INTRO

Tu dowiesz się tego, czego udało mi się nauczyć o kryptowalutach i inwestycjach w nowoczesną, cyfrową technologię Blockchain.
Postaram się przybliżyć Ci ten, jakby nie patrzeć, skomplikowany i wciąż jeszcze nowy temat.
Dlaczego? Bo się tym zajarałem. Tak jak rapem, filozofią, historią i historią alternatywną, słowiańszczyzną, geopolityką itp…
No i dlatego, a może przede wszystkim, że zacząłem w to inwestować i zdaję sobie sprawę, że im więcej ludzi dowie się o krypto, tym więcej i szybciej zarobię.
Taa, w odróżnieniu do muzyki/sztuki, na tej płaszczyźnie chodzi mi głównie o pieniądze.

Zatem po kolei:
1. UWAGA!
Nie jestem i nie zamierzam być Twoim doradcą finansowym, inwestycyjnym guru czy innym wszechwiedzącym. Wiem tyle samo lub ciut więcej od Ciebie. Nie chcę i nie będę ponosił żadnych konsekwencji ani prawnych, ani moralnych, ani jakichkolwiek innych powiązanych w jakikolwiek sposób z Tobą i Twoimi decyzjami finansowymi/inwestycyjnymi. Ufam, że jesteś na tyle dorosły(a) i poczytalny(a), by zdawać sobie sprawę, że każda inwestycja obciążona jest ryzykiem utraty kapitału lub jego części. Jeśli nie stać Cię na takie ryzyko, to nie pajacuj i nie właź w tego typu rzeczy/interesy.
Inwestycje mają zdecydowanie więcej wspólnego z hazardem, niż z tradycyjnie pojmowanym sposobem zarobkowania. Pomyśl zatem po trzykroć, zanim zdecydujesz się wejść i zaryzykować utratę pieniędzy, które miałeś(aś) przeznaczone na rachunki, jedzenie, pieluchy lub kolejną flaszkę.
Nie jestem Twoją drugą połową więc nie licz na to, że znajdę czas na wysłuchiwanie Twoich ewentualnych żali.  W tej dziedzinie Ty i tylko Ty bierzesz odpowiedzialność za swoje ruchy, ich niepowodzenie lub sukces. Ja Ci jedynie udostępniam to, co sam postanowiłem zrobić. Kopiując mnie masz szansę powtórzyć zarówno moje hossy jak i bessy. Jeśli Ci to nie pasuje, to nie marnuj czasu i wyłącz tego bloga.
Jeśli jednak postanowiłeś brnąć przez Jawię, drepcząc po moich śladach, to zapraszam. Postaram się pomóc (w miarę możliwości). Z wiarą, że wszystko skończy się dobrze. Zarówno dla mnie jak i dla Ciebie.

2. DLACZEGO/PO CO TO ROBIĘ? W sensie: po co chwalę się swoimi ruchami finansowymi?
No cóż. Mógłbym się tu silić na przeróżne farmazony i zgrywać filantropa, ale „okrutna prawda” jest taka: Chcę zarobić. Jak najszybciej i jak najwięcej. I tyle.
No tak, ale dlaczego się tym chwalić i kreować sobie konkurencję? Otóż ja nie kreuję tu konkurencji. Temat jest nowy, świeży i bez zainteresowania nim po prostu padnie. Jak każda nowość, każda nie poparta rewolucja, czy idea. Ja nie kreuję konkurencji. Ja kreuję poparcie i zainteresowanie. Z bardzo prostych, egoistycznych pobudek (jak zdążyłeś(aś) przeczytać dwa zdania wyżej…).
Wszystkie projekty/pomysły oparte są na społecznościach i ich zainteresowaniu, zaangażowaniu się w nie. Jak wszędzie zresztą. Ale przeciwnicy/hejterzy zdają się tego kompletnie nie dostrzegać…
Twórcy/pomysłodawcy/deweloperzy/wynalazcy/programiści/wizjonerzy (czy jakkolwiek ich nazwać) poszukują ludzi, którzy uwierzą i rozreklamują ich pomysł/produkt/wynalazek, stworzą społeczność i zainwestują swoje pieniądze w realizację tegoż projektu. Przykład: czymże byłby Facebook, gdyby siedział na nim tylko Zuckerberg i agenci CIA? No właśnie…
Taki potencjalny, zainteresowany projektem inwestor zachęcany jest na różne sposoby, by nie ograniczał się jedynie do inwestycji, a zechciał również przekonać do pomysłu jak największą ilość swoich znajomych. Marchewką są tu oczywiście dodatkowe, poza zyskami z samej inwestycji (tzw. zysk pasywny), pieniądze naliczane procentowo z inwestycji poczynionych przez ludzi „wprowadzonych do projektu” (tzw. binarka, referalka, bonusy, „matchingi”, itd, itp). I nie, nie jest to „piramida”. Jest to zwykłe wynagrodzenie za pracę, premia jak w każdym standardowym biznesie. Jej naliczanie jest opracowane tak, by opłacało się właścicielowi. Z reguły na dłuższą metę. Proste.
Można zatem po prostu wejść w dany biznes po cichu i spokojnie czekać na rozwój sytuacji i spodziewany dochód pasywny lub wejść i „dorabiać” poprzez budowanie społeczności.
W tym pierwszym wariancie liczy się na kreatywność pomysłodawców i innych inwestorów i to, że społeczność „zbuduje się sama”. Wchodzimy, inwestujemy i czekamy na realizację planu i zysków.
Wariant drugi pozwala na odrobienie inwestycji i zarobek „aktywny” już w fazie początkowej projektu, tzn. jeszcze przed jego realnym, zapowiadanym w biznesplanie (tzw roadmap) rozwojem.
Jest to super opcja dla kogoś z darem/talentem akwizytorskim. Ja, niestety, nie zaliczam siebie do tego typu osób. Nie chcę i nie potrafię (chyba) kogoś w coś „na siłę wciągać”.
Znacznie łatwiej idzie mi pisanie.
Dlatego postanowiłem pójść na łatwiznę i po prostu uruchomić osobną zakładkę na swoim blogu.
Raz, że nie będę musiał powtarzać tysiące razy tego samego, a dwa, że oszczędzę sobie oglądania grymasów osób, które chciałyby „wejść, ale się boją” lub nie chcą i nie będą chciały mieć z tym nic wspólnego, ale „nie wiedzą jak mi to powiedzieć”.
Tak, blog jest formą idealną dla takich jak ja. Kto chce to wejdzie, kto nie, to nie.
Swoją strategię inwestycyjną opieram na dochodzie pasywnym i tak. Jeśli ktoś zatem postanowi skopiować moje ruchy i wejść w dany projekt po przeczytaniu tego bloga, to tylko się cieszyć.
Oba warianty inwestycyjne (pasywny i aktywny) niosą oczywiście ze sobą ryzyko, że trafiliśmy na oszusta, który zgarnie inwestycje i zniknie (zdarza się…) lub że społeczność nie wykaże jednak zainteresowania pomysłem i projekt upadnie, a my, w najlepszym przypadku, odzyskamy całość lub jedynie część swoich pieniędzy. Takie jest ryzyko inwestycji w coś nowego. By je zminimalizować, trzeba nie tyle ufać temu, co jest napisane na głównej stronie danego projektu, ale zrobić własny research, sprawdzić co na ten temat piszą, mówią inni, zaufać intuicji, spytać Babci, zasięgnąć porady wróżki i wtedy dopiero podjąć decyzję wejścia lub nie. Ten blog może posłużyć Ci jako jeden ze wskaźników.

3. PRZECIEŻ TO PIRAMIDY! – najczęstsza bzdura wszelkich antagonistów tego typu inwestycji.
No pewnie. Wszystko, na cokolwiek byś nie popatrzył(a), to piramida. Od poziomu rodziny przez wszystkie firmy/biznesy po konstrukcje państw. Wystarczy się rozejrzeć.
Zarabiasz tyle co Twój bezpośredni przełożony? Brygadzista? A on tyle, co kierownik działu? A ten tyle co dyrektor? A dyrektor tyle, co prezes? Minister? Premier? Prezydent? itd. itp. Co to jest, jak nie piramida? Czym to się różni od firm/projektów o których zamierzam Ci tu pisać? Niczym. Poza tym, że tamte piramidy są częścią obecnego systemu (dla mnie jest to system niewolniczy, babiloński), a te niosą ze sobą coś nowego i sprawiają wrażenie zagrożenia dla tych starych pryków z finansjery (aspekt anonimowości transakcji w systemie Blockchain i decentralizacja tegoż systemu, czyli brak kontroli, ale o tym na kolejnych podstronach…)
Tym bardziej, że w dzisiejszych czasach nawet ci, którzy pracują w „normalnych firmach” często grają w ruletkę i sami nie wiedzą ile, kiedy, a często nawet czy  dostaną wypłatę. Przynajmniej w tej gałęzi gospodarki, w której ja obracam się od 2005, czyli budowlance. Dowód: kontrakt na ponad 200 domów zrobiony, faktura wysłana, o płatność wykłócam się od ponad miesiąca (!). Moi pracownicy wypłaty dostali, ale tylko i wyłącznie dlatego, że gram czysto i jestem na tyle „głupi”, by w takich przypadkach drenować swoje prywatne konto i karty kredytowe. Moja konkurencja nie raz i nie dwa zostawiała ludzi na lodzie w takiej sytuacji. Czy to nie ryzyko finansowe? Czy to nie piramida? Hmmm.
Firmy, korporacje, banki, a nawet całe państwa potrafią ot tak sobie upaść, zbankrutować, zniknąć. A wraz z nimi oszczędności i pieniądze ludzi, którzy „nie wierzą w piramidy”.
To właśnie skłoniło mnie w końcu do zaryzykowania i próby znalezienia alternatywnego sposobu zarabiania pieniędzy (z nadzieją na całkowite zastąpienie tego pierwszego w przyszłości).
Dość już mam tego całego wyścigu coraz głupszych szczurów na coraz krótszych łańcuchach. Ty pewnie też.
Technologie Blockchain (czyli góra, której czubkiem są tzw kryptowaluty) są dopiero w przysłowiowych powijakach. Ja i mi podobni wierzymy, że inwestując w nie teraz, mamy takie same szanse, jak Ci, którzy zainwestowali w pierwsze silniki parowe, elektryczność, szyby naftowe itd, itp.
Wchodząc w jakiś nowy projekt, wizualizuję to sobie jako wrzucenie kilku $ w Billa Gatesa, który siedzi jeszcze w garażu, w Zuckerberga, który szuka udziałowców do pokrycia kosztu wynajęcia pierwszego serwera (bo CIA nie jest jeszcze pewne, czy w to wchodzić, czy nie…), w pierwsze pomysły Jobsa i im podobnym. Ja wrzucam w ich wczesne projekty po kilka dolców lub euro, a oni dają mi odpowiedni pakiet swoich akcji w postaci tokenów/coinów. Taka „emisja akcji” w świecie krypto nazywana jest fazą ICO (Initial Coins Offer). Wyszukiwanie projektów, które są w tej właśnie fazie i inwestowanie w nie to cały mój „magiczny klucz do Sezamu” (lub Mordoru w przypadku klapy…). No i pierwsza zasada: „nie wkłada się wszystkich jajek do jednego koszyka”. Rozbija to ryzyko i daje szansę na doniesienie choć części jaj i sprzedanie ich z zyskiem na targu…
Jak na tym wszystkim wyjdę? Mam nadzieję, że tak jak ci, którzy mają obecnie udziały w korporacjach w/w potentatów lub ci, którzy włożyli po kilka dolarów w pierwsze szyby Rockefellera lub pierwsze kopalnie diamentów Oppenheimera…
Różnica? Świat krypto rozwija się znacznie szybciej niż wszelkie inne dziedziny. Nikt tu nie buduje kopalni, ani szybów. Chłopaki siedzą i piszą programy, które uruchamiane są etapami, a każdy etap podnosi wartość wczesnej inwestycji…
Uzasadnione jest zatem stwierdzenie mówiące, że „jeden  miesiąc w krypto, jest jak rok w każdym innym biznesie, a sześć miesięcy, to często dekada gdzie indziej”. Myślę, że rok 2017, tj jego dwa ostatnie miesiące, udowodniły to ponad wszelkie wątpliwości.

4. TO WSZYSTKO PADNIE, BANKI/RZĄDY TO ZDELEGALIZUJĄ.
Nie ma szans. To jest kolejny etap rozwoju cywilizacji. Jak koło, elektryczność, internet itd. Cokolwiek by nie zrobiono, nikt już nie zatrzyma technologii blockchain.
Jedyne, co pozostaje rządzącym, to próba przejęcia kontroli  i legislacja prawna ograniczająca możliwości zarabiania na tejże technologii. To też się właśnie dzieje. Kryptowaluty wchodzą na giełdy, na Wall Street; media (od youtube po mainstream) o nich huczą, Balcerowicz i inni „eksperci” przed nimi ostrzegają; JP Morgan, GoldmanSachs, Rosja, Chiny, Arabia Saudyjska, Estonia, Izrael i zapewne wszyscy inni pracują (a jak nie pracują, to zaczną już jutro) nad swoimi własnymi  krypto-projektami/walutami; banki już mają swoją kryptowalutę (Ripple); USA, Singapur i kilka następnych ograniczają i opodatkowywują możliwości ICO (Initial Coin Offer – czyli emitowanie tokkenów/walut przez nowe firmy/deweloperów na zasadzie emisji akcji), W Polsce „eksperci” znoszą jajo za jejem (a raczej zbuka za zbukiem), kopiując lub nawet wyprzedzając w coraz głupszych (i totalnie nieskutecznych) pomysłach swoich usraelskich panów (a mogli by się uczyć od np Białorusi, która znosi podatki na 5 lat dla firm rozwijających nowe technologie, w tym blockchain!) itd, itp.
Innymi słowy: bardzo im wszystkim zależy, aby utrzymać obecny status quo w proporcjach klas; aby „chronić szarych obywateli”. Przed czym?  Jak myślisz? Przed utratą oszczędności w kolejnym, zbliżającym się nieuchronnie krachu finansowym systemu opartego na dodrukowywanych ile wlezie papierowych prostokącikach i cyferkach generowanych bez żadnych ograniczeń przez komputery banków centralnych? Nie! Oni chcą Cię uchronić przed czymś, czego nie ogarnęli na czas: inwestycji w tzw. nowe złoto. Dlaczego? Bo na tym świecie, wg nich, nie ma miejsca na wielu milionerów, czy chociażby zbyt dużą klasę średnią. Nie ma i już. Im więcej będzie miał Kowalski, czy Smith, tym mniej zostanie dla Rotschilda, czy innego Rocefellera.
Tym bardziej, że to „nowe złoto”, na przykładzie flagowej kryptowaluty, czyli Bitcoina, góruje nad tym fizycznym: jego ilość jest ściśle określona, 21 milionów (podczas gdy tradyzyjne złoto nagle może spaść, bo ktoś odkryje jakieś nowe, potężne złoża np na dnie oceanu lub pod lodami Antarktydy czy Artktyki…).
Ostatni Bitcoin zostanie wydobyty w 2140 roku i koniec. Nikt go nie „dogeneruje”, nie „dodrukuje”, nie „dorzuci”. Algorytm jest nieubłagany i niemożliwy do zhakowania. Nikt tego również nie wyłączy, ani nie wykasuje.
Co więc robią grube ryby? Po nieudanych próbach delegalizacji i zgaszenia tematu, pozostały im tylko dwa wyjścia: zastraszanie podatkami i zbijanie wartości, kursu kryptowalut. Po co? Po to, by je wykupić i w ten sposób przejąć. Jeśli nie zrobią tego teraz, to szybko się okaże, że kilka bitcoinów na cyfrowym portfelu postawi jego właściciela na równi finansowej z Rotschildem i jego miliardami papierowych petrodolarów…
Powstają zatem i będą powstawać nowe kryptowaluty, oparte na tej samej technologii i zbliżonych algorytmach, a nawet nazwach (np BitcoinCash, BitcoinGold, BitcoinLighting itd.), ale nikt i nic nie „doleje do sieci” samych, oryginalnych BTC. Na obecną chwilę moc obliczeniową, która zdołałaby złamać jawny przecież (!) kod Bitcoina, oblicza się na połowę całego obecnego internetu! A moc ta rośnie wraz z rozrostem sieci. Proporcje rozkładają się i będą się rozkładać na niekorzyść potencjalnego hakera. Tak więc mamy tu genialny, typowy szach-mat.
Co to oznacza? Proste: w dzisiejszym świecie, powiedzmy ogólnie 7miu miliardów ludzi tylko 21 milionów miałoby (teoretycznie) szansę mieć po 1 (JEDNYM) bitcoinie! Rozumiesz? Potrafisz oszacować jego wartość w takim położeniu? To super! Teraz wyobraź sobie, że ludzi wciąż przybywa, a proporcje nie będą równe. Nie będzie sytuacji 1BTC na jednego osobnika. Nie ma szans. Choćby Marks i Engels zmartwychwstali jako jeden, wielki skurwiel i wdrożyli swoje utopijne mrzonki z rozmachem tysiąc razy większym niż ich leninowsko-stalinowskie pomioty… Nie ma bata.
Obecnie wydobytych zostało coś koło 16stu milionów (od początku blockchain, czyli od roku 2009 – im dalej w las, tzn czas, tym trudniej i dłużej się je wydobywa – wiem, wiem: żal, że nie zainteresowałeś(aś) się tematem wcześniej, choćby w 2011… Cóż: nie łam się: wciąż jesteśmy na początku ery Blockchain, tj: silniki zostały już wynalezione, ale mercedesy i lambo jeszcze nie, kumasz?…).
Szacuje się, że około 4 miliony BTC już, prawdopodobnie bezpowrotnie, przepadło (błąka się gdzieś po czeluściach internetu, na portfelach, których właściciele już nie istnieją;  którzy pozapominali haseł dostępu do swych portfeli/adresów lub którzy fizycznie zniszczyli dyski z BTC (jeszcze przed epoką back-upów i chmur)).
Pozostałe 12 mln BTC są obecnie w posiadaniu nielicznego procenta ludzkości (szacuje się to na mniej niż 1%).
W „kopalniach” pozostało zatem około 5ciu milionów BTC. Na kolejne 122 lata (!).
Proces ten (kopanie/mining) staje się, zgodnie z algorytmem nieznanego (!) stwórcy (znana jest jedynie jego/ich ksywa: „Satoshi Nakamoto”), coraz trudniejszy, tj ilość wydobytych bitcoinów opłacona jest coraz dłuższym czasem wydobywania, a co za tym idzie większymi kosztami.
No i co myślisz? Cena takiego „czegoś” będzie a) rosła, b) spadała, c) pozostanie niezmienna? Hmmm…
Reasumując zacytuję tu słowa swego Brata: „Jak już Balcerowicz w TV, trzy razy z rzędu, głośno i wyraźnie ostrzega przed kupowaniem Bitcoina, to może znaczyć tylko jedno: trzeba go kupić! Jak najszybciej i jak najwięcej!”

5. TO KOŃ TROJAŃSKI, NARZĘDZIE NWO
No i to jest wg mnie największy minus.
Idea BTC i Blockchain jest rewolucyjna. Rozmawiano o niej na przeróżnych forach hakersko-anarchistycznych już niemalże od początku internetu. Cel: stworzyć system wymiany dóbr kompletnie niezależny od kogokolwiek, żadnych banków, rządów czy innych pośredników. Tylko sprzedający i kupujący. Do tego pełna anonimowość. No i się udało. Powstał kod Bitcoina i maszyna ruszyła.
Szybko się jednak okazało, że jest to perfekcyjne rozwiązanie dla wszelkich mafii i terrorystów. A wiadomo: rządy nie lubią konkurencji.
Rozpoczęto zatem wojnę z kryptowalutami. Pod w/w pretekstem. Wojna została przez obecny system przegrana. Bitcoin i technologia Blockchain okazała się mocniejsza. Nastąpiła więc zmiana strategii i zamiast delegalizacji mamy galopującą legalizację. Zgodnie z podstawowym prawem wszelkich konfliktów: jeśli nie możesz czegoś pokonać, to się do tego przyłącz.
Nie trzeba być Einsteinem teorii spiskowych by szybko zrozumieć, że BTC i Blockchain, nawet jeśli został rzeczywiście stworzony w dobrej wierze, przez anarchistów i ludzi dążących do obalenia systemu niewoli i kontroli, może bardzo szybko zmienić się w precyzyjne narzędzie tejże kontroli.
Jak? Będzie o tym szerzej na podstronie o samym Bitcoinie i zasadach jego działania, ale wspomnę tu tylko, że kod BTC daje pełną anonimowość stronom wykonującym transakcje na nim oparte. I to jest ok. Ale wymiana BTC na jakąkolwiek walutę obecnego systemu (waluty FIAT) jest już obecnie pod ścisłą lupą w niemalże każdym kraju. By jej dokonać musisz zostać dokładnie zweryfikowany(a) w systemie KYC (Know Your Customer), czyli systemie jaki obowiązuje obecnie w każdym banku i platformie płatniczej. Nie założysz konta w banku, jak nie podasz im swoich danych, adresu i zdjęcia.
To (weryfikacja danych przy wymianie BTC-FIAT i FIAT-BTC) plus pryncypialna reguła blockchain (wszystkie transakcje pozostają w łańcuchu, są do sprawdzenia i potwierdzenia – to potwierdzanie, to właśnie „kopanie kryptowalut” – i przez to budują go i sprawiają, że jest coraz silniejszy i stabilniejszy) może stać się głównym zagrożeniem anonimowości jednostek.
Sama transakcja jest kodem przesyłanym z „portfela” na „portfel”, nie ma w tym kodzie danych osobowych i nie można go powiązać z konkretną osobą fizyczną (mozna z IP, ale nie z imieniem i nazwiskiem).
Tym bardziej, jak ktoś uruchomi przesyłanie kodu po portfelach na całej planecie. Szukaj igły w stogu siana. No, ale jak ktoś się zdecyduje w którymś momencie tę igłę wyjąć ze stogu, to tu już na niego czeka „smutny agent matrixa”.
Los igły można już też śledzić, odwalając mrówczą robotę, od momentu wprowadzenia jej w stóg.
A legislacja pójdzie zapewne jeszcze dalej.
SumaSummarum: Widzę w tym realizację jednego z punktów głównych NWO: wyeliminowanie fizycznego środka płatniczego i stworzenie wirtualnej, ściśle kontrolowanej waluty…
Technologia Blockchain przeniesie sektor finansowy całkowicie do internetu. Zgodnie z planem NWO. Zamknie wszystko w sieci, gdzie każda transakcja, każdy przelew pozostanie na wieczność. Hakerzy sobie zapewne poradzą, ale większość ludzi będzie „pod lupą”. To pewne.
No ale z drugiej strony jest to sytuacja analogiczna do punktu z „piramidą”: Czy teraz góra nie ma kontroli nad Twoimi finansami? Nad Twoim kontem w banku i przelewami? Pozostaje odrobina wolności w szarej strefie, tam gdzie płaci się gotówką, ale tak, czy siak: gotówka zniknie niezależnie, czy kryptowaluty przejmą, czy nie obecnego systemu finansowego.
Zatem gra idzie teraz nie o to, czy to nastąpi, czy nie, a o to, czy wykorzystamy zawieruchę i coś na tym zamieszaniu ugramy, dając sobie szansę na lepsze miejsce startowe w tym nowym, galopującym już w naszym kierunku, systemie.
Lepiej być rewolucjonistą z zapleczem finansowym, czy gołodupcem z nożem w krzakach? Hmmm.
——————————

Ok. Tyle słowem wstępu.

Poniżej znajdziesz linki do dalszych tematów.

Klikaj i czytaj:

-BITCOIN & BLOCKCHAIN
-PORTFELE & PRZELEWY, czyli JAK ZACZĄĆ

-ICO (Initial Coin Offering) czyli w co inwestuję (m.in.)


News’y i prognozy na 2018:

Reklamy