tzw. społeczeństwa  zachodnie, jesteśmy na etapie demontażu i eliminowania tej maszynki jako już niepotrzebnej, wręcz tarasującej drogę dla „rozwoju”. Piszę „rozwoju” bo w tej formie (tj Orwellowskiej) nie będzie to rozwój ku lepszemu – bynajmniej nie dla wszystkich…
Demontaż przeprowadzają oczywiście Ci sami, którzy przedtem stworzyli i uruchomili tę maszynkę by ratować to co okrutnie się już chwiało i uciekało im spod nóg. Ale tak samo jak zmontowanie i uruchomienie tego wszystkiego zajęło trochę lat, tak i  trochę czasu potrzeba by to rozebrać i włożyć spowrotem do skrzyń (może się jeszcze kiedyś przyda…)
Tym bardziej, ze zadanie  do prostych i przyjemnych nie nalezy. Wiadomo przeciez nie od dzis, że raz zdobytej władzy nikt tak łatwo nie oddaje. Szczególnie takiej władzy, która rozciąga się zarówno nad duchem jak i portfelem swych poddanych 🙂

Obrazek
Aaa, jeszcze jedno: Żeby nie było wątpliwości stawiam gruby i wyraźny znak równości między instytucjami Cerkwi Prawosławnej, Kościoła Katolickiego i wszelkich ich odłamów – są to tylko i wyłącznie różne oblicza tego samego urządzenia i tak samo zostaną zdemontowane, unieruchomione i w najlepszym przypadku ulokowane z odpowiednim komentarzem (zależnym oczywiście od autora i jego politycznych zwierzchników) w takim lub innym rozdziale naszej historii…
Mówię tu oczywiście o ich obecnym, wypracowanym przez ostatnie 2000lat wręcz korporacyjnym kształcie.
Bo Religia jako oryginalna i uniwersalna przewodniczka duchowa z pewnością przetrwa i w połączeniu z Wiarą wciąż bedzie obecna w naszym jestestwie.
Pryśnie tylko cała ta „biznesowa” otoczka i skompromitowany „zarząd”, a raczej „zarządy” bo mówię tu o wszystkich trzech głównych religiach (i ich „pod-oddziałach”),  zostaną raz na zawsze zwolnione, a wraz z  nimi stopniowo poznikają wszystkie różnice między tymi wszystkimi odłamami.
Zresztą: różnice te,  to nic innego jak różne, „chałupniczo” dorobione otoczki do jednego i  tego samego rdzenia. Wszystkie one wykreowane zostały tylko i wyłacznie na potrzeby określonej grupy sprawującej władzę na danym terenie. Zrobiono to zgodnie ze starą i sprawdzoną zasadą „dziel i rządź”: podzielono ludzi detalami i różnym nazewnictwem tych samych rzeczy/bóstw/zjawisk itd. Jednym kazano modlić się rano na kucaka w stronę wschodzącego słońca, drugim stukać głową i zawodzić, a trzecim machać ręką od głowy przez serce po brzuch. Do tego jeszcze kilka postów, świąt, „świętych” zabobonów i gotowe. Tak przygotowanych braci i siostry można już spokojnie prowadzić na barykady samemu zasiadając na tronach i ściągając co rusz to nowe daniny i podatki. No i wymieniając się z „konkurencją” spostrzeżeniami i pomysłami  jak by tu jeszcze to wszystko usprawnić i rozbujać, bawiąc się przy suto zastawionych stołach i śmiejąc do rozpuku debatujac (lub trafniej: knujac) i patrząc na te błądzące w gąszczu sztucznych praw, nakazów, zakazów i drogowskazów owieczki (a raczej barany).
Czyli jednym słowem: Religia jako wiara w ogólne dobro i moralno-etyczny wyznacznik postępowania istot myślących, wynikający chociażby ze zdrowego rozsądku i naturalnych reguł obowiązujących w każdym gatunku, przetrwa  i prędzej czy później wróci tam skąd wyjść nigdy nie powinna, czyli do ludzkich serc i umysłów.
Nieuczciwi i pazerni pośrednicy z zapędami psychopatycznymi lub wręcz z chorobliwą, morderczą żądzą władzy znikną definitywnie w taki lub inny sposób. To nieuniknione.
Każdy, kto choć raz przeczytał Biblię, Koran, Torę itp. i potrafi samodzielnie myśleć oddzielając propagandę i cenzurę od sedna informacji bez problemu wyciągnie podobne wnioski. W każdej z tych ksiąg „rdzeń przekazu” jest taki sam: Człowiek, Bóg/Bogowie/Matka Natura, Szacunek i Miłość Do Bliźnich. Zmienia się tylko otoczka. I nie jest to bynajmniej „boska interwencja” ani „boski zamysł” by tę otoczkę tak zmieniać. Jeśli Bóg istnieje i w/w pisma spisane były pod jego dyktando to  idę  o zakład, że dotyczy to tylko i wylacznie tego neutralnego i w sumie identycznego zestawu prawd i nakazów. Reszta to już modernizacja dokonana na potrzeby okolicznych watażków i „Pomysłowych Dobromili”, którym zamarzyło się „życie jak w Madrycie” kosztem innych, głupszych bo niewykształconych, a niewykształconych bo odciętych od książek i wiedzy. Najpierw zakazami i pługiem lub mieczem, a teraz kredytami, pracą i gównowartą, plastikową sieczką w TV przeplataną wizjami kolejnych wojen i ataków terrorystycznych.
No i jedno trzeba chłopakom przyznać: Dali radę i wciąż prą w zaparte 🙂
No ale „nic co dobre nie trwa wiecznie” więc czas się żegnać.
Prawdziwi wrócą do przekazywania dobrej nowiny i nauczania o sednie sprawy „w jednej szacie, z laską i bez pobierania dukatów, a nagrody oczekując w Domu Ojca”,  a reszta albo trafi do tego Domu znacznie szybciej, odbierając tam należną zapłatę (węgielek już się żarzy…)  albo wtopi się w tłum (prawdopodobnie „tłum polityków” bo jak już wspominałem: polityka jest najbliższą krewną wciskanej nam od 2000 lat ściemy, którą bezprawnie nazwano „Religią” bezczeszcząc tę ostatnią i wypaczjąc jej prawdziwe znaczenie w naszych sercach i umysłach).

Ot i cała „Wolna Myśl”.

W przyszłości postaram się rozwinąć powyższe zagadnienia bo coś czuję, że koniecznie muszę podzielić się z Wami moim zdaniem na tematy takie jak:
1. Pochodzenie i cele największych ruchów religijnych (starotestamentowców i ich pochodne czyli chrześcijan i muzułmanów) oraz ekspansji tego pustynnego kieratu na cały znany nam Świat. Ekspansji, która tylko idiocie może kojarzyć się z miłością, pokojem i dobrociom (jesli ktoś się nie zgadza to odsyłam chociażby do  „Krzyżaków” Sienkiewicza 🙂, że o wcześniejszych czasach krzewienia wiar (wszelkich) nie wspomnę (sam Stary Testament robi w sumie całą robotę za mnie…)
krzyzowcy
2. Wiara i Filozofia jako próba dotarcia do źródła wiedzy i istnienia. Czyli po prostu: Kto i po co nas zrobił lub też skąd i dokąd idziemy. Jeśli to pierwsze to naturalnym następstwem będzie: Skąd się wziął ten kto następnie zrobił nas. Czyli:  „jajko i kura”
3. No i oczywiście: O co tu, kurna chodzi?! – Czyli: Po co to wszystko? Te „globalizacje”, „banki”, „unie”, „układy i układziki”, „wojny”, „interesy” itd.
Wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi z reguły o złoto. Więc trzeba bedzie też „pomysleć” o złocie, pieniądzach i „chlebie powszednim”
no i:
babuszki
4. Moja (a może nie tylko moja) teoria powtarzalności wszystkiego i wszystkich, czyli w skrócie: wszystko jest skonstruowane jak te rosyjskie matuszki (identyczne lalki powkładane jedna w drugą – w odniesieniu do mojej mysli: byłyby to lalki od niewyobrażalnie wielkich do niewyobrażalnie małych – wszystkie takie same, identyczne, co do joty…) – Zatem jesteśmy równocześnie ogromnym wszechświatem jak i mikroskopijnym pyłem, atomem, cząstką… taką mam banię 🙂

No ale to kiedy indziej.
Pozdrawiam
Y

__________________________________
I nutka, poniekąd tematyczna, z roku 2001: DEZERTER Z ARMII BOGA