Nie idźmy na wojnę

Perfekcyjna analiza obecnej sytuacji Polski na arenie geopolitycznej. Braun „mówi jak jest”. Nie ma co pisać! Trzeba obejrzeć, doczytać o historii (Anglii, kozaczczyźnie, Turcji, Prusach i polityce MitteEuropa, Rosji (a tj pRussii) itd.) i zacząć myśleć. Wrzesień blisko. Tak jak w ’39. …

Bruksela 2016…

Najpierw, jako wprowadzenie pozwolę sobie wkleić tu dzisiejszy post Pana Cejrowskiego:
DURNIE W CZARNYCH GARNITURACH

Durnie w czarnych garniturach maszerują zamiast wydawać rozkazy. Durnie – Merkel po środku, obok niej dureń Holland, dwa kroki za nią Tusek. Cały ten tłum durniów nic nie zrobił po Paryżu, a teraz nie robi nic po Brukseli i PRZED kolejnym miejscem.

+++
Powinniśmy już teraz znać to „kolejne miejsce”, bo powinniśmy, przesłuchiwać podejrzanych, śledzić, podsłuchiwać i.. strzelać. To jest wojna, na wojnie się strzela. Ale durnie nie wydają rozkazów. Żaden samolot się nie poderwał, żeby zbombardować miejsca, gdzie przywódcy Państwa Islamskiego właśnie spokojnie jedzą kolację. Znamy te miejsca, ale durnie nie wydają rozkazów.

+++
Jakie to powinny być rozkazy:
– Każdy mundurowy chodzi stale uzbrojony: żołnierz, policjant, strażak, leśniczy…
– Wszystkich chętnych cywilów od harcerza w górę szkoli się w strzelaniu i wyposaża w broń.
– Wszystkie meczety w Europie zostają zamknięte do odwołania.
– Wszystkich muzułmanów bez europejskiego obywatelstwa wysiedla się natychmiast, wsadzając na statki i wywożąc na drugi brzeg Morza Śródziemnego.
– Na granicach Europy stawia się mur na wzór tego, który postawił Izrael na granicy z Hamasem.
Kolejne sto niezbędnych rozkazów są Państwo w stanie wymyślić sami posługując się zdrowym rozsądkiem.

+++
Rządzą nami durnie. Co teraz? Mamy się dać wysadzać w powietrze, kiedy durnie maszerują, zamiast wydawać rozkazy?

wc”


=========================


No i właśnie oto jest pytanie! Dlaczego wszyscy patrzą jak cielaki czekając, aż to nasze kobiety, dzieci, rodzice, krewni lub może my sami zostaniemy nafaszerowani naszymi śrubami na naszych lotniskach, stacjach, czy w galeriach. Co jest, k…wa??
++
Oczywiście znany jest fakt sponsorowania prawicowych organizacji (i to już od dekad) przez Rosję. Po co to robią: Ano po to, by potem, jak już większość państw powsadza do więzień obecnie panujące towarzystwo i zaczną się, nawet najbardziej pokojowe, manifestacje poparcia, to judeo-media natychmiast pokażą to jako odrodzenie się… faszyzmu (już tak zresztą robią, szczególnie w Rosji, której urobiona społeczność, jest bardzo „wyczulona” na tym punkcie…). I co wtedy? Nie widać jeszcze? Nowy pakt Ribbentrop-Mołotow objawi się w pełnej krasie, od Portugalii po Alaskę. Nowa wersja armi czerwonej, wspólnie z brunatnym wermachtem unii niemieckiej przywrócą zdecydowanie i nieodwołalnie „demokrację”. Pozbedą się specjalnie po to wpuszczonych terrorystów i wszystkich „faszystów” za jednym zamachem. Bo chyba nikt nie wierzy, że wpuszczają tu te hordy z „miłości do bliźniego”…
Oczywiście taka „demokracja” nie odrodzi się od razu, więc najpierw trzeba będzie zacząć od podstaw:
-zero wolności osobistej (podsłuchy, monitoring itd)
-nowa administracja (folksdojcze już czekają)
-nowa edukacja (to jest i było czarne, a to jest przyszłość biała i klarowna, moi drodzy niewolnicy naszych koncernów i banków)
-nowa historia
-nowy porządek świata
..
Czyli tak: Sytuacja jest naprawdę ekstremalna. Jesteśmy w narożniku. Rozwiązaniem byłaby szybka i zdecydowana integracja militarna i unia z państwami środkowo i wschodnio europejskimi wsparta realnym sojuszem z Chinami, Indiami czy innym, liczącym się militarnie krajem (nie ma ich dużo). Stany, obawiam się, nie są i nigdy nie będą po naszej stronie (ale można je wykorzystać skoro i tak już dały wygrać wybory PiSowi, to znaczy, że też nie chcą dominacji niemiecko-rosyjskiej na świecie i próbują „wbić klin” między te odwieczne układy).  Anglia, która wyraźnie coś przeczuwa, może być / powinna jakimś wsparciem. Choćby dyplomatycznym. Ten kraj nigdy nie interesował się polityką środkowej Europy, ale od czasów I wojny światowej zaczął dostrzegać jak bardzo i dlaczego zależy Niemcom na tej części kontynentu, tj od Bałtyku po morze Czarne i Śródziemne – linia Berlin-Bagdad lub wspominany już wiele razy cel pruskiej polityki Mittle Europa. Pozycja „Pana i Władcy” połączona z germanizacją tych terenów (a Niemcy wiedzą już jak to zrobić tak, by ludzie nawet nie zauważyli – ockną się dopiero z ręką w nocniku…) oznacza automatycznie wywindowanie Niemiec na pozycję bezwarunkowego lidera i mocarstwa światowego. Takie są realia.
Tak więc unia państw środkowoeuropejskich na bazie V4.
Tylko nie oszukujmy się: na taką ewentualność pewnie i Rosja i IV Rzesza są gotowe. No nie jest ciekawie. Nie jest.
++
Wprowadzenie rozkazów wg p. Cejrowskiego byłoby bardzo dobrym / w sumie to jest jedynym rozsądnym rozwiązaniem w obecnej sytuacji. Szybka i zdecydowana akcja we wszystkich krajach naszego regionu wsparta całą, jednogłośną polityką i dyplomacją, które powinny „grać na czas”. Czas, którego każdą sekundę trzeba wykorzystać na dozbrojenie, wyszkolenie i zgranie wojsk i służb specjalnych (szczególnie wywiad i kontrwywiad: wyłapanie wszelkich agentów w ciągu miesiąca, nieważne z jakiego kraju dostają rozkazy i do jakiego ślą raporty…).
No i, poza militaryzacją społeczeństwa i szkoleniami, duże nakłady na innowacyjne/alternatywne rodzaje broni. Polacy , Czesi i Serbowie, przy dobrych warunkach, w ciągu dekady byliby zdolni wynaleźć znacznie lepsze tarcze rakietowe itp niż reszta świata przez lat 50siąt. Jestem tego pewien!
+++
Zatem: tak, zgadzam się w zupełności z p. Cejrowskim, ale taka akcja bez szerszego punktu widzenia może być dokładnie tym na co czekają prawdziwi terroryści od lat, ci w garniturach i przy mównicach….Jednakże nie ma na co czekać. Im dalej w las tym więcej drzew. Jak w Wietnamie…

Głagolica – Wersja Rusińska

Zainspirowany pracą pana Jacka Stanisława „Siwy Jar” Greczyszyna pt: „Glęgolica: Obrazowanie albo pojęcie o wyobrażeniu” postanowiłem opracować, a raczej spróbować odtworzyć rusińską wersję tego cudownego alfabetu naszych przodków.
Efekty tej prawie rocznej pracy (nie w pełnym wymiarze godzin oczywiście 🙂 ) chciałbym przedstawić poniżej, zaznaczając jednocześnie, iż jest to tylko i wyłącznie moja wizja, którą oparłem na wspomnianym wyżej opracowaniu Jacka oraz na materiałach dostępnych w sieci.
Starałem się jak tylko mogłem, by zestawienie moje zawierało zarówno wszelkie znaki obecnego rusińskiego alfabetu jak i dodatkowe dźwięki/litery, które w nim nie występują, ale wydały mi się przydatne czy to pod względem wymowy czy też z uwagi na ich powtarzające się występowanie w przeglądanych przykładach głagolic wschodniosłowiańskich.
Tak więc oto powstał, wydaje mi się w miarę pełny zestaw znaków, dzięki któremu z łatwością można będzie zapisać/zobrazować jakiekolwiek słowo/myśl powstałą w umyśle Rusina (i nie tylko). Chciałbym wierzyć, że nie odbiegłem zbyt drastycznie od starożytnego oryginału, ale o ile mogę być w miarę pewny co do znaków podstawowych, o tyle co do pozostałych zmuszony jestem jedynie zawierzyć swojej intuicji, podpartej dostępnymi mi materiałami…

Rusynska Hlaholycia - Ya'an 2016

 

 

Powyższe znaki wykonałem również w formie fizycznej, bez użycia jakichkolwiek metalowych narzędzi. Muszę przyznać, że ta część pracy, prowadzona przeze mnie głównie nocami wprowadzała mnie w naprawdę dobry, powiedziałbym: wyższy poziom spokoju/relaksu. Modelowanie, rycie, suszenie i malowanie poniższych medalionów pozwalało mi oderwać się i zapomnieć niemalże całkowicie o wszędobylskiej „rzeczywistości”. A myśli nakierowane za każdym razem na wytwarzany właśnie znak same nasuwały jego znaczenie i interpretowały wielowymiarowość. Innymi słowy: Gorąco polecam tego typu wyzwania wszystkim tym, którzy „czują”, że to co nas otacza, to nie do końca „wszystko”…

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Pozwolę sobie przytoczyć cytat z pracy Jacka:
„Kilka cech glęgolicy:
-Nie jest pismem zawierającym pojedyńcze funktory. Wręcz przeciwnie: jest wielowymiarowa.
-Tłumaczy lepiej język słowiański niż dzisiejsza ortografia i litery łacińskiego abecadła (obiecadła)
-Wykorzystana przez agenta Bizancjum, Cyryla, do przetłumaczenia Biblii na słowiański. … [przyp autora: wg danych kronikarskich Cyryl mowy i pisma słowian nauczył się w Karpatach…]
-Głagolica (…) używana jest do dziśprzez niektóre prawosławne kościoły chrześcijańskie [np w Chorwacji]
-Można przy jej pomocy wgłębićsięw wiedzę przechowywaną w języku
-Opracowana, jak głoszą wieści, na podstawie gwiazdozbiorów
-Zawiera w sobie pokoleniowąmądrość umożliwiającą przewidzenie chociażby małych epok lodowych (vide Tadeusz Mroziński)
-Badania radiestezyjne potwierdziły moce, których znaki głagolicy są ledwie graficznym wyrazem
-Niektórzy twierdzą, że to pismo znienawidzone przez siły ciemności, doskonałe pismo ludów Ziemi.
-W sojej warstwie tajemnej wzrór jej czcionek tłumaczy sposób pracy z własnym Polem Mocy poprzez biegunowanie kątyny, jak twierdzi zakon 40i4
-Glęgoliczne pieczęci są już wyższym poziomem zawiadującym przyrodzonymi siłami, które poprzez oznaczenia zbudowane z bukw są mocą twórczą dla nowych urzeczewistnień krystalizowanych w umyśle. Owe działania zwykło nazywać się czarami.
-Przedstawia prawdziwe znaczenia słów słowiańskich
-Sama w sobie jest praWIEDzĄ, zawiera swoistąnumerologię i równoważna jest kabalistycznej gematrii, choć starsza jest od tych nauk o tysiące lat
-Przez wieki pejoratywizowana i niszczona
…”

 

M Baczynskij – sejm RP, 1931r.

Podstawa wiedzy nt podziału „Ukrainiec”/Rusin. 

Przemówienie wygłoszone w dniu 21 stycznia 1931 r. na posiedzeniu sejmowej Komisji Administracyjnej.

 Obecnie zgodnie z obowiązującą pewną „poprawnością polityczną” przyjęto powszechnie, że dla określenia każdego bez wyjątku Rusina należy używać słowa Ukrainiec, nie patrząc jaka jest prawda historyczna. Okazuje się jednak, że jeszcze w czasach II Rzeczypospolitej nie wszyscy Rusini uważali się za Ukraińców. Co więcej niektórzy z nich odnosili się nawet z pewną niechęcią do „obozu ukraińskiego”. Przykładem potwierdzającym taką właśnie postawę może być przytoczone poniżej przemówienie wygłoszone przez posła Mychaiła Baczyńskiego w dniu 21 stycznia 1931 r. w Warszawie na posiedzeniu sejmowej Komisji Administracyjnej.
Mychaił Baczyńskij 

Poseł B.B.W.R.

Wysoka Komisjo!
Jeżeli w przemówieniu swojem używać będę terminu „ruski”, to termin ten proszę rozumieć nie w znaczeniu „rosyjski”, lecz tylko „rusiński”. Termin więc „ruski” będę zastosowywać przy określeniu nacjonalnem narodu zamieszkującego terytorjum byłej Galicji, dzisiejszej zaś Małopolski Wschodniej, a więc terminem tym określam nie „Rosjan”, lecz greko-katolików „Rusinów”. Tak samo, gdy będę używać terminu „ukraiński”, „Ukrainiec” to jedynie dla określenia tej części narodu ruskiego, zamieszkującej Wschodnią Matopolskę, która przyjęła tę nazwę dla swego nacjonalnego określenia. Gdy będę mówił podczas mego przemówienia o Ukraińcach — to należy przez to rozumieć wszystkich członków trzech galicyjsko – ukraińskich partyj oraz członków UOW. Jako przedstawiciel lojalnego odłamu ruskiego narodu, zamieszkującego południowo – wschodnie ziemie Rzeczypospolitej Polskiej, pozwalam sobie także zabrać głos w tak ważnej sprawie, jaką jest kwestja ruska oraz w związku z nią, wniesiona interpelacja ze strony panów przedstawicieli obozu ukraińskiego. Przedewszystkiem protestuję w tem miejscu i to jak najkategoryczniej przeciwko twierdzeniu, zawartemu w poprzedniej interpelacji, pp. posłów ukraińskich, jakoby połacie krajów zamieszkałych przez ludność ruską silą oręża do Państwa polskiego przyłączone zostały. Z takiego bowiem twierdzenia wynikałoby, że połacie te zostały przyłączone po Państwa Polskiego wbrew woli narodu ruskiego. Tymczasem naród ruski w r. 1918 o swoje zdanie w tym kierunku przez nikogo wcale pytany nie był. Faktem historycznym jest, że walki z r. 1918 ludowi ruskiemu narzucone zostały gwałtem. Walkami temi kierowała zatem nie wola ludu ruskiego, lecz wola jednostek, wola niektórych polityków galicyjsko – ukraińskich, pozostających na usługach Austrji. Walki te wywołała galicyjsko-ukraińska inteligencja, przebywająca wówczas w Wiedniu, w szczególności zaś część ówczesnej ukraińskiej reprezentacji parlamentarnej w porozumieniu z rządem austrjackim i za zgodą tegoż. Habsburgowie chętnie zgodzili się na koncepcję utworzenia wschodnio – galicyjskiego państwa ukraińskiego, które miało pozostawać pod ich władzą i na tron którego desygnowany został członek ich dynastji, arcyksiążę Wilhelm Habsburg, syn Salvatora z Żywca, który nawet w tym celu przybrał sobie przydomek „Wasyla Wyszywanego”, Dlatego też oddała Austrja do dyspozycji polityków galicyjsko – ukraińskich sztab, składający się z wyższych i niższych oficerów, kasę, broń, amunicję, tabory kolejowe z tem, że ze wszystkich gr. katolików służących w armji austrjackiej miały być uformowane ukraińskie jednostki bojowe. Przedtem jednakowoż Karol I (ostatni cesarz austrjacki z dynastji Habsbursko – Lotaryńskiej), w porozumieniu z tymi Ukraińcami politykami i pod ich wpływem, wydał reskrpyt, nakazujący wszystkim bez wyjątku gr. katolikom zamieszkałym na terytorjum monarchji austrjackiej używać dla określenia swojej narodowości jedynie terminu „Ukraińcy”. W ten więc sposób dekret cesarski, jednem pociągnięciem pióra przekreślił z urzędu oraz przekręcił dotychczasową historyczną nacjonalną nazwę ludu ruskiego. Krzywda ta, wyrządzona wówczas narodowi ruskiemu przez Austrję, została dopiero teraz przez obecny rząd polski naprawiona. Taką zatem jest faktyczna geneza walk ukraińsko – polskich, w których stroną agresywną nie byli Polacy, lecz austrjacko-ukraińcy politycy i jeżeliby ludowi ruskiemu w roku 1918 była dana możność swobodnego wypowiedzenia się w tej sprawie, to z pewnością byłby się on oświadczył stanowcze przeciwko tej wojnie. Lud ruski przemęczony długotrwałą wojną światową, zgnębiony prześladowaniami austro-ukraińskiemi, oraz doszczętnie zniszczony pod względem materjalnym, gdyby to od niego było zależało — nie byłby się nigdy zgodził na walkę z Polską, jedynie w tym celu, ażeby stwarzać nowe ukraińskie państwo całkowicie od austrjackich Niemców zależne, któreby nie miało najmniejszych widoków rozwoju tak pod względem kulturalnym jak też i gospodarczym. Takiej koncepcji lud ruski nie byłby nigdy zaakceptował. chociażby tylko dlatego, że koncepcja ta wylęgła się w głowach tych samych polityków galicyjsko-ukraińskich, którzy wobec ludu ruskiego odegrali w r. 1914 rolę austrjackich żandarmów którzy mieli już wtedy na swojem sumieniu zmasakrowanych, wywieszanych, rozstrzelanych i nieludzko w Thalerhofie skatowanych. Naród ruski w r. 1918 nie zapomniał wcale o tem, że wszyscy bez wyjątku przedstawiciele narodu polskiego w ówczesnym parlamencie austrjackim, że wszyscy członkowie koła polskiego — opiekowali się w czasie wojny światowej tym ludem i że na każdym kroku go bronili przed prześladowaniami ze strony Austrji i jej pupilów. Lud ruski w r. 1918 pamiętał dobrze o tem, że decyzja kto ma być z Thalerhofu zwolniony, kto ma zaś pozostawać tam nadal, do końca wojny internowany — spoczywała wyłącznie w ręku wiedeńskiego ukraińskiego Klubu Parlamentarnego. Lud ruski w r. 1918 nie zapomniał o tem, że do osławionego wiedeńskiego procesu, wytoczonego przed wojennym apelem zgłosili się dobrowolnie na świadków prawie że wszyscy bez wyjątku członkowie ukraińskiego Klubu Parlamentarnego i że swojemi zeznaniami spowodowali oni wówczas wyrok śmierci, wydany na 40 najlepszych patrjotów ruskich fałszywie o zdradę stanu oskarżonych. Lud ruski nie zapominał też o tem, w r. 1918, że o ile wyrok ten nie został wówczas wykonanym, to okoliczność tę miał on jedynie polskiemu episkopatowi i polskim politykom do zawdzięczenia, bowiem oni wstawiennictwem swojem spowodowali interwencję w tej sprawie Ojca Św. oraz Alfonsa XIII, króla Hiszpanji u cesarza Franciszka Józefa I-go. Chłop ruski i o tem pamiętał dobrze w r. 1918, że Polacy oficerowie audytorzy, służący w armji austrjackiej — Fida i Ostaszewski — bronili go w Thalerhofie i to z narażeniem własnego bezpieczeństwa — przed prześladowaniem ze strony Ukraińca, austrjackiego lejtnanta, Czyrowskiego, który chłopa ruskiego katował i wieszał na słupku (stosował t.zw. anbinden). O tem wszystkiem pamiętał naród ukraiński w r. 1918, o tem wszystkiem trudno nawet i dzisiaj zapomnieć. Dlatego też i twierdzenie pp. przedstawicieli ukraińskich partyj, jakoby ziemie nasze wbrew woli ukraińskiego narodu zostały przyłączone do Polski, mija się w sposób rażący z historyczną prawdą. Stało się to li tylko wbrew woli jednostek, które wywołały nieszczęśliwe walki z r. 1918. Walki te nie były wśród ludu ruskiego popularne. Więcej — lud ruski bronił się wszystkiemi siłami przeciwko nim. Walki te zostały jednakowoż przemocą mu narzucone. I nie Polacy, lecz sami Ukraińcy przeprowadzili w r. 1918-19 pacyfikację wśród ludności ruskiej. I nie praworządna, lecz uzurpowana władza przeprowadzała tę pacyfikację. I nie za pośrednictwem 2000 żołnierzy i funkcjonariuszów policyjnych, lecz za pośrednictwem całej armji ukraińskiej. I akcja te nie trwała przez 3 miesiące tylko, lecz przez cały okres walk ukraińsko-polskich, a więc więcej niż 1 i pół roku. I akcja ta nie ograniczyła się do aresztowania jedynie 1800 osób, do rewizji, oraz do rekwizycji za zapłatą prowiantów. Akcja ta polegała na niesłychanym terorze i na straszliwych represjach stosowanych bezwzględnie do tych wszystkich ruskich chłopów, którzy nie chcieli dobrowolnie, wstępować w szeregi armji ukraińskiej. Akcja ta polegała na rabunku mienia chłopskiego oraz na nakładaniu nadzwyczaj wysokich kontrybucyj pieniężnych na opornych, jak to miało miejsce w Pomorzanach, gdzie teraźniejszy gr. kat. ksiądz Kabarowski, — ówczesny oficer armji ukraińskiej pod groźbą wystawionych karabinów maszynowych wycisnął ponad 2000 koron austr. z biednej ludności. Ogniem i mieczem, za pomocą masowych mordów i egzekucyj, w których straciło życie tysiące chłopów ukraińskich przeprowadziła armja ukraińska tę akcję. Ludność Tysowa (pow. Dolina), Bykowa (Przemyśl), Rusiłowa, Kutkorza, Laszkowa, Krzywego (pow. radziechowskiego i kamienieckiego), Tołszczowa (Lwów) i setek innych wsi, których tu nie wymieniam, mogłaby każdej chwili zaświadczyć o prawdziwości moich słów. Nic więc dziwnego, że wobec takiego stanu rzeczy chłop ruski, wzięty przemocą do wojska ukraińskiego rzucał przy pierwszej sposobności broń i masowo dezerterował z szeregów armji ukraińskiej. Nic więc dziwnego, że wśród takich warunków i cały wynik tych walk był już zgóry przesądzony.

Historja martyrologji narodu ruskiego w czasie wojny światowej jest przedstawioną wraz ze wszystkiemi dokumentami stwierdzonemi datami oraz faktami w pamiętniku thalerhofskim, wydanym przez specjalny w tym celu zawiązany komitet we Lwowie. Bo tak poważnej sprawy, jaką była ta straszliwa martyrologja, która pociągnęła za sobą tyle dziesiątków tysięcy niewinnych ofiar i która stała się zanadto głośną w całym cywilizowanym świecie, musieli się w jakiś sposób ustosunkować też sami jej sprawcy, panowie galicyjsko-ukraińscy politycy. Bez najmniejszego więc wahania przedstawili ją na forum międzynarodowem, jako swoją własną. Austrja wymordowała w czasie wojny światowej i skatowała, w Thalerhofie, według ich kłamliwego twierdzenia, nie naród ruski lecz samych tylko Ukraińców. Naturalnie, że takie tendencyjne przekręcanie faktów historycznych mogło być dobre li tylko na eksport dla nieorjentującej się w naszych sprawach zagranicy. Lecz nie dla nas, którzyśmy byli naocznymi świadkami tej historycznej falsyfikacji. Dlaczegóżby właściwie i z jakiego powodu miała Austrja gnębić swoich najlepszych sprzymierzeńców i swoich najwierniejszych sojuszników, którzy nietylko, że nigdy przeciwko niej nie buntowali się, którzy przeciwnie przy Austrji jaknajwierniej, do samego jej upadku, wytrwali i którzy włącznie na niej oparli całą swoją politykę. Nic więc dziwnego, że wobec takiego stanu rzeczy historja Thalerhofu jest dla pp. Ukraińców do dzisiejszego dnia nadzwyczaj nieprzyjemną. Nic więc dziwnego, że pp. Ukraincy starają się ją dzisiaj wszelkiemi sposobami wymazać z pamięci narodu ruskiego. Nic więc dziwnego, że gdy ludność ruska obchodami i stawianiem krzyżów czci dzisiaj pamięć niewinnych ofiar ukraińskiego fanatyzmu, pp. Ukraińcy starają się wszelkiemi siłami nie dopuszczać do takich obchodów. W tym nawet celu wydały gr. kat. władze duchowne, rekrutujące się obecnie z samych Ukraińców, surowy nakaz, zabraniający swemu duchowieństwu poświęcania krzyżów thalerhofskich. Ludność ruska zwraca się jednakowoż w takich wypadkach zawsze do kleru i polscy księża poświęcają dzisiaj ruskie thalerhofskic krzyże. Młodzież zaś ukraińska podcina i niszczy na każdym kroku te najdroższe dla narodu ruskiego pomniki. Jednakowoż żadne reprsje ze strony pp. Ukraińców nie zdołają zatrzeć u ludu ruskiego pamięci o nieszczęśliwych ofiarach thalerhofskich, która w narodzie ruskim wiecznie żyć będzie, oraz która wiecznie krwawą i niestartą plamą ciążyć będzie na sumieniu pp. polityków ukraińskich. O martyrologji ludności ruskiej w r. 1918, o historji pacyfikacji przeprowadzonej przez galicyjskich Ukraińców wśród rusinów w czasie walk ukraińsko-polskich, która to historja jest znaną li tylko miejscowej ludności, pp. ukraińscy politycy wstydliwie milczą przed zagranicą, starając się jedynie utwierdzić zagranicę w przekonaniu, jakoby walki z roku 1918 były wpływem solidarnej woli całego bez wyjątku narodu ruskiego, który według ich twierdzenia dążył wówczas do stworzenia własnego państwa ukraińskiego pod protektoratem austrjackich Niemców i który według ich twierdzenia, siłą oręża, wbrew swojej woli do Państwa Polskiego przyłączonym został. I zdawałoby się, że z zaistnieniem Państwa Polskiego skończy się wreszcie ten straszliwy ukraińsko-austrjacki teror, stosowany bez przerwy od r. 1914 podczas wojny światowej oraz walk ukraińsko-polskich, wobec nieszczęsnego narodu ruskiego. Tymczasem tak się nie stało. Teror ten trwał dalej przez całe trzynaście lat istnienia Państwa Polskiego. Przez całe trzynaście lat mordowała dalej ruskich chłopów istniejąca na terenie Wschodniej Małopolski UOW. Przez całe trzynaście lat paliła ich chaty, stodoły i sterty. Teroryzowany chlop ruski, nie widząc znikąd pomocy, zaczął w końcu wierzyć w tę nadzwyczajną siłę U.O.W., która głosiła, że upadek Polski oraz że powstanie państwa ukraińskiego jest kwestją najbliższego czasu i że gdy to się stanie ,to wówczas U.O,W. weźmie krwawy odwet na wszystkich zdrajcach — na wszystkich lojalnych wobec Państwa Polskiego obywatelach ruskich. Co więcej mniemanie o potędze U.O.W. zaczęło się utwierdzać powoli nawet i wśród ruskiej inteligencji, która była świadkiem, jak młodzież ukraińska bezkarnie gromiła najstarsze ruskie instytucje „Narodny Dom” i „Stauropigję”, wyrządzając w nich tysiączna szkody. Trzy stronnictwa ukraińskie, które, jak z interpelacji do widzieliśmy się, odgraniczyły się od zakonspirowanych organizacyj, nie znalazły ani jednego słówka potępienia dla tych wszystkich zbrodniczych gwałtów. Wprawdzie w dniu 25 IX 1930 r. pojawiła się odezwa tych stronnictw, potępienia jednakowoż w niej niema żadnego — jest tylko mowa, że akcja ze strony UOW. nie jest celowa. Prasa ukraińska ograniczała się dotychczas zawsze i jedynie do pilnego rejestrowania poszczególnych faktów sabotażu, inteligencja zaś ukraińska zachowywała wobec nich zawsze życzliwą neutralność. Skutecznej obrony ze strony władz nie było. To wszystko przyczyniło się li tylko do nadzwyczajnego podniecenia umysłów. Doszło do tego, że sama UOW. w końcu uwierzyła we własną potęgę, interpretując łagodne traktowanie ze strony władz polskich, jako bezsilność całego państwa polskiego. Nic więc dziwnego, że w tych warunkach i cała zagranica była święcie przekonana o bezsilności naszego państwa. Całkiem więc słusznie, że nie mogła mieć do niego najmniejszego choćby zaufania. Cel UOW. jest ten sam, co i tych trzech stronnictw ukraińskich, które twierdzą, że się od niej zupełnie odgraniczyły, a mianowicie: stworzenie ukraińskiego państwa pod protektoratem Niemiec z przyłączeniem do niego ziem naszych. Metody tylko, zmierzające do tego celu, są cokolwiek inne. UOW. zdąża do swego celu drogą gwałtu i teroru, stosowanego tak wobec ludności polskiej, jako też i ruskiej, UOW. stara się wnieść ferment i niezadowolenie z obecnie istniejących stosunków w państwie wśród szerokich mas ludności ruskiej, ażeby w ten sposób przygotować i wywołać rewolucję. I takie postępowanie ze strony ukraińsko-galicyjskiej młodzieży nazywa p. Ciołkorz aktem rozpaczy. Trzy ukraińskie stronnictwa zdążają do tego samego celu drogą biernego oporu, stosowanego wewnątrz państwa. Dowodem tego jest ciągła opozycja pp. posłów ukraińskich, prowadzona dotychczas w izbach ustawodawczych i to bez względu na to, czy rząd; w państwie byty prawicowe, czy też lewicowe, czy przedmajowe, czy też pomajowe. Dowodem tego są enuncjacje pp. polityków, ogłaszane zagranica. Dowodem tego był jeszcze przedtem bojkot wyborów w r. 1922 oraz bojkot lwowskiego Uniwersytetu przez galicyjskich Ukraińców. Dowodem tego są artykuły prasy galicyjsko-ukraińskiej. Zagranicą pp. politycy ukraińscy szerzą przy współudziale niemieckich czynników wrogą dla Państwa propagandę (Panejko, który otrzymał od prezydjum UNDO sto dol. miesięcznie i który wydawał imieniem tutejszych ukraińskich posłów broszury o treści antipaństwowej, Jary z Ostkorrespondenzbureau w Berlinie),
Wobec lojalnej w stosunku do Państwa Polskiego ludności ruskiej stosuje pp. ukraińscy politycy nadal swoje stare metody, jaknajdalej idącej nienawiści i nietolerancji. Uwidoczniło się to w poprzednich sejmach, w których przedstawiciele partyj ukraińskich wnosili interpelacje, ażeby wszystkich rusinów nazwać ex officio Ukraińcami (jak to już raz w r. 1918 uczynił Karol I) i ażeby wydać w ich ręce dwie najstarsze ruskie kulturalno-oświatowe instytucje ,,Narodny Dom” i „Stauropigję”, do których oni najmniejszego prawa nie mają, choćby już tylko dlatego, że w czasie, gdy te instytucje powstały, to wówczas na naszym terenie nie tyło jeszcze żadnych Ukraińców. Nietolerancja Ukraińców wobec narodu ruskiego objawia się na każdem polu, na którem tylko czują się oni silni. Ponieważ duchowieństwo ruskie miało zawsze dominujący wpływ na nasz głęboko wierzący i religijny lud, zamknęli Ukraińcy wrota nauk teologicznych przed wszystkimi rusinam i, ażeby nie dopuścić lojalnego wobec państwa elementu do uzyskania święceń duchownych. Grecko-katolicka cerkiew została po wojnie zamieniona na agitacyjną ukraińską trybunę polityczną, z której są siane nie słowa miłości bliźniego, lecz słowa nienawiści. I podczas, gdy przed wojną grecko-katolicka cerkiew starała się wpoić w wiernych poszanowanie dla władzy świeckiej, obecnie grecko-katolickie władze kościelne starają się jak najdalej odgraniczać się od władz świeckich, przez co podkopują w oczach ludu autorytet państwa samego. Podczas gdy przed wojną w uroczystościach święcenia wody na Jordan brali zawsze udział przedstawiciele władz świeckich tak cywilnych, jako też wojskowych — obecnie wskutek oporu ze strony gr. kat. władz duchowych przedstawiciele państwa zostali zupełnie eliminowani od brania udziału w tych uroczystościach. Podczas gdy przed wojną księża w czasie nabożeństwa głośno modlili się za głowę Państwa, za samo Państwo i za wojsko — lud ruski przyzwyczajony do tych modlitw wcale ich dzisiaj nie słyszy. Podczas gdy przed wojną w cerkwi oprócz państwowego hymnu żadnego innego politycznego świeckiego hymnu śpiewać nic było wolno, obecnie gwałtem wprowadzono nowy, przed wojną samym nawet Ukraińcom nieznany polityczny hymn ukraiński, do wysłuchania którego wierni nieraz wbrew swej woli — siłą fizyczną są zmuszani. O odmawianiu poświęcania thalerhofskich krzyży przez gr. kat. duchownych już mówiłem. Bardzo często słyszy się w gr. kat. cerkwiach kazania na temat ujarzmionej przez Polskę Ukrainy — męki której bluźnierczo są porównywane — z mękami Chrystusa. Wszelkie zażalenia i protesty ludności ruskiej pozostają bez skutku. Ukrainizacja cerkwi i obrządku postępuje z każdym dniem coraz gwałtowniej naprzód. Dziś już używa się w cerkwiach jako też i w ukraińskich szkołach takiej terminologji, jak ukraińska cerkiew, ukraińscy święci, ukraiński kalendarz. Jakże można żądać w takich warunkach od chłopa ruskiego, ażeby szanował swą władzę świecką podczas gdy takiego poszanowania dla państwa nie widzi on wcale ze strony przełożonych swoich władz duchownych. I w tem wszystkiem nie dopatruje się Pan Marszałek Hałuszczyński niszczenia godności ludzkiej i to w sposób jak najbrutalniejszy. Że dotychczasowe wychowanie młodzieży w szkołach ukraińskich, na zamykanie których pp. przedstawiciele partyj ukraińskich skarżą się, jest zupełnie nieodpowiednie — o tem chyba nikogo nie potrzebuję przekonywać. Wychowanie to nadługo przed wojną — jeszcze za czasów austrjackich było złe. Wówczas już wychowywano młodzież w galicyjskich ukraińskich szkołach w nienawiści do wszystkiego co polskie. Wówczas już skażono młode dusze takiemi hymnami jak: ,,Ne pora, ne pora Lachowi służyty” i „My Hajdamaki, my wsi odnaki”, cóż więc dziwnego, że młodzież wychowana w atmosferze takiej nienawiści, na hymnach apoteozujących — nie otwartą walkę, lecz „noże święcone”, a więc morderstwa, że młodzież ta wydała przed wojną jeszcze z pośród siebie takiego bohatera, jakim był Siczyński i że młodzież ta dzisiaj w zbrodniczych aktach widzi najwyższe bohaterstwo. I któż w tym wypadku jest winien, młodzież? czy też jej kierownicy, jej wychowawcy, jej rodzice?
Bilans akcji sabotażowej UOW. za cały czas istnienia Państwa Polskiego przedstawia się ponuro: przecinanie drutów telefonicznych, napady na wozy i urzędy pocztowe, zamachy na pociągi, wysadzanie mostów kolejowych, zamachy na prywatne auta, zamach na Targi Wschodnie, zamach na Marszałka Piłsudskiego, zamach na Prezydenta Wojciechowskiego, zamordowanie ś. p. Sowińskiego, Matwijasa, Twerdochliba, zamordowanie setki posterunkowych i chłopów ruskich, tysiące podpaleń. I to trwało bez ustanku przez całych 13 lat. Jak tylko jaki niemiecki mąż stanu wystąpił z enuncjacjami, zwróconemi przeciwko Państwu Polskiemu, zaczynała się; u nas zawsze coraz gwałtowniejsza fala teroru. Wszystko to było robione na eksport — dla zagranicy, celem zwrócenia jej uwagi na stosunki panujące w Polsce, celem wywołania jak najostrzejszych represyj ze strony Rządu, ażeby, gdy to się stanie, cały świat miał dowód, że „7 miljonowy naród ruski jest przez Polskę prześladowany” (vide „Surma”). I wreszcie stało się to, co się w końcu stać musiało. Represje ze strony władz rządowych. Pacyfikacja, przeprowadzona przez władze we Wschodniej Małopolsce ma swoje złe strony dla samego państwa, rozluźnienie dyscypliny w wojsku i w policji – dla narodu zaś ruskiego, to że chłop ruski znowu, ucierpiał wskutek niesumienności, nie cofającej się przed niczem, polityki galicyjsko ukraińskiej przywódców partyjnych. Przy winnych ucierpiało i to przedewszystkiem pod względem materialym dużo niewinnych. Pacyfikacja ta ma jednakowoż i swoje dobre strony, a tych jest o wiele więcej. Przedewszystkiem dla państwa to, że tak sama UOW. jako też i cała zagranica przekonały się, że państwo ma dość siły, ażeby zaprowadzić u siebie porządek, że obecnie okazało się, że nieprawdą jest, jakoby cały naród ruski był zrewolucjonizowany. Gdyby tak bowiem było, to przecież wykluczoną rzeczą jest, ażeby 2.000 ludzi w przeciągu 3 miesięcy przez aresztowanie 1.800 osób, z których do dnia dzisiejszego zatrzymano 340 osób, uspokoiło 7-mio miljonowy zbuntowany naród. Lud ruski odniósł z tej pacyfikacji podwójną korzyść, przedewszystkiem:
a) tę, że poraz pierwszy od r. 1914 odetchnął swobodniej przed terorem ukraińskim,
b) następnie, że przestał już wierzyć w tę wyolbrzymioną silę UOW., gdyż przekonał się, że państwo jest od niej o wiele silniejsze.
Jeżeli zatem państwo ma siłę obywateli swoich karać, to w razie potrzeby potrafi także i obronić. Lud ruski zatem poraz pierwszy za cały czas istnienia Państwa Polskiego poczuł jego siłę—której dotychczas w państwie tem nie widział. Malulm necessarium — konieczne zło, jakim była ostatnio przeprowadzona we Wschodniej Małopolsce pacyfikacja, jest w każdym razie dla narodu ruskiego mniejszem nieszczęściem niżby nim byłoby zaprowadzenie stanu wyjątkowego, do sprowokowania którego dążyła UOW., gdyż wówczas nie byłoby mowy o dzisiejszych debatach sejmowych, lecz o sądach wojennych, któreby ruskich chłopów znowu wieszały i znowu ich rozstrzeliwały. Gdyby się to było stało, wówczas i zagranica musiałaby zająć odpowiednie stanowisko wobec Państwa Polskiego. Na szczęście tej broni nie dostali pp. Ukraińcy do ręki. Ciekaw jestem, gdyby dzisiaj we Wschodniej Małopolsce na miejsce Rządu Polskiego był rząd ukraiński i gdyby Polacy i Rusini do państwa ukraińskiego odnosili się dzisiaj w ten sam sposób, w jaki zachowują się dotychczas galicyjscy ukraińcy, należący do 3 stronnictw, wobec Polski — czy wówczas rząd ukraiński ograniczyłby się jedynie do samej tylko—w ten sposób przeprowadzonej pacyfikacji? Śmiem wątpić. Mówiąc dziś o przyczynach akcji pacyfikacyjnej nie zaś o jej aktach twierdzę stanowczo, że została ona sprowokowaną przez galicyjskie ukraińskie partje oraz przez UOW., które na skórze biednego chłopa rusińskiego przeprowadzają nadal swoje niesumienne polityczne eksperymenty. Jest świętą prawdą, że wskutek ostatniej akcji pacyfikacyjnej utworzyła się przepaść. Przepaść ta jednakowoż utworzyła się nie między narodem polskim i narodem ruskim, jak to mylnie pp. ukraińscy posłowie twierdzą, lecz między całym narodem polskim i ruskim z jednej, a pp. ukraińskimi politykami z drugiej strony. Interpelacja zatem, domagająca się ukarania winnych nadużyć w czasie tej akcji brzmi wobec tego wszystkiego, co dotychczas powiedziałem, conajmniej fałszywie w ustach tych pp. przedstawicieli ukraińskich, którzy ją wnieśli, gdyż oni sami de facto swoją dotychczasową polityką tę akcję zawinili, Oni więc tylko są jej faktycznymi moralnymi sprawcami. Na nich więc spada i cała odpowiedzialność. Cyfra 340 przez Rząd Polski zatrzymanych w areszcie osób jest bezsprzecznie ciężką i bolesną, czem jednakowoż jest ona wobec 80.000 przez Austrję przy współudziale ukraińców zamordowanych męczenników. Czemże jest ta cyfra wobec tysięcy zamordowanych przez wojska ukraińskie w roku 1918 biedków. Czemże jest ta cyfra wobec tysięcy aktów sabotażu, popełnionych przez UOW. na niewinnej polskiej i ruskiej ludności już w czasie istnienia Państwa Polskiego? I dziwnem jest, że ci sami politycy, należący do tego samego obozu, którzy ongiś spowodowali straszną krzywdę narodu ruskiego w czasie wojny światowej i w czasie walk ukraińsko – polskich i których ta krzywda dotychczas wcale nie bolała — że dzisiaj wylewają oni krokodyle łzy nad krzywdą, jakiej doznał naród ruski w czasie ostatniej pacyfikacji, która w rzeczywistości była także owocem ich długoletniej dotychczasowej pracy. I dlaczego ci panowie milczeli dotychczas o tamtych wszystkich barbarzyństwach? Dlaczego do dzisiejszego dnia nie wypowiedzieli oni chociażby jednego potępiającego słowa pod adresem swojej młodzieży, należącej do tajnej organizacji? Takiego w ten sposób odseparowania się od tej organizacji przez pp. posłów trzech ukraińskich partyj nie można sobie inaczej tłumaczyć, jak tylko zupełnym brakiem jakiegokolwiek wpływu na swoją młodzież albo — co jest bardzo prawdopodobne — zupełnem solidaryzowaniem się z tą młodzieżą. Interpelacja zatem dzisiejsza — według mego głębokiego przekonania — nie zmierza wcale do naprawienia krzywdy, która jakoby dotknęła cały naród ruski podczas ostatnio przeprowadzonej przez Rząd pacyfikacji. Interpelację tę uważani jedynie za środek angitacyjny. Według mego zdania, ma ona na celu szerzenie dalszej, dla państwa niekorzystnej propagandy też i poza jego granicami. Nie wątpię wcale, że przy wielkiej liczbie organów, użytych dla przeprowadzenia tej akcji, mogły zdarzyć się tu i ówdzie pewnego rodzaju niewłaściwości, a nawet i nadużycia ze strony poszczególnych jednostek. Tego rodzaju wypadków nie można jednakowoż uogólniać dla propagandy nazewnątrz. Mam jednak najpełniejsze zaufanie do naszych władz państwowych i jestem święcie przekonany, że w każdym wypadku nadużycia, który dojdzie do ich wiadomości, zarządzą one jak: najenergiczniejsze dochodzenie i że winne takich nadużyć jednostki zostaną surowo ukarane. Nie mają słuszności pp. przedstawiciele ukraińskich partyj, gdy twierdzą, że naród ruski odbudował się o własnych siłach, że nie miał on dotychczas żadnej pomocy ze strony państwa, które nigdy nie szło mu na rękę. Panowie wiedzą chyba najlepiej, czy i jakie zapomogi oraz czy i jakie kredyty budowlane w gotówce, względnie w materjałach zostały dotychczas wyasygnowane dla Wschodniej Małopolski. Panowie przypomną sobie chyba najlepiej, jak wysoką subwencję corocznie udzielał rząd polski ukraińskiemu towarzystwu rolniczemu „Silskij Hospodar” i że subwencja wynosiła rocznie 300.000 złotych. A ile subwencyj, a ile pożyczek udzielił rząd polski ludności ruskiej w Małopolsce Wsch. bezpośrednio, t.zn. za pośrednictwem polskich ekpozytur kas i banków z pominięciem ukraińskich? Panowie przypomną sobie chyba najlepiej, że w czasie klęsk elementarnych, które nawiedziły przed 2 laty Wsch. Małopolskę — nietylko rząd, lecz także i całe społeczeństwo polskie przyszło dotkniętej powodzie ludności ruskiej z wydatną pomocą materjalną. Niesłusznemi są zatem skargi p. Marsz. Hałuszczyńskiego, jakoby ze strony Państwa niczego dotychczas nie uczyniono w kierunku przerobienia mentalności narodu ruskiego, ażeby naród ruski, który dążył do stworzenia własnego państwa, mógł oswoić się z faktem, że został wcielonym do Rzeczypospolitej Polskiej. Panowie wiecie najlepiej, ile razy Rząd Polski wyciągał rękę do zgody i jaką zawsze była odpowiedź ze strony pp. polityków ukraińskich. Wspomną tu tylko chociażby o ostatnim pobycie min. Józewskiego we Lwowie, a było to jeszcze przed pacyfikacją. Niesłusznem jest twierdzenie p. marsz. Hałuszczyńskiego, że dążeń do zaostrzenia stosunków między narodem ruskirn i polskim ze strony pp. przedstawicieli ukraińskiech partyj wcale nie było. W tem miejscu pozwalam sobie zapytać p. marsz. Hałuszczyńskiego: Cóż zrobili dotychczas pp. galicyjscy politycy ukraińscy, ażeby znaleźć modus vivendi między narodem ruskim a narodem polskim? Co zrobili oni, ażeby podnieść w oczach ludu ruskiego autorytet państwa i władzy? Pp. przedstawiciele galicyjskich Ukraińców powinni, według mego zdania, poddać jak na j prędzej jaknajgruntcywniejszej rewizji swój dotychczasowy program polityczny, gdyż, jeżeli tego nie zrobią, to czeka ich w oczach ludu ruskiego bankructwo na całej linji. Koncepcja państwa ukraińskiego pod protektoratem Niemiec jest nierealną. Naród ruski na nią nigdy się nie zgodzi, chyba, że koncepcja ta zostanie zmodyfikowana i zmieniona z wyraźnem wyeliminowaniem wpływów niemieckich oraz z wykluczeniem z niej ziem naszych. W przeciwnym bowiem. razie czeka ją w przyszłości taki sam los, jaki już raz w roku 1918 spotkał. Całość i bezpieczeństwo narodu ruskiego jest jaknajściślej związana z całością i bezpieczeństwem państwa polskiego. wobec tego uważam za swój święty obowiązek pracować w kierunku całkowitego wyzwolenia narodu ruskiego z pod wpływów dotychczasowej niezdrowej dla niego i szkodliwej polityki pp. przywódców galicyjsko-ukraińskich. Czynić to będę jednakowoż nie drogą walki, nie drogą opozycji, lecz drogą zgody i drogą porozumienia z bratnim narodem polskim. Jako przedstawiciel lojalnego narodu ruskiego dążyć także będę do jego kulturalno-ekonomicznego podniesienia i do całkowitego ugruntowania dla tego narodu wszystkich tych praw, które Rzeczpospolita zapewnia w swojej konstytucji i innym obywatelom naszego państwa. W końcu zauważam, że stanowisko pp. przedstawicieli P.P.S., zajęte obecnie w Sejmie wobec sprawy pacyfikacji, pozostaje w sprzeczności — kłóci się stanowczo ze stanowiskiem, jakie zajęła w swoim czasie ta partja w swoim lwowskim lejb-organie – ,,Dzienniku Ludowym”, podczas rozpoczęcia akcji pacyfikacyjnej P. poseł Ciołkosz popełnił pewnego rodzaju lapsus, gdyż: mówił o rusinach zakarpackich i o Rusi przykarpackiej — konsekwetnie rzecz biorąc, powinien był mówić o ukraińcach zakarpackich i o Ukrainie przykarpacklcj, gdyż tak nazywają naród tamtejszy i tamtejszą ziemię pp. przedstawiciele galicyjskich ukraińskich partyj i to na tej samej historycznej podstawie, na jakiej oni termin „Ukraińcy” przystosowują do ludności ruskiej w b. Galicji. Wobec tego p. poseł Ciołkosz. niema racji, jeżeli twierdzi, że galicyjskim Ukraińcom dzieje się krzywda, gdy urzędowo określa się naród, zamieszkujący Wschodnią Małopolskę, jako Rusinów, a nie Ukraińców i nie jest to wcale przybieraniem nazwy zgodnie z historją. 
Chciałbym jeszcze poświęcić kilka słów samej wyłącznie kwestji ruskiej. W sprawie rozwiązania tak trudnego na pierwszy rzut oka problemu, jakim jest kwestja ruska w obrębie granic państwa polskiego, istnieją różne i to często dość rozbieżne zdania. Niektórzy politycy polscy upatrują interes państwa w jak najszybszem, całkowitem zasymilowaniu narodu ruskiego z narodem polskim, w całkowitem więc przekreśleniu narodowości ruskiej, obrządku i pisowni. Kto zna naszą historję i nasze stosunki, ten wie najlepiej, że taka asymililacja nie da się wcale przeprowadzić i że dla państwa polskiego nie jest wcale potrzebną, Państwu, jako takiemu, nie powinno wcale zależeć na tem do jakiej narodowości jego obywatele należą i jaką religję wyznają, względnie jakiego są obrządku, lecz przedewszystkiem na tem, jaki jest stosunek tych obywateli do samego państwa. W sprawie zatem ruskiej byłoby mylnem dzisiaj dążenie do tworzenia takiego dziwacznego typu obywatela, jakim byłby: „gente Ruthenus, natione Polonus”. W interesie państwa jest, ażeby „gente et natione Ruthenus” był przedewszystkiem „bonus ac diligens civis Rei Publicae Polonae”. Wszelkie zatem inne dążenia do rozwiązania kwestji ruskiej uważam za szkodliwe dla państwa. Tak samo mylnem było przedtem wygrywanie przez niektórych polityków polskich takiego atutu, jakim był jeszcze niedawno argument, że w Małopolsce Wschodniej należy się liczyć li tylko z Ukraińcami, gdyż oni przedstawiają jedynie realną siłę na tamtejszym terenie. Gdy Austrja postanowiła w latach 1880-tych rozbić Rusinów i stworzyć na terenie b. Galicji partję rządową t.zw. ukraińską, to nie liczyła się wówczas zupełnie z faktem, że w b. Galicji wszystkich ukraińców można było wtedy na palcach policzyć. A przecież dopięła, swego celu, a przecież taką partję wytworzyła. Zapewniam Panów, że ta zasugerowana społeczeństwu polskiemu siła ukraińska jest bańką mydlaną, która, w naszej wsi ruskiej już dzisiaj, prysła. Najlepszym tego dowodem jest, że już dzisiaj ludność ruska, niezadowolona z kierunku polityki przywódców ukraińskich, masowo i z własnej inicjatywy rozwiązuje „Łuhy, Proświty, Sokiły, Silskie Hospodary”, w których dotychczas ją strachem przed przyszłą Ukrainą trzymano i że już dzisiaj ludność ta emancypuje się z pod dotychczasowych wpływów polityków ukraińskich. Naturalnie, że i całe społeczeństwo polskie powinno poprzeć lojalną ruską ludność w jej dążeniu do wyzwolenia się z pod niezdrowych wpływów i uwzględnić jej najistotniejsze postulaty. Proszę mi wierzyć, że z chwilą:
a) gdy zostanie położony kres niesympatycznej i szkodliwej dla ruskiego narodu agitacji politycznej — prowadzonej w namiętny sposób przez księży ukraińskich w ruskich cerkwiach,
b) gdy będą zakładane szkoły ruskie, a nie ukraińskie ; gdy zatem wychowanie młodzieży ruskiej przyjdzie w pewne ruskie ręce,
c) gdy polskie kredyty rolnicze nie będą nadal otwierane dla kooperatyw, pozostających w rękach elementów wrogo dla państwa usposobionych, lecz gdy się je otworzy dla lojalnej rolniczej ludności ruskiej,
d) gdy urzędy państwowe zostaną obsadzone naszymi pewnymi ludźmi,
e) gdy zostanie ostatecznie załatwiona sprawa najstarszego ruskiego kulturalno – oświatowego instytutu ,,Narodny Dom” we Lwowie przez zniesienie w nim urzędu Komisarza Rządowego i przez oddanie całego miijonowego majątku tego instytutu w nasze ręce, t. j. w ręce przedwojennych, prawowitych właścicieli.
Wówczas i cały mniejszościowy problemat na terenie Małopolski Wschodniej w krótkim czasie zostanie jaknajpomyślniej dla państwa rozwiązany, wówczas wieś ruska sama położy kres wszelkiej iredencie. Pomoc, której obecnie naród ruski dla odzyskania swojej dawnej siły potrzebuje, — nie przedstawia przecież dzisiaj dla społeczeństwa polskiego tak olbrzymich trudności, jak te, z któremi spotykała się Austrja w latach 1880-tych, przy wytwarzaniu t.zw. partji ukraińskiej, mającej służyć za awangardę dla niemieckiego „Drang nach Osten”. I wcale nietrudnem jest dzisiaj wychowanie ludu ruskiego na dobrych obywateli polskich. Reasumując to wszystko, oświadczam, że głosować będą z Bezpartyjnym Blokiem, do którego mam zaszczyt należeć— za wnioskiem referenta, a przeciwko interpelacji przez pp. przedstawicieli ukraińskich partyj.

9ta planeta

Przedwczoraj, m.in. na BBC2 (radio), a wczoraj również w „polskiej” telewizji obwieszczano wszem i wobec „niesamowite odkrycie”: nieznana dotąd, kolejna planeta w „naszym” układzie słonecznym. Wow. „odkryli” to co już Sumerowie gryzmolili na swoich tabliczkach. Rewelacja.

No, ale ok. Odkryli to odkryli. Lepiej późno niż wcale (choć myślę, że „odkryli” powinniśmy zastąpić wiadomością „zezwolili (po wielu stuleciach) przedostać się do wiadomości publicznej”. „Zezwolili” w sensie „ci, którzy tu tymczasowo sprawują tu nadzór”…).

Problem tkwi jednak nie w „odkryciu” tylko raczej w tym, że nieuchronnie zbliża się czas „wizytacji”. Dlatego też pewnie informacja poszła w eter.
Zaraz poinformują, że jest ona „prawdopodobnie zamieszkana”. A nastepnie „bedziemy mieli gości”…
I tu właśnie zaczynają się prawdziwe schody. Bo jeśli Sumerowie mieli rację, to… nie czeka nas nic dobrego. „Nasi kreatorzy”, a raczej „doktorzy/genetycy” będący równocześnie zwykłą bandą nastawionych tylko i wyłącznie na zysk, „kapitalistów nie z tego świata”, wpadną tu z wielką pompą i… wezmą za ryj tych, których tu zostawili, a którzy mieli zapewne dopilnować by, zgodnie z np Sitchinem, dostawy złota i innych surowców, były gotowe do odbioru, a cała Ziemia i stworzeni z takim trudem niewolnicy „poukładana” i pracująca jak jeden wielki zegarek szwajcarski. A tu co? „Ch., d..pa i kamieni kupa” (że tak polecę „wieszczem” z byłej rady ministrów Rzeczpospolitej POpapranej…). Nie będzie wesoło. Zarządzający pod pręgierz, a porządki w kołchozie zaprowadzone drastycznie i bez cackania. Depopulacja, kajdany i do Hadesu. Tak to widzę…
Stąd też pewnie takie ciśnienie z tym NWO teraz. Nie ma czasu. Grunt się pali. Może jeszcze uda się choć w części zachować twarz i stołki. Nie wszystkim oczywiście. Tylko tym najsilniejszym. Na resztę spadną oskarżenia: „to przez nich”, „on mi zabrał roboli”, „ten nie udostepnił mi swoich”, a „tamta chciała więcej swobód dla niewolników” itd, itp. Do tego problemy z rosnącą samo-świadomością „małp”. „Przepraszamy, Anu. Wybacz.” 🙂

Ale może się mylę i zjawi się tu najmiłościwszy Yahwe w towarzystwie całej plejady Elohim’ów i zaczną wszystkich nosić na rękach i zachwycać się pięknem naszych wrażliwych dusz, oddychając nieskazitelnie czystym powietrzem i wesoło taplając się w błekitnych wodach oceanów, tuż obok rafinerii i ścieków z pobliskiej mega-fabryki. Tak. Tak pewnie będzie…

A cały ten wpis, tylko po to, by przypomnieć pewne nagranie 🙂 Ot tak mnie wzięło…:

Projekt „Riese”

Jakiś czas temu natrafiłem na pana Dariusza Kwietnia. W internecie oczywiście 🙂
Jestem pod wielkim wrażeniem i gorąco polecam zaznajomić się z wiedzą, którą ten Pan dzieli się z ludźmi od lat.
Wiadomo: nie ze wszystkim trzeba się zgadzać (z kilkoma rzeczami wręcz nie można, bo, jak sam autor zaznacza, jest tylko człowiekiem, historykiem-samoukiem i robi błędy – jest ich kilka…), ale stanowcza większość jego przekazu jest po prostu konieczna dla każdego, kto chciałby w końcu choć przyblizyć się do prawdy o otaczającym nas Świecie. Temat okultyzmu w SS, tajnych projektach III Rzeszy i to, czym zajmuje się pan Dariusz, czyli tajnym projektem nazistów: „Olbrzym”,  jest elementarnym fragmentem całej układanki.
Zapraszam do „wygooglowania” sobie materiałów nt. Projektu „Reise”, Asgardu, okultyzmu SS itd.

Na dobry początek:
PRELEKCJA DARIUSZA KWIETNIA – YOUTUBE

NWO – odliczanie w fazie końcowej

Ostatnimi czasy stało się rutyną, że zaglądam do internetu jedynie wieczorami. Jak znajduję tam coś intrygującego, coś, czym warto się podzielić, okraszając to jakimś swoim komentarzem, to robię to zazwyczaj w formie szybkiego wpisu na fb. Potem zasypiam. Gdy rano otwieram oczy, dochodzę do wniosku, że nie wszyscy mogą zrozumieć o co mi chodziło lub że temat był zbyt ważny i ten krótki wpis nie jest w stanie przedstawić poprawnie tego, co miałem na myśli. A to niedobrze. Wtedy robię to:

http://www.gloria.tv/media/6oyZvigjk61

Klocki zaczynają się układać. Układać w jedna wielką, od stuleci projektowaną piramidkę. Ilu włodarzy na przełomie wieków, tylu było chętnych do jej budowania. Wszystko szło dobrze, bo budowali nijako wspólnie (od Sumeru po teraz, od Watykanu, tfu!, cesarstwa Rzymskiego (wschodniego i zachodniego) przez wszystkie Trzy Rzesze, ZSRR po UE, ONZ itd). Było dobrze, z małymi, z reguły zaplanowanymi i koniecznymi „konfliktami”. Jak to na budowie. Teraz, jak „na wykończeniu” są już ostatnie poziomy i trzeba w końcu ustalić kto zasiądzie w komnacie Saurona, a kto pod nią… zaczynają się poważniejsze starcia. Masonów z jezuitami, komunistów z faszystami, kapitalistów z socjalistami itp, itd – to tak pod publiczkę, a tak naprawdę to utarczki kilku rodów rządzących otwarcie lub z za parawanu od niemalże początku tego cyrku sumeryjsko-babilońsko-judejskiego…
Mniejsza z tym. Zainteresowani mogą bez problemu znaleźć setki informacji wpisując chociażby „NWO” w google…

Ja chciałbym wrócić do chwili obecnej, w której sytuacja, wg mnie, wygląda tak:
Judaistyczno-watykański/jezuicki Zachód (tj Izrael, USA, UK i pomniejsze, np Hiszpania, Francja tudzież  Japonia, Korea Pld, Wahabici itd) boi się jak ognia zbliżenia prawosławno/wschodniorzymskiej-chazarskiej Rosji  z  luterańsko-chazarskimi Niemcami. Boją się, bo to oznacza unię Euro-Azjatycką, od Kamczatki i brzegów Alaski po Atlantyk z następującym podziałem wpływów: Rosja wszystko od Wisły na wschód, a Niemcy od Wisły na zachód.
Taka Unia długo nie dała by się wyprzedzić w wyścigu do tronu, a wręcz mogłaby wyeliminować pozostałych graczy i wtedy zająć się rozgrywką ostateczną między sobą (bo do takiej konfrontacji KAŻDY z uczestników się szykuje od początku, od „wielkiego przymierza”, a wszelkie sojusze zawierane są jedynie tymczasowo, w celu zredukowania do minimum rozmiarów konkurencji! – Na końcu rządzić ma TYLKO jeden – z nim dopiero będzie rozmawiał „pan” i jemu dane będzie rządzić w imieniu „pana”, całując go równocześnie non-stop po d…pie! Ale mniejsza o to…)

Takie „zbliżenie” Post-Germanów z Mongoło-Słowianami dla RP i sąsiadów oznacza tylko jedno: kolejną próbę wynarodowienia i wymazania z mapy Europy. Już to przerabialiśmy: Lebensraum, Generalna Gubernia, Kraj Prywiślański itp, itd…  Niedobrze. Nie podoba się to ani Polakom (tym świadomym), ani nikomu od Skandynawii po Morze Czarne i Adriatyk. Nic dziwnego. Ważą się losy nie tylko Polski, ale i całego tego regionu. Zaczynają się otwierać oczy. Zaczyna wracać pamięć. Chłopaki zaczynają kombinować jak mogli to przespać, kiedy się to zaczęło i jak wrócić do czasów „bezpiecznych”. A czasy „bezpieczne”, te o których myślą pół-patrioci to okres I RP. Silnej i liczącej się na arenie europejskiej „zbrojnej ręki”…Watykanu. Było o niebo lepiej niż teraz, bo ręka miała siłę i miecz zaciśnięty w swoich palcach. Watykan nią sterował, ale z rezerwą, bo wiedział, że duch słowiański wciąż nie jest do końca okiełznany i przy nieostrożnym posunięciu, ręka może „niechcąco”, (znów) obciąć jeden z łbów chydry i spalić jej grotę.
Czyli „czasy bezpieczne” i „pół-patrioci”. Krok o 3 wieki do tyłu. Tylko o trzy. Prawdziwi Patrioci stanowczo woleliby skok o minimum 1200 lat wstecz! Oczywiście w przenośni i tylko w kwestii ówczesnego rozkładu sił geopolitycznych! Nie chodzi mi tu o cofnięcie się do skór z dzików przewieszonych nonszalancko przez goły tors (choć z drugiej strony, jak patrzę na dzisiejsze rurki, to… sam nie wiem 🙂 )
Abstrachując jednak od wizji prawdziwych, myślących Słowian (i nie tylko), skupmy się na wspomnianej już i wyciągniętej karcie gracza z Waszyngtonu. A w sumie na dwóch z całej talii jego kart, jakie akurat postanowił rzucić  na europejski stół.

W tym momencie chciałbym przerwać i szybko wytłumaczyć niektóre skróty myślowe: Mówiąc Waszyngton mam na myśli TelAwiw, mówiąc Obama czy Bush myślę, o Rotshchildach, Rockeffelerach, Sorosach i innych „Mędrcach Syjonu”, jak pokazują Blaira czy Camerona to ja widzę Elę Tudorową, zza Hollande, Merkel itd kły do mnie szczerzą królowie Hiszpanii, Beneluxu, czyli Burbony, Amsbergi, Habsburgowie, Hohenzellernowie itp, gdy patrzę na Putina widzę Oldenburgów, Romanowów przemieszanych z postchazarskimi oligarchami z obecnego KGB; tak jak w przypadku Dudy każdy widzi Kaczyńskiego to ja widzę chłopaków w jarmułkach, m.in. tych ze zdjęć z 2005-2007, z czasów „wesołej chanuki” w pałacu prezydenckim pięknie zapowiadającej się Judeopolonii, takiej samej zresztą chanuki jak za czasów Busha i Clintona w Białym Domu – to ta sama, długa ręka, „Nic nie jest tym, na co wygląda”, „Po owocach ich poznacie” itp, itd…

Ok, jedziemy dalej.
Chłopaki zza Wielkiej (Atlantyk) i Małej (Kanał La MAnche) Wody widząc co się dzieje na linii Moskwa-Berlin robią w naszym regionie dwie rzeczy, równolegle:
Szantażują czymś poważnym (np. ujawnieniem zdjęć satelitarnych i innych dowodów z kwietnia 2010…) jewropejską konkurencję i zmuszają do oddania im władzy w strategicznej Polsce. Wygrywa, tfu!, do sprawowania władzy mianowany zostaje PiSior (bo w to, że głos Kowalskiego i jego sąsiada ma jakieś znaczenie to chyba juz nikt nie wierzy, nie?). Jest hanukowski Prezydent i Rząd. Zwrot o 180st z dotychczasowej linii politycznej w stosunku do Brukseli, tfu, Berlina i  Moskwy (ta ostatnia traci niemalże kompletnie wpływ na decyzje w kraju przywiślańskim  poprzez całkowite usunięcie SLD – i to się nazywa „sankcja przeciwko Rosji”!, a nie jakieś tam…).
Zaraz będą tu bazy, tarcze, systemy patriot i wszystko co trzeba, by przejąć, tfu!, wyzwolić Kijów i ruszyć „z demokracją” dalej na wschód. Optymistyczny scenariusz testowany już niejednokrotnie (Krzyżacy, Napoleon, Hitler itp) – rezultat zawsze ten sam: odmrożone dupska, wychudzone, wiecznie zaskoczone niespodziewanym i „zaskakującym” po początkowych, łatwych sukcesach, obrotem sprawy, zmizerniałe i owrzodzone judeo-chrześcijańskie oblicza w pospiechu rwące spod Kremla na zachód, zjadające własne konie i kolegów. A za nimi rozwścieczona i doprowadzona do ostateczności, wpółdzika bestia słowiańska i czerwona smuga od Moskwy po Paryż, tudzież po Berlin lub minimum Warszawę… No, ale nic to. Nie ma wyjścia. Trzeba ruszać. Może tym razem się uda….

Drugą, równoległą kartą jest opracowana właśnie i prezentowana światu przez wszystkie strony konfliktu „wojna hybrydowa”. Destabilizacja Międzymorza i Niemiec poprzez wprowadzenie rzeszy mudzahedinów. Turcy aż skaczą ze szczęścia. W końcu dostaną szansę na podbój Europy i odbudowę Imperium Osmańskiego! Lub Wielkiej Chazarii (kwestia, która „szara” strona rządu w Ankarze wyjdzie na prowadzenie w ich wewnętrznym wyścigu…). A wszystko z przyklaśnięciem i za zgodą, ba, wręcz namową Zachodu! Lepiej być nie mogło!

Obie karty grają na jedno. Jako się rzekło: rozdzielenie Berlina i Moskwy.

Trzeba tu zwrócić uwagę, że dla zachodu kończy się czas na zaatakowanie, z powodzeniem, Cara, który po zachwianiu się na nogach w 1989 i „jelcynowskim” przepiciu ponad 10ciu lat w związku ze stratą pozycji, nagle otrzeźwiał i postanowił, że jednak nie zrezygnuje. Wpadł na siłkę i zaczął mocno i intensywnie pakować. Teraz ma się już całkiem dobrze, aczkolwiek jeszcze trochę mu brakuje i zanim nie skończy ostatniego cyklu nie zdecyduje się na konfrontację. Potrzebuje jeszcze maksymalnie 5ciu lat na mocnych, wciąż udoskonalanych sterydach. Wtedy będzie gotów. Nie tylko do obrony, ale i do odebrania tego, co stracił plus „zadośćuczynienie”!
Chłopaki w Białym Pentagramie to wiedzą. Od 10ciu lat, od kiedy Car szaleje i wciąż dokłada ciężary na sztangi, oni sukcesywnie budują wokół siłowni zasieki, okopują się i uzupełniają amunicję. Od Japonii przez Afganistan, Bliski Wschód po Międzymorze. Car się lekko ogarnął w tym co się wyprawia i w porę wyskoczył z siłki by wykopać „budowlańców demokracji i kwiecistych rewolucjonistów” z samego podwórka siłowni (Ukraina), rozejrzał się i powiedział: Niet! Syrii też nie oddam!
Zadzwonił do kumpli, którym również nie za bardzo na rękę rozmach usraelczyków i zdecydowali, że muszą póki co działać razem (BRICS, Chiny, Iran itd.).
W dreamteamie USRAEL-IVRZESZA (UE), w związku z „ogarem” Cara, też się namieszało. Berlin, kuszony powrotem do starej, dobrej „przyjaźni” z czasów Katarzyny i początków Mikołaja z jednej strony, a wizją grzybów atomowych nie tylko w Warszawie, ale i pod Reichstagiem zaczął delikatnie rzecz ujmując, „marudzić”… No i mamy dzień dzisiejszy. I „uchodźców” w Bawarii… I PiS w Warszawie.

Czas tyka. Rosyjski niedźwiedź, świadom, że rany po wnykach w jakie wpadł pod „koniec” chazarskiego komunizmu, oraz ten wszechbolesny szum w głowie po 10ciu latach ostrego chlania w rytm niemieckiego techno, nie pozwolą mu na nic innego, jak albo rozwalenie planety tym co pozostało w postgorbaczowskim arsenale albo kapitulację, gra na czas. Mocno trzymając się za jaja, by nie pozwolić sobie na żaden bezpośredni strzał w pysk coraz bardziej bezczelnego lisa, który łazi wokół jego jamy.

Lis z kolei świadom jest, że każdy dzień zwłoki zmniejsza jego przewagę nad niedźwiedziem. Za 5 lat szanse się wyrównają, a być może nawet dojdzie do zmiany proporcji. To byłaby tragedia. Trzeba działać. Trzeba prowokacji. SZYBKO!
Ktoś spyta: Ale po co? Dlaczego nie zaatakują i tyle? Ano dlatego, że lis sam g…no może! Potrzebuje całej armii osłów i zajęcy by pokonać niedźwiedzia. A zachodnie osły, zające itd, nafaszerowane „poprawnością polityczną” i „tolerancją” za czasów, kiedy lis myślał, że niedźwiedź stracił już kły, nigdzie nie zamierzają iść. Rurki są zbyt ciasne, a kebaby zbyt dobre (i tanie). Ani im się śni rezygnować z pracy za biurkami banków i urzędów, nadzorowania słowiańskich, azjatyckich i afrykańskich niewolników i maszerować na Moskwę w imię „Tego Który Jest”. Mało tego: przez ten cały internet i „wolny czas w pracy” (jak ja tu teraz np, a siedzę w centrum, tego co właśnie opisuję w tym zajęczo-oślim akapicie…) zaczynają szperać, czytać i, o zgrozo, myśleć! Bardzo niedobrze to wróży lisowi z Waszyngtonu, czyli z TelAwiwu. Bardzo…

Wracamy na nasze podwórko. Usrael, równolegle z destabilizacją niepewnego już Berlina, „wspaniałomyślnie odbudowywuje” Rzeczpospolitą! Sąsiedzi Polski patrzą na nią z wielką nadzieją i czekają. Od dawna. Wszyscy. Bałty, Białoruś, Ukraina (nie ta banderowska, chazarsko-niemiecka, nie! – Ta normalna, prawdziwa, Ruska czyli Rusińska!…), Słowianie zachodni i południowi, Węgrzy, Rumuni itd, aż po Morze Czarne. Czekają bo to jedyna szansa na ocalenie. Cudnie.

bcj6vGx0USU

Berlin i Moskwa zaczynają się gotować. Takie coś, taki Usraelski klin między nimi to tragedia! Nie do przyjęcia. Totalnie niepodległa i niezależna RPWN też nie wchodzi w grę (choć już bardziej niż wersja sterowana z TelWaszyngtonu bo łatwiejsza do ewentualnego „demontażu”, o ile przeprowadzi się go szybko…).
Tak czy siak, dla Zachodu, przynajmniej na tym etapie obie wersje Międzymorza są bezpieczne bo rozdzielą skutecznie Niemców i Rosjan i przyjmą na siebie pierwszy impet ataku niedźwiedzia (lub będą idealnym przyczółkiem do rozwinięcia własnego natarcia). A w okresie przygotowawczym, przedwojennym, można będzie region ten skutecznie doić/drenować z surowców i zarabiać sprzedając mu wszelkie stare uzbrojenie, technologie itd. W tej kwestii to w sumie nie widzę problemu. Teraz, od 25ciu lat, dokładnie to samo robią tu i USRAEL i UE, a przed tem ZSRR. Więc z dwojga złego stanowczo lepiej nam będzie zmienić ten układ i zgodzić się na „dojenie” przez USA w zamian za „pomoc” w zbudowaniu Unii. W tym układzie przynajmniej coś dostajemy. Ciężki i bardzo delikatny materiał, ale przy odpowiednim podejściu można z niego utkać bardzo mocną tkaninę!

Z jednej strony niebywała szansa na odtworzenie organizmu silnego i niepodległego, na rozwój ekonomiczny, gospodarczy, intelektualny, duchowy i każdy inny. A z drugiej: wizja marionetek, mięsa armatniego i w najstraszniejszym scenariuszu poatomowa pustynia…

Czas tyka. Wszystko w rękach Polaków i ich ….Prezydenta. Tak. Jeśli nie jest do końca zmanipulowany i ma na sercu coś więcej niż powieszenie Polski na krzyżu i zrobienie z niej „Jezusa Narodów” to zerwie się ze smyczy i zbuduje nową Wielką Lechię. Jeśli nie, to… Polska, Polacy i cała reszta zostaną tylko w mitach i opowieściach przyszłych, cudem ocalałych nacji. Prawdziwy Winkelried i inny Wallenrod! Zgodnie z przepowiednią Wieszcza zresztą….

Swoją drogą: Pomyślałem sobie dzisiaj, że to może dlatego tak mocno i z rozmachem powypychano z naszej części Europy ludzi „za chlebem”. Może jest to „wspaniałomyślnie dana nam szansa” ocalenia genotypu? Hmmm.


W każdym razie: Robi się ciekawie.

Wizyta w Chinach WSZYSTKICH przywódców najbardziej zagrożonej części starego kontynentu też jest tu bardzo wymowna. Tylko ostatni debil łyknął, że pojechali tam rozmawiać o tanich koszulkach i podróbach iPhonów…

Strasznie? Myślę, że tak…

PS:
Jeśli ta koncepcja utworzenia Rzeczypospolitej Wielu Narodów wygra i w ciągu następnych lat zacznie się gorączkowo budować Międzymorze (obojętne w jakiej wersji) to, bawiąc się w proroka, przewiduję nastepujący scenariusz:
-wywalenie Polski i pozostałych z UE (to ze strony Berlina)
-zamknięcie rynków zbytu i zakręcenie kurka z gazem (to z Moskwy)
Jesli to nie poskutkuje i okaże się, że przy takim wielkim, wielonarodowym obszarze jesteśmy niezależni, lub wręcz uzależniamy od siebie innych (to jest możliwe!) to w ruch ruszy propaganda (taka sama z obu stron):
-faszyści, naziści i komuniści (w zależności od humoru propagandzisty) przejęli władzę w Centralnej Europie.
-Cywilizowane Niemcy i Bratni Naród Rosyjski nie mogąc tego znieść i na wielką prośbę samych uciśnionych obywateli, idzie z tym zrobić porządek.
To może nie zagrać, jesli Międzymorze pozostanie satelitą, europejskim stanem USraela lub Chin (patrz wspomniana wyżej wizyta przywódców Międzymorza w Państwie Środka).
Jest jeszcze opcja trzecia: Gracze z za Wody ponownie dogadują się z Graczami z Jewropy. Wtedy do demontażu Międzymorza ruszy stara dobra, „kolorowa tudzież aksamitna rewolucja”…
Jedyna nadzieja, że mieszkańcy RPWN dojrzeją w tym czasie do takiego poziomu, że wszystkie te scenariusze będą widzieć i reagować na nie z odpowiednim wyprzedzeniem. W tym celu powinniśmy obecnie BARDZO uważnie przyglądać się i uczyć od tych, na których są one testowane: od Ukrainy przez Rosję po Bliski Wschód i Azję….

Sława!