NWO – odliczanie w fazie końcowej

Ostatnimi czasy stało się rutyną, że zaglądam do internetu jedynie wieczorami. Jak znajduję tam coś intrygującego, coś, czym warto się podzielić, okraszając to jakimś swoim komentarzem, to robię to zazwyczaj w formie szybkiego wpisu na fb. Potem zasypiam. Gdy rano otwieram oczy, dochodzę do wniosku, że nie wszyscy mogą zrozumieć o co mi chodziło lub że temat był zbyt ważny i ten krótki wpis nie jest w stanie przedstawić poprawnie tego, co miałem na myśli. A to niedobrze. Wtedy robię to:

http://www.gloria.tv/media/6oyZvigjk61

Klocki zaczynają się układać. Układać w jedna wielką, od stuleci projektowaną piramidkę. Ilu włodarzy na przełomie wieków, tylu było chętnych do jej budowania. Wszystko szło dobrze, bo budowali nijako wspólnie (od Sumeru po teraz, od Watykanu, tfu!, cesarstwa Rzymskiego (wschodniego i zachodniego) przez wszystkie Trzy Rzesze, ZSRR po UE, ONZ itd). Było dobrze, z małymi, z reguły zaplanowanymi i koniecznymi „konfliktami”. Jak to na budowie. Teraz, jak „na wykończeniu” są już ostatnie poziomy i trzeba w końcu ustalić kto zasiądzie w komnacie Saurona, a kto pod nią… zaczynają się poważniejsze starcia. Masonów z jezuitami, komunistów z faszystami, kapitalistów z socjalistami itp, itd – to tak pod publiczkę, a tak naprawdę to utarczki kilku rodów rządzących otwarcie lub z za parawanu od niemalże początku tego cyrku sumeryjsko-babilońsko-judejskiego…
Mniejsza z tym. Zainteresowani mogą bez problemu znaleźć setki informacji wpisując chociażby „NWO” w google…

Ja chciałbym wrócić do chwili obecnej, w której sytuacja, wg mnie, wygląda tak:
Judaistyczno-watykański/jezuicki Zachód (tj Izrael, USA, UK i pomniejsze, np Hiszpania, Francja tudzież  Japonia, Korea Pld, Wahabici itd) boi się jak ognia zbliżenia prawosławno/wschodniorzymskiej-chazarskiej Rosji  z  luterańsko-chazarskimi Niemcami. Boją się, bo to oznacza unię Euro-Azjatycką, od Kamczatki i brzegów Alaski po Atlantyk z następującym podziałem wpływów: Rosja wszystko od Wisły na wschód, a Niemcy od Wisły na zachód.
Taka Unia długo nie dała by się wyprzedzić w wyścigu do tronu, a wręcz mogłaby wyeliminować pozostałych graczy i wtedy zająć się rozgrywką ostateczną między sobą (bo do takiej konfrontacji KAŻDY z uczestników się szykuje od początku, od „wielkiego przymierza”, a wszelkie sojusze zawierane są jedynie tymczasowo, w celu zredukowania do minimum rozmiarów konkurencji! – Na końcu rządzić ma TYLKO jeden – z nim dopiero będzie rozmawiał „pan” i jemu dane będzie rządzić w imieniu „pana”, całując go równocześnie non-stop po d…pie! Ale mniejsza o to…)

Takie „zbliżenie” Post-Germanów z Mongoło-Słowianami dla RP i sąsiadów oznacza tylko jedno: kolejną próbę wynarodowienia i wymazania z mapy Europy. Już to przerabialiśmy: Lebensraum, Generalna Gubernia, Kraj Prywiślański itp, itd…  Niedobrze. Nie podoba się to ani Polakom (tym świadomym), ani nikomu od Skandynawii po Morze Czarne i Adriatyk. Nic dziwnego. Ważą się losy nie tylko Polski, ale i całego tego regionu. Zaczynają się otwierać oczy. Zaczyna wracać pamięć. Chłopaki zaczynają kombinować jak mogli to przespać, kiedy się to zaczęło i jak wrócić do czasów „bezpiecznych”. A czasy „bezpieczne”, te o których myślą pół-patrioci to okres I RP. Silnej i liczącej się na arenie europejskiej „zbrojnej ręki”…Watykanu. Było o niebo lepiej niż teraz, bo ręka miała siłę i miecz zaciśnięty w swoich palcach. Watykan nią sterował, ale z rezerwą, bo wiedział, że duch słowiański wciąż nie jest do końca okiełznany i przy nieostrożnym posunięciu, ręka może „niechcąco”, (znów) obciąć jeden z łbów chydry i spalić jej grotę.
Czyli „czasy bezpieczne” i „pół-patrioci”. Krok o 3 wieki do tyłu. Tylko o trzy. Prawdziwi Patrioci stanowczo woleliby skok o minimum 1200 lat wstecz! Oczywiście w przenośni i tylko w kwestii ówczesnego rozkładu sił geopolitycznych! Nie chodzi mi tu o cofnięcie się do skór z dzików przewieszonych nonszalancko przez goły tors (choć z drugiej strony, jak patrzę na dzisiejsze rurki, to… sam nie wiem 🙂 )
Abstrachując jednak od wizji prawdziwych, myślących Słowian (i nie tylko), skupmy się na wspomnianej już i wyciągniętej karcie gracza z Waszyngtonu. A w sumie na dwóch z całej talii jego kart, jakie akurat postanowił rzucić  na europejski stół.

W tym momencie chciałbym przerwać i szybko wytłumaczyć niektóre skróty myślowe: Mówiąc Waszyngton mam na myśli TelAwiw, mówiąc Obama czy Bush myślę, o Rotshchildach, Rockeffelerach, Sorosach i innych „Mędrcach Syjonu”, jak pokazują Blaira czy Camerona to ja widzę Elę Tudorową, zza Hollande, Merkel itd kły do mnie szczerzą królowie Hiszpanii, Beneluxu, czyli Burbony, Amsbergi, Habsburgowie, Hohenzellernowie itp, gdy patrzę na Putina widzę Oldenburgów, Romanowów przemieszanych z postchazarskimi oligarchami z obecnego KGB; tak jak w przypadku Dudy każdy widzi Kaczyńskiego to ja widzę chłopaków w jarmułkach, m.in. tych ze zdjęć z 2005-2007, z czasów „wesołej chanuki” w pałacu prezydenckim pięknie zapowiadającej się Judeopolonii, takiej samej zresztą chanuki jak za czasów Busha i Clintona w Białym Domu – to ta sama, długa ręka, „Nic nie jest tym, na co wygląda”, „Po owocach ich poznacie” itp, itd…

Ok, jedziemy dalej.
Chłopaki zza Wielkiej (Atlantyk) i Małej (Kanał La MAnche) Wody widząc co się dzieje na linii Moskwa-Berlin robią w naszym regionie dwie rzeczy, równolegle:
Szantażują czymś poważnym (np. ujawnieniem zdjęć satelitarnych i innych dowodów z kwietnia 2010…) jewropejską konkurencję i zmuszają do oddania im władzy w strategicznej Polsce. Wygrywa, tfu!, do sprawowania władzy mianowany zostaje PiSior (bo w to, że głos Kowalskiego i jego sąsiada ma jakieś znaczenie to chyba juz nikt nie wierzy, nie?). Jest hanukowski Prezydent i Rząd. Zwrot o 180st z dotychczasowej linii politycznej w stosunku do Brukseli, tfu, Berlina i  Moskwy (ta ostatnia traci niemalże kompletnie wpływ na decyzje w kraju przywiślańskim  poprzez całkowite usunięcie SLD – i to się nazywa „sankcja przeciwko Rosji”!, a nie jakieś tam…).
Zaraz będą tu bazy, tarcze, systemy patriot i wszystko co trzeba, by przejąć, tfu!, wyzwolić Kijów i ruszyć „z demokracją” dalej na wschód. Optymistyczny scenariusz testowany już niejednokrotnie (Krzyżacy, Napoleon, Hitler itp) – rezultat zawsze ten sam: odmrożone dupska, wychudzone, wiecznie zaskoczone niespodziewanym i „zaskakującym” po początkowych, łatwych sukcesach, obrotem sprawy, zmizerniałe i owrzodzone judeo-chrześcijańskie oblicza w pospiechu rwące spod Kremla na zachód, zjadające własne konie i kolegów. A za nimi rozwścieczona i doprowadzona do ostateczności, wpółdzika bestia słowiańska i czerwona smuga od Moskwy po Paryż, tudzież po Berlin lub minimum Warszawę… No, ale nic to. Nie ma wyjścia. Trzeba ruszać. Może tym razem się uda….

Drugą, równoległą kartą jest opracowana właśnie i prezentowana światu przez wszystkie strony konfliktu „wojna hybrydowa”. Destabilizacja Międzymorza i Niemiec poprzez wprowadzenie rzeszy mudzahedinów. Turcy aż skaczą ze szczęścia. W końcu dostaną szansę na podbój Europy i odbudowę Imperium Osmańskiego! Lub Wielkiej Chazarii (kwestia, która „szara” strona rządu w Ankarze wyjdzie na prowadzenie w ich wewnętrznym wyścigu…). A wszystko z przyklaśnięciem i za zgodą, ba, wręcz namową Zachodu! Lepiej być nie mogło!

Obie karty grają na jedno. Jako się rzekło: rozdzielenie Berlina i Moskwy.

Trzeba tu zwrócić uwagę, że dla zachodu kończy się czas na zaatakowanie, z powodzeniem, Cara, który po zachwianiu się na nogach w 1989 i „jelcynowskim” przepiciu ponad 10ciu lat w związku ze stratą pozycji, nagle otrzeźwiał i postanowił, że jednak nie zrezygnuje. Wpadł na siłkę i zaczął mocno i intensywnie pakować. Teraz ma się już całkiem dobrze, aczkolwiek jeszcze trochę mu brakuje i zanim nie skończy ostatniego cyklu nie zdecyduje się na konfrontację. Potrzebuje jeszcze maksymalnie 5ciu lat na mocnych, wciąż udoskonalanych sterydach. Wtedy będzie gotów. Nie tylko do obrony, ale i do odebrania tego, co stracił plus „zadośćuczynienie”!
Chłopaki w Białym Pentagramie to wiedzą. Od 10ciu lat, od kiedy Car szaleje i wciąż dokłada ciężary na sztangi, oni sukcesywnie budują wokół siłowni zasieki, okopują się i uzupełniają amunicję. Od Japonii przez Afganistan, Bliski Wschód po Międzymorze. Car się lekko ogarnął w tym co się wyprawia i w porę wyskoczył z siłki by wykopać „budowlańców demokracji i kwiecistych rewolucjonistów” z samego podwórka siłowni (Ukraina), rozejrzał się i powiedział: Niet! Syrii też nie oddam!
Zadzwonił do kumpli, którym również nie za bardzo na rękę rozmach usraelczyków i zdecydowali, że muszą póki co działać razem (BRICS, Chiny, Iran itd.).
W dreamteamie USRAEL-IVRZESZA (UE), w związku z „ogarem” Cara, też się namieszało. Berlin, kuszony powrotem do starej, dobrej „przyjaźni” z czasów Katarzyny i początków Mikołaja z jednej strony, a wizją grzybów atomowych nie tylko w Warszawie, ale i pod Reichstagiem zaczął delikatnie rzecz ujmując, „marudzić”… No i mamy dzień dzisiejszy. I „uchodźców” w Bawarii… I PiS w Warszawie.

Czas tyka. Rosyjski niedźwiedź, świadom, że rany po wnykach w jakie wpadł pod „koniec” chazarskiego komunizmu, oraz ten wszechbolesny szum w głowie po 10ciu latach ostrego chlania w rytm niemieckiego techno, nie pozwolą mu na nic innego, jak albo rozwalenie planety tym co pozostało w postgorbaczowskim arsenale albo kapitulację, gra na czas. Mocno trzymając się za jaja, by nie pozwolić sobie na żaden bezpośredni strzał w pysk coraz bardziej bezczelnego lisa, który łazi wokół jego jamy.

Lis z kolei świadom jest, że każdy dzień zwłoki zmniejsza jego przewagę nad niedźwiedziem. Za 5 lat szanse się wyrównają, a być może nawet dojdzie do zmiany proporcji. To byłaby tragedia. Trzeba działać. Trzeba prowokacji. SZYBKO!
Ktoś spyta: Ale po co? Dlaczego nie zaatakują i tyle? Ano dlatego, że lis sam g…no może! Potrzebuje całej armii osłów i zajęcy by pokonać niedźwiedzia. A zachodnie osły, zające itd, nafaszerowane „poprawnością polityczną” i „tolerancją” za czasów, kiedy lis myślał, że niedźwiedź stracił już kły, nigdzie nie zamierzają iść. Rurki są zbyt ciasne, a kebaby zbyt dobre (i tanie). Ani im się śni rezygnować z pracy za biurkami banków i urzędów, nadzorowania słowiańskich, azjatyckich i afrykańskich niewolników i maszerować na Moskwę w imię „Tego Który Jest”. Mało tego: przez ten cały internet i „wolny czas w pracy” (jak ja tu teraz np, a siedzę w centrum, tego co właśnie opisuję w tym zajęczo-oślim akapicie…) zaczynają szperać, czytać i, o zgrozo, myśleć! Bardzo niedobrze to wróży lisowi z Waszyngtonu, czyli z TelAwiwu. Bardzo…

Wracamy na nasze podwórko. Usrael, równolegle z destabilizacją niepewnego już Berlina, „wspaniałomyślnie odbudowywuje” Rzeczpospolitą! Sąsiedzi Polski patrzą na nią z wielką nadzieją i czekają. Od dawna. Wszyscy. Bałty, Białoruś, Ukraina (nie ta banderowska, chazarsko-niemiecka, nie! – Ta normalna, prawdziwa, Ruska czyli Rusińska!…), Słowianie zachodni i południowi, Węgrzy, Rumuni itd, aż po Morze Czarne. Czekają bo to jedyna szansa na ocalenie. Cudnie.

bcj6vGx0USU

Berlin i Moskwa zaczynają się gotować. Takie coś, taki Usraelski klin między nimi to tragedia! Nie do przyjęcia. Totalnie niepodległa i niezależna RPWN też nie wchodzi w grę (choć już bardziej niż wersja sterowana z TelWaszyngtonu bo łatwiejsza do ewentualnego „demontażu”, o ile przeprowadzi się go szybko…).
Tak czy siak, dla Zachodu, przynajmniej na tym etapie obie wersje Międzymorza są bezpieczne bo rozdzielą skutecznie Niemców i Rosjan i przyjmą na siebie pierwszy impet ataku niedźwiedzia (lub będą idealnym przyczółkiem do rozwinięcia własnego natarcia). A w okresie przygotowawczym, przedwojennym, można będzie region ten skutecznie doić/drenować z surowców i zarabiać sprzedając mu wszelkie stare uzbrojenie, technologie itd. W tej kwestii to w sumie nie widzę problemu. Teraz, od 25ciu lat, dokładnie to samo robią tu i USRAEL i UE, a przed tem ZSRR. Więc z dwojga złego stanowczo lepiej nam będzie zmienić ten układ i zgodzić się na „dojenie” przez USA w zamian za „pomoc” w zbudowaniu Unii. W tym układzie przynajmniej coś dostajemy. Ciężki i bardzo delikatny materiał, ale przy odpowiednim podejściu można z niego utkać bardzo mocną tkaninę!

Z jednej strony niebywała szansa na odtworzenie organizmu silnego i niepodległego, na rozwój ekonomiczny, gospodarczy, intelektualny, duchowy i każdy inny. A z drugiej: wizja marionetek, mięsa armatniego i w najstraszniejszym scenariuszu poatomowa pustynia…

Czas tyka. Wszystko w rękach Polaków i ich ….Prezydenta. Tak. Jeśli nie jest do końca zmanipulowany i ma na sercu coś więcej niż powieszenie Polski na krzyżu i zrobienie z niej „Jezusa Narodów” to zerwie się ze smyczy i zbuduje nową Wielką Lechię. Jeśli nie, to… Polska, Polacy i cała reszta zostaną tylko w mitach i opowieściach przyszłych, cudem ocalałych nacji. Prawdziwy Winkelried i inny Wallenrod! Zgodnie z przepowiednią Wieszcza zresztą….

Swoją drogą: Pomyślałem sobie dzisiaj, że to może dlatego tak mocno i z rozmachem powypychano z naszej części Europy ludzi „za chlebem”. Może jest to „wspaniałomyślnie dana nam szansa” ocalenia genotypu? Hmmm.


W każdym razie: Robi się ciekawie.

Wizyta w Chinach WSZYSTKICH przywódców najbardziej zagrożonej części starego kontynentu też jest tu bardzo wymowna. Tylko ostatni debil łyknął, że pojechali tam rozmawiać o tanich koszulkach i podróbach iPhonów…

Strasznie? Myślę, że tak…

PS:
Jeśli ta koncepcja utworzenia Rzeczypospolitej Wielu Narodów wygra i w ciągu następnych lat zacznie się gorączkowo budować Międzymorze (obojętne w jakiej wersji) to, bawiąc się w proroka, przewiduję nastepujący scenariusz:
-wywalenie Polski i pozostałych z UE (to ze strony Berlina)
-zamknięcie rynków zbytu i zakręcenie kurka z gazem (to z Moskwy)
Jesli to nie poskutkuje i okaże się, że przy takim wielkim, wielonarodowym obszarze jesteśmy niezależni, lub wręcz uzależniamy od siebie innych (to jest możliwe!) to w ruch ruszy propaganda (taka sama z obu stron):
-faszyści, naziści i komuniści (w zależności od humoru propagandzisty) przejęli władzę w Centralnej Europie.
-Cywilizowane Niemcy i Bratni Naród Rosyjski nie mogąc tego znieść i na wielką prośbę samych uciśnionych obywateli, idzie z tym zrobić porządek.
To może nie zagrać, jesli Międzymorze pozostanie satelitą, europejskim stanem USraela lub Chin (patrz wspomniana wyżej wizyta przywódców Międzymorza w Państwie Środka).
Jest jeszcze opcja trzecia: Gracze z za Wody ponownie dogadują się z Graczami z Jewropy. Wtedy do demontażu Międzymorza ruszy stara dobra, „kolorowa tudzież aksamitna rewolucja”…
Jedyna nadzieja, że mieszkańcy RPWN dojrzeją w tym czasie do takiego poziomu, że wszystkie te scenariusze będą widzieć i reagować na nie z odpowiednim wyprzedzeniem. W tym celu powinniśmy obecnie BARDZO uważnie przyglądać się i uczyć od tych, na których są one testowane: od Ukrainy przez Rosję po Bliski Wschód i Azję….

Sława!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s